Blisko, bliżej… Wywiad z mec. Dariuszem Lasockim, radnym Pragi-Południe z Gocławia

Wywiad z mec. Dariuszem Lasockim, radnym Pragi-Południe z Gocławia

20141014_9999_61_b

– To już 6 rok w samorządzie dzielnicy.

– Tak, aż trudno uwierzyć. Miesiąc za miesiącem. Ale mam wrażenie, że są to zawsze miesiące pełne widocznych i udanych działań na rzecz lokalnej społeczności. Po latach doświadczeń w pracy radnego, wiem jedno – radny aktywny albo żaden.

Społeczeństwo jest coraz bardziej świadome swoich praw. Jak wygląda praca radnego w tak dużej dzielnicy, jaką jest Praga-Południe?

– Czekam na wymagających mieszkańców, na partnerów dyskusji, dialogu i sporu. Spór jest wpisany w naszą naturę. Ten dobry spór, prowadzący do zmian naszej okolicy. Praga-Południe to prawie 200 tysięcy mieszkańców. Niejedno miasto wojewódzkie jest mniejsze. Za tym idą ogromne wyzwania. Transport, oświata, infrastruktura – w tych wszystkich składowych dzielnicy trzeba widzieć odbiorcę końcowego, czyli mieszkańca i podatnika. Wspominam o podatniku, bo 50% naszych podatków, naszego PIT-u, idzie do samorządu.

– No właśnie, to bardzo dużo. Czy więc samorząd dobrze pożytkuje te kwoty?

– Budżet i szeroko pojęte finanse samorządu to sprawa coraz bardzo interesująca mieszkańców. Jest to jednocześnie zagadnienie wymagające od radnych i urzędników wsłuchiwania się w głos poszczególnych grup czy interesariuszy. Pieniądze należy dzielić sprawiedliwie i rozważnie, unikając wydatków zbędnych czy niezgodnych z prawem.

– Ale czy takie zdarzają się?

– Wspomnę tutaj chociażby problem gazety wydawanej przez Urząd Dzielnicy, która, jak się wydaje, a nie jest to tylko moja opinia, ale również mieszkańców, jest organem prasowym burmistrza. Tak nie powinno być. W budżecie dzielnicy to kwoty kilkudziesięciu tysięcy złotych. To prasa niezależna – a gazeta urzędu taką nie jest – winna być wspierana. „Mieszkaniec”, nasz praski dwutygodnik z 25-letnim stażem, jest czytany, bo jest autentyczny i interesujący. Dodam, że wydawanie gazet przez urząd zostało wielokrotnie skrytykowane przez organizacje monitorujące przejrzystość działania administracji, a także chociażby przez Regionalną Izbę Obrachunkową we Wrocławiu. Publicznie proponuję, aby środki wydatkowane na gazetę wydać na edukację młodzieży, która w przyszłości stworzy niezależne wydawnictwa.

– Wracając do Pańskiej pracy radnego – jest Pan jednym z najbardziej rozpoznawalnych radnych, chociaż 6 lat to w istocie niewielki staż w 26-letnim działaniu samorządu w Polsce.

– To efekt pracy i swoistego pojmowania, kim jest radny. Inaczej działają zapewne koleżanki i koledzy radni w małych gminach, gdzie kilkadziesiąt głosów wystarczy do wejścia do rady, a inaczej w dużym mieście. Chociaż z drugiej strony, aktywność można pokazać i tu i tu. Być może to także cechy osobiste. Być może, to jest to, o czym mówił w Krakowie do uczestników Światowych Dni Młodzieży papież Franciszek, czyli zejście z kanapy, odejście od naszych przyzwyczajeń, wyjście z naszej strefy komfortu, gdzie jest spokój i nasz mały bezpieczny świat. Osiedle, na którym mieszkam jest mi bliskie. Jego sprawy są mi bliskie. Mijam często nieznane mi z widzenia osoby, a one jakoś tak lekko uśmiechają się – wtedy widzę, że być może gdzieś coś dla nas zrobiłem, razem zrobiliśmy. Jest kilka rzeczy, z których jestem bardzo zadowolony…

– Tak i o to warto zapytać. Przykłady, bo mieszkańcy pytają zapewne – co Pan radny czy Pani radna zrobili dla nas.

– Do niedawna odpowiadałem: zrobiłem to i to. Ale należy chyba zmienić optykę i podejście. Trzeba – w co mocno wierzę – dać ludziom miejsce i przestrzeń, aby sami zaczęli działać. Owszem jestem wybrany na radnego i lidera lokalnej społeczności i powinienem nie tylko wykonywać określone czynności, czy załatwiać sprawy, ale przede wszystkim budować. Budować dobre sąsiedztwo, więzi, spajać. I to się nam, naszej gocławskiej społeczności udało, chociażby w przypadku dużej i znaczącej pikiety na ul. Umińskiego po potrąceniu przez auto 7-letniego uczenia pobliskiej podstawówki.

– Ta akcja odbiła się szerokim echem. Interweniował nawet minister spraw wewnętrznych i administracji.

– Tak, to było ważne doświadczenie. Można powiedzieć, że te kilkaset osób „policzyło się”. Że nie były to tylko wpisy na facebooku, ale realne wyjście z problemem na ulicę. I tu muszę zaznaczyć, że takich działań wymagałbym od urzędników czy burmistrza. Czy burmistrz może wyjść na pikietę z mieszkańcami? Może, jasne. Musi! I niestety, tego dobrego przywództwa, pociągania ludzi do spraw wspólnych u nas w dzielnicy brakuje. Kolejna prosta sprawa, bo nie chcę się tylko ograniczyć do wypadku na Umińskiego, to apteka 24h na Gocławiu. Brakowało jej, i sąsiadom i mi. I co? I jest. Kilka telefonów, maili, petycja rozniesiona osobiście do aptek. Mała rzecz, a cieszy.

– Jakie plany na kolejne 2 lata kadencji?

– Cieszę się z opinii mieszkańców, że moje, nasze wspólne działania są zauważane. Dlatego na pytanie, jakie plany – odpowiem, że być ciągle blisko spraw mieszkańców. Będę nadal dostępny i otwarty na spotkania. Będę kontynuował felietony w lokalnej prasie, w tym w gościnnym „Mieszkańcu”. Nie zostawiam na boku ani sprawy Jeziorka Gocławskiego i tego, że powinno ponownie trafić do miasta, ani też – bardzo trudnych spraw – reprywatyzacji. Powtarzam raz jeszcze: radny aktywny albo żaden. Jako samorządowcy musimy odpowiadać na wyzwania, jakie stawia przed nami lokalna i ponad lokalna rzeczywistość. I musimy być liderami, którzy nie tylko prowadzą i wskazują drogę, ale również zapraszają mieszkańców do współodpowiedzialności za dobro wspólne. (AS 2016)