Z OSTATNIEJ CHWILI

Komu Nobel, komu…

– Jak słonko grzeje, to cały świat się śmieje… Witam panie Eustachy, witam. Wiosna nareszcie, co?… – Kazimierz Główka, emeryt i stały klient bazaru na pl. Szembeka aż promieniał radością.

Gumki na dobry początek

– Coraz trudniej na kawałek chleba zarobić, panie Kaziu, coraz trudniej. Gdzie nie spluniesz, to na nową galerię trafisz.

Wiosna za pasem

– Panie Eustachy – zimno jeszcze jak diabli, grypa szaleje, a pan do figury. Przeziębi się pan… – Kazimierz Główka, stały bywalec bazaru na Placu Szembeka wcale nie żartował. Jego kolega, tutejszy kupiec bieliźniany Eustachy Mordziak, rzeczywiście ubrany był ciut za lekko jak na okoliczności pogodowe. – Panie Kaziu, kochany. Wiosna ante portas, jak to […]

Pjongczang

– Mówią, że jeśli chodzi o igrzyska, to sam udział się liczy. Ale powiem panu – bez medali liczy się znacznie mniej. A za to kosztuje niesamowicie. Jako kupiec liczyć umiem. Przecież każdy z tych naszych sportowców postrojony w piękne dresy, kurtki, czapki – wygląda wprost ślicznie. Sprzęt najwyższej klasy światowej… A jak przychodzi, co do czego, jak trzeba pokazać, co się umie, na co nas stać, to 30-te miejsce, 40-te, 50-te.

Żaba

– Bo z polityką jest trochę tak, jak z feminizmem – oprócz spraw ważnych i poważnych, pełno tam dziwactw, uprzedzeń, ogólnie mówiąc – idiotyzmów, które mało mają wspólnego z realnym życiem, za to dużo z pokręconymi emocjonalnie wyznawcami. Czy kiedykolwiek wpadłby pan na to, że Polska znajdzie się w stanie wojny dyplomatycznej z USA w sprawie Izraela?

Różnice ustrojowe

Dzień był jak wszystkie ostatnio – chmury chodziły po dachach, słońca ani śladu, niby nie zimno, ale wiatr sprawiał, że ziąb przeszywał człowieka do kości. W tej sytuacji, Eustachy Mordziak, kupiec z najlepiej zaopatrzonym w damskie desu straganem na „Szembeku”, wystawił na front ciepłą bieliznę bawełnianą, osobliwie majtki i nocne koszule. Sam ubrany grubo, otulony ciepłą kurtką na kożuszku, w wełnianej czapce nasuniętej na czoło, tęsknie wypatrywał klientek.

Sezon na kaca

Po świąteczno-sylwestrowej gorączce bazar był senny. Nawet w kawiarni było pustawo. Za to w aptece, co chwilę drzwi się otwierały. Powodzenie miały zwłaszcza środki łagodzące ból głowy. Na szczęście w tej dziedzinie cywilizacja nie czekała w miejscu, tylko wyszła naprzeciw potrzebom ludzkości.

Bazar disco polo

– „Ona miała wszystko po piątaku…”. – Niosło się od krańca bazaru do krańca, od Komorskiej do Zamienieckiej

„Komuna” wiecznie żywa

– Witam panie Eustachy. Jakbym nie przyszedł do pana w środku tygodnia, to w taką, dajmy na to, sobotę albo piątek, byśmy nie pogadali… – Mówiąc to, pan Kazimierz Główka uścisnął rękę Eustachego Mordziaka kupca z pl. Szembeka.

Człowiek musi mieć nałogi

– No, jak tam dzisiaj? Spokój na bazarze, jak to w środku tygodnia? – Kazimierz Główka pojawił się jak zwykle koło straganu swojego koleżki, Eustachego Mordziaka, około południa. – Ale za to na piątek i sobotę stoły już dziś porezerwowane…

1 2 3 4 6