Rozmowy w podróży

Letni czas sprzyja podróżom, zmianie otoczenia, a to z kolei – zawieraniu nowych znajomości. Nie omija to i mnie, a jedną z tych rozmów chciałabym się dzisiaj podzielić.

Oto zawodowy strażak od 2008 r., mł. kapitan Łukasz Sędal, lat 30. Spełnił marzenie z dzieciństwa. Przystojny, 184 cm wzrostu i 90 kilo zawsze gotowe do akcji. Sama siła i energia, plus świetny stosunek do życia i bardzo pozytywny do ludzi.

Żona, gdy przyjmowała jego oświadczyny, wiedziała, na co się decyduje: być u boku zawodowego strażaka. Dziś mają dwóch synków i są sympatyczną rodziną.

– Pierwsza prawdziwa akcja? Jeszcze w szkole pożarniczej. Usuwaliśmy nawisy śnieżne.

– Czyli nic trudnego?

– O, nie. Nigdy wyjeżdżając na akcję nie można tak powiedzieć. Czasem coś niepozornego sprawia wielkie kłopoty i okazuje się niebezpieczne. Strażak nigdy nie powinien tracić czujności i gotowości nawet do ekstremalnych działań. Dobrze, gdy będą niepotrzebne. Każda spokojna akcja może się przerodzić w bardzo groźną. Wyjeżdżając na akcję opieramy się na tym, co zgłaszający przekazał dyspozytorowi, a on – nam. Nigdy nie wiemy, do samego końca, co zastaniemy na miejscu i z czym będzie trzeba się zmierzyć. Dlatego bardzo ważne jest, gdy dzwonimy na numer alarmowy, by przekazać jak najwięcej szczegółów.

– Sytuacje ekstremalne?

– Trzeba znaleźć swój sposób na nie branie sobie tego do serca. Strażak musi być twardy, panować nad emocjami. Wspieramy się nawzajem, a w skrajnych sytuacjach mamy do dyspozycji psychologa.

– Ludzka głupota…

– To wielki temat. Podczas akcji to niestosowanie się gapiów do poleceń kierującego akcją i źle zaparkowane samochody, utrudniające nam dojazd. Głupota ludzka jest najczęściej przyczyną naszych interwencji.

– Jakieś rady?

– Na przykład podczas rozgrzewania tłuszczu na patelni trzeba mieć pod ręką pokrywkę. Gdyby tłuszcz się zapalił (częsta przyczyna domowych pożarów), wystarczy natychmiast przykryć płomień. Nigdy nie zalewać go wodą! Warto mieć też w domu gaśnicę, choćby małą, do gaszenia m.in. tłuszczu.

W czerwcu Łukasz miał wypadek w pracy. Dziś jeździ na wózku inwalidzkim. Specjalnym, bo nie może nawet samodzielnie utrzymać głowy. Walczy dzielnie o siebie, a poprawa z każdym dniem jest większa. Cóż, pech może niespodziewanie dopaść każdego.

– Michasiu, przypilnuj kotletów na patelni. Ja zejdę tylko po ogórki – to dobry przepis na domowy pożar. Lecz to nie dziecko odpowiada za bezpieczeństwo domu…