Z OSTATNIEJ CHWILI

Odnaleźć swój DOM…

Wicedyrektor Onyszkiewicz bawi się z malutką córką Marii.

Życie nie jest usłane różami, ale zdarzają się historie ludzi, które budzą przerażenie. Choćby ta, o ciężarnej kobiecie wyrzuconej w grudniu z mieszkania. Na dzień przed porodem.

Młoda kobieta nie chce zdradzać swoich personaliów. Dla potrzeb artykułu nazwijmy ją więc Marią. Może stąd to fikcyjne imię, że dwa tysiące lat temu, także w grudniu, pewnej Marii również nie dane było rodzić we własnym domu…

– Byłam już po planowanym terminie urodzenia dziecka – mówi Maria naszemu reporterowi. – Zostałam wyrzucona z domu przez konkubenta. Na ulicy znalazłam się tak, jak stałam. Konkubent nawet nie oddał mi wyprawki dla dziecka, które w każdym momencie mogło przyjść na świat…

Maria miała wiele szczęścia, bo praktycznie od razu trafiła do sasko-kępskiego Ośrodka dla Ofiar Przemocy w Rodzinie DOM. – Trafiłam tu jednego dnia, a następnego już pani dyrektor wzywała do mnie pogotowie – wspomina Maria. Na świat przyszła śliczna córeczka.

Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie instytucje takie jak DOM. A tymczasem dowiadujemy się, że ośrodek nie otrzymał w tym roku dofinansowania z Urzędu m.st. Warszawa. O to, na ile groźny jest brak takiej dotacji, pytamy Agnieszkę Lipską-Onyszkiewicz – wicedyrektor ośrodka DOM i wiceprezes Stowarzyszenia Pomocy i Interwencji Społecznej, które go prowadzi.

– Nasz ośrodek istnieje od 19 lat i przez ten czas był dotowany przez Miasto. Ale na ten rok urząd nie przewidział w konkursie środków na takie zadanie, jak udzielanie schronienia ofiarom przemocy w rodzinie. Miasto uważa, że nie powinniśmy mieć pretensji, bo dostaliśmy środki na nasz drugi ośrodek, który prowadzimy na Białołęce. Ale tamten, dla matek z dziećmi, ma zupełnie inny profil, a ten na Saskiej Kępie ma charakter interwencyjny.

Miejskie dofinasowania stanowiły większość budżetu ośrodka DOM. Czy teraz grozi mu zamknięcie?

– Takie zagrożenie niestety istnieje, ale mamy nadzieję, że do tego nie dojdzie. Liczymy na środki z innych źródeł. Na przykład z południowopraskiego OPS, z którym współpraca układa nam się bardzo dobrze, czy od prywatnych darczyńców – mówi wicedyrektor Onyszkiewicz i szacuje, że z tych źródeł można będzie pozyskać jedynie połowę kwoty niezbędnej do utrzymania dotychczasowego zakresu działań ośrodka.

W czynnym 24 godziny na dobę ośrodku DOM przy ul. Walecznych są miejsca dla kilkunastu kobiet. Obecnie przebywa tam kilka poszkodowanych z dziećmi.

– Uzyskałam tutaj wsparcie psychiczne i odzyskałam wiarę w siebie. Człowiek tu może stanąć na nogi, rozpocząć walkę o siebie i walczyć dla dziecka – wyznaje Maria. – Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie ten ośrodek. A tutaj dostałam dla córki ubrania, wózek i wszelką pomoc. Pracownicy socjalni traktują nas jak rodzinę. Ja mogę w tej chwili pójść i przytulić się do pani dyrektor i to jest jak najbardziej normalne…