Z OSTATNIEJ CHWILI

Parasolka – symbol kobiecej rewolucji?

W tym roku obchodzimy nie tylko stulecie odzyskania niepodległości oraz stulecie nadania praw wyborczych polskim kobietom. Paradoksalnie to polski eurodeputowany Janusz Korwin-Mikke wywołał międzynarodowy skandal, mówiąc w parlamencie europejskim: „To oczywiste, że kobiety muszą zarabiać mniej niż mężczyźni, bo są słabsze, są mniejsze i mniej inteligentne”.

Wtedy enfant terrible polskiej polityki usłyszało błyskawiczną odpowiedź hiszpańskiej deputowanej, Iratxe Garcia-Perez: „Pana zdaniem nie powinnam mieć prawa być tutaj jako członkini Parlamentu Europejskiego. Wiem, że to boli i że to pana martwi, że dziś kobiety mają prawo zasiadać w tej izbie, żeby reprezentować obywateli na tych samych prawach, co pan. Jestem tu, żeby bronić europejskich kobiet przed takimi mężczyznami!”.

Nie była pierwszą, która chciała przekonać mężczyzn o konserwatywnych poglądach do tego, by zaczęli traktować kobiety jak równorzędnych partnerów. Już sto lat temu jedna z polskich feministek Paulina Kuczalska-Reinschmit w piśmie „Ster”, którego redakcja mieściła się w Warszawie, pisała: „Logicznym następstwem uznania kobiety – człowiekiem musi być zapatrywanie na macierzyństwo jako na jej prawo i uzupełnienie, a nie rację bytu i nie jedyny cel istnienia jej w ludzkości”.

Kuczalska-Reinschmit mówiła o sobie „zacięta feministka”. Pochodziła z rodziny ziemiańskiej. W 1879 roku wyszła za mąż za Stanisława Reinschmita, który był wysokim urzędnikiem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Mąż zaraził ją chorobą weneryczną, w wyniku której straciła oko. Rozstała się z nim po 6 latach małżeństwa, a opiekę nad ich synem Leonem przejął mąż. Już to pokazuje jak niewiele praw miała wówczas kobieta.

Kuczalska-Reinschmit studiowała nauki ścisłe w Genewie i Brukseli. Była poliglotką, bo oprócz polskiego i rosyjskiego władała francuskim, niemieckim, włoskim i angielskim. Broniła przede wszystkim kwestii aktywnego udziału kobiet w wojsku, bo przypomnijmy, że działo się to po I wojnie światowej, w której udział kobiet był nie do przecenienia. Nawet w polskich legionach w armii austro-węgierskiej było ich ponad 200, a najsłynniejszą była Stanisława Ordyńska.

Z kolei gazeta „Temps” donosiła o przywiezionym do szpitala w Charkowie żołnierzu, który okazał się być kobietą „znaną księżniczką Wołońską, która brała udział w ofensywie na Wołyniu jako zwykły żołnierz. Miała 22 lata, była wysoka i dobrze zbudowana. Jej mąż zginął na początku wojny, nieco później także ojciec oraz brat. Żeby pomścić śmierć bliskich, księżniczka wstąpiła do służby w regimencie piechoty na froncie południowo-zachodnim. Kiedy odkryto jej płeć, została odstawiona do Kijowa, ale zdołała uciec i wstąpiła do innego pułku, z którym, nierozpoznana, uczestniczyła we wszystkich jego bitwach na froncie wołyńskim. Księżna wyraziła pragnienie i zamiar powrotu ze szpitala na front”.

Józef Piłsudski śmiał się z wojujących kobiet. Twierdził też, że nie będą racjonalnie wykorzystywały swoich nadanych w przyszłości praw, ponieważ „mentalność kobiety z natury jest konserwatywna i łatwo jest na nią wpływać”.

Tymczasem w 1917 roku odbył się Zjazd Kobiet, który pokazał, że przedstawicielki słabszej płci mogą tworzyć wyraźną siłę polityczną. Ich delegacja stukała parasolkami Piłsudskiemu w okna, a ten przetrzymał je pół nocy na mrozie, zamiast wpuścić do domu i wysłuchać ich żądań.

Jednak 28 listopada 1918 roku dzięki dekretowi Tymczasowemu Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego kobiety otrzymały bierne i czynne prawo wyborcze. Dekret o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego stanowił, że „Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci” (art. 1) oraz „Wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele (lki) państwa posiadający czynne prawo wyborcze” (art. 7).

Pierwsze wybory odbyły się 26 stycznia 1919 roku, a pierwszymi Polkami zasiadającymi w polskim parlamencie zostały Gabriela Balicka, Jadwiga Dziubińska, Irena Kosmowska, Maria Moczydłowska, Zofia Moraczewska, Anna Piasecka, Zofia Sokolnicka oraz Franciszka Wilczkowiakowa pokazując, że z prawa, które otrzymały będą korzystać.

Warto o nich pamiętać 8 marca, a może i wspominać zawsze, gdy bierzemy do ręki parasolkę?

Oprac. Małgorzata Karolina Piekarska