Z OSTATNIEJ CHWILI
Sprawdź imprezy w Twojej okolicy.Zaginął kot, zgubiłeś psa, portal „Mieszkańca” bezpłatnie info o tym da!* www.facebook.com/gazetamieszkaniec * ilość informacji ograniczona; osoby zainteresowane prosimy o kontakt telefoniczny 22 810-64-12

Polska – Armenia 6:1

Lider eliminacyjnej grupy zagrał tak, jak na faworyta przystało: od pierwszych minut pozbawiając Ormian złudzeń, szybko wychodząc na wysokie prowadzenie i zwycięstwem nadrabiając różnicę bramek. Na zwycięstwo 6:1 złożyły się trzy gole Roberta Lewandowskiego i po jednym Kamila Grosickiego, Jakuba Błaszczykowskiego, Rafała Wolskiego.

Niemało było przed meczem w Erywaniu obaw: kibice i nawet Adam Nawałka pamięta mecz sprzed dziesięciu lat, gdy Polacy w Armenii przegrali, poprzednie wyjazdy do tego kraju dały więcej kontuzji i żółtych, czerwonych kartek niż goli. Dodatkowo to najwyżej położony stadion w eliminacyjnej grupie, więc selekcjoner mówił o możliwym „przytkaniu” organizmów piłkarzy przy nieodpowiedniej rozgrzewce, tak jak zdarzyło się to np. Duńczykom. Miało być też zimno, a lokalna publiczność miała zgotować przyjezdnym niemiłe przywitanie.

Jednak żadne z powyższych zmartwień się nie sprawdziło. – Nie przejmujemy się tym, na co nie mamy wpływu – mawia Adam Nawałka i jego zespół takie podejście przełożył na boisko. Było zupełnie inaczej, niż w Kopenhadze miesiąc temu: to Polacy już w pierwszej minucie mogli otworzyć wynik, szansę miał Robert Lewandowski. Jeszcze wtedy się nie udało, ale kilkadziesiąt sekund później pięknie rozegrana akcja Jakuba Błaszczykowskiego, Łukasza Piszczka i zakończona strzałem Kamila Grosickiego dała biało-czerwonym prowadzenie.

To nie był koniec strzelania goli w pierwszej połowie. Po kwadransie Piotr Zieliński został sfaulowany przed polem karnym, do rzutu wolnego podszedł Lewandowski i zrobił to, co robić potrafi najlepiej – wycelował i uderzył obok muru, poza zasięgiem ramion bramkarza. Minęło kilka minut i kapitan reprezentacji miał jeszcze bliżej do bramki, bo golkiper rywali złapał piłkę po podaniu od swojego obrońcy, krótko pośredni stały fragment rozegrał Zieliński, napastnik uderzył i mimo dziesięcioosobowego muru było już 3:0.

Gdy minęło trzydzieści minut, to stojący w bramce Wojciech Szczęsny nadal miał tylko dwa kontakty z piłką, bez okazji do obrony strzału. Ta nadarzyła się dopiero, gdy Karol Linetty sfaulował Henricha Mchitarjana, lecz Ormianin uderzył prosto w mur. Jednak to był lepszy fragment gospodarzy, a koncentracja gości jakby spadła: Lewandowski źle przyjmował piłkę i podarował rzut rożny rywalom, idealnie dośrodkowaną piłkę skierował do siaki głową Hambardzumjan.

Wydawało się, że drugą połowę Polacy zaczęli tak, jak skończyli pierwszą: nerwowo i na niższej intensywności. Przez niemal kwadrans trwała bardziej przepychanka, więcej było z obu stron strat, niż składnych akcji. Aż biało-czerwoni wciągnęli Ormian na własną połowę, długim podaniem przyspieszył atak Szczęsny, Piszczek przebił piłkę do Błaszczykowskiego, a skrzydłowy popędził sam: ściął z prawej strony i lewą nogą strzelił czwartego gola.

To jakby dobitnie rozbiło gospodarzy, a uspokoiło Polaków. Kolejna akcja przyniosła piątego gola: Zieliński przerzucił piłkę do Bereszyńskiego, ten krótko rozgrywał z Mączyńskim i Grosickim, aż skrzydłowy przyspieszył, zagrał wzdłuż bramki i Lewandowski skompletował hat-tricka.

Polacy do końca meczu w pełni kontrolowali przebieg spotkania i wymieniając spokojnie podania, dyktując tempo i oszczędzając siły. Tylko raz Szczęsny został zmuszony do interwencji, gdy dynamicznie wyszedł z bramki, by zatrzymać Malakjana. Na koniec Polacy zostawili jeszcze jeden miły akcent: po kolejnej świetnej akcji Błaszczykowskiego swojego pierwszego po kilku latach przerwy gola strzelił Rafał Wolski, który wszedł na boisko za Grosickiego. Tak wysoko w Erywaniu nie wygrała ani Dania (4:1), ani Rumunia (5:0).
Zadanie, które zostało wyznaczone przez selekcjonera zostało wykonane w 50%, bo po zwycięstwie w Erywaniu Polakom został jeszcze mecz z Czarnogórą w Warszawie. Drużyna Adama Nawałki wsiadała do powrotnego samolotu nie znając wyniku spotkania najbliższych rywali z Danią – chociaż awansu w czwartek jeszcze nie musieli sobie zagwarantować, to biało-czerwoni z roli faworyta znów wywiązali się należycie.

Armenia 1:6 (1:3) Polska

Bramki: Hambardzumjan 39’ – Grosicki 2’, Lewandowski 18’, 25’, 64’, Błaszczykowski 58’, Wolski 89′

Armenia: Meliksetjan – Howhannisjan, Hambardzumjan, Woskanjan, Edigarjan – Kadimjan (62. Malakjan), Korjan (66. Manuczarjan), Malakjan, Mchitarjan, Adamjan (73. Manojan) – Barseghjan

Polska: Szczęsny – Piszczek, Glik, Pazdan (85. Cionek), Bereszyński – Błaszczykowski, Krychowiak, Linetty (58. Mączyński), Zieliński, Grosicki (71. Wolski) – Lewandowski

Źródło: PZPN.pl

Newsletter Mieszkańca

Bieżący numer

Bieżący numer w .pdf

Nr 19 (693) ROK XXVII
Następne wydanie 26.10.2017

Archiwum wydań od nr 1/2006

Najnowsze artykuły

REKLAMA

Najczęściej czytane