Z OSTATNIEJ CHWILI

Trudne słowa

– Witam, panie Eustachy.

Ten podniósł głowę znad straganu, na którym poprawiał pomiętoloną przez klientki bieliznę…

– A dzień dobry panie Kazimierzu.

Kazimierz Główka – on to był bowiem – jak zawsze przy okazji zakupów na bazarze na pl. Szembeka zajrzał do swojego kolegi, Eustachego Mordziaka, bo prawdę mówiąc te ich pogawędki były najlepszą częścią zaopatrzeniowego obowiązku, który na pana Kazimierza nałożyła jego sytuacja domowa.

– Czy mi się zdaje, czy pan jest jakiś wytrącony z równowagi, panie Kaziu?

– A wie pan, rozmawiałem przed chwilą z jednym sprzedawcą – jak on mi zaczął narzekać, no serce się kraje.

– Na co?

– A to, że żony nie ma, że samochodu nie ma – nawet roweru, że mieszkanie ma komunalne, a poza tym to tylko długi. Aż mi się nieswojo zrobiło.

– A ile on ma lat?

– Myślę, że pod pięćdziesiątkę.

– I niczego nie ma? To jakiś smakosz musi być – wszystko na przelew poszło.

– Na pijaka nie wygląda.

– No to melepeta. Nie ma siły. Jak chłop w tym wieku, który w handlu na dodatek robi, tak całkiem goły jest, to musi być albo tuman, który niczego nie potrafił się nauczyć i tylko worki z kartoflami może przewracać, albo z głową coś ma. To nie jest, panie Kaziu, jakiś szczególny przypadek. Nieraz, jak tak patrzę i słucham, co ci ludzie mają pod sufitem, jakie pojęcie o świecie, to myślę sobie: Serio? To ma być ten plemnik, który wygrał?

– Świat jest pełen paradoksów, panie Eustachy. Bo taki plemnik, nie dość, że wygrał, to jeszcze prawa wyborcze ma. I wybiera! Tylko, że wybiera sercem, a nie przy pomocy rozumu. Wybiera, jak mu się wydaje, a nie tak, jak powinien wybrać, gdyby rozum miał sprawny. Dlatego tak ważni są dziś macherzy od kreowania opinii publicznej. Wszystko potrafią ludziom wmówić. O, wczoraj sam byłem świadkiem w kolejce w przychodni. Gość przede mną zwraca się do rejestratorki:

– Kiedy mogę zapisać się do okulisty?

– Za cztery lata.

– Rano czy popołudniu?

– Panie, przecież to za cztery lata, to po co panu już dziś to wiedzieć?

– No bo za cztery lata rano mam wizytę u ortopedy i nie wiem, czy mi nie będzie kolidowało…

– Nie krzyczał, nie wściekał się?

– Skąd?! Przyjął to, jak coś normalnego.

– No, to mózg mu zlasowali, cudów nie ma.

– To pan tak uważa, panie Eustachy. On zaś jest przekonany, że tak ma być, po prostu. Że dobra zmiana i jego dotknęła, bo przez osiem ostatnich lat w ogóle szans na okulistę z ubezpieczalni nie miał. A teraz – proszę bardzo… A co to jest cztery lata? Zleci nie wiadomo kiedy i prosty człowiek też się na takie badanie dostanie.

– To jakaś paranoja jest jednak.

– Bynajmniej. Człowiek, który do tej pory szans nie miał żadnych, bo przecież nie stać go na wizytę u okulisty za 150 czy 200 złotych, a bywa, że i 600, jak do jakiegoś profesora ważnego, teraz wie, że trochę poczeka, ale wizytę ma zaklepaną – za darmo.

– Mimo wszytko coś w środku mi mówi, że ktoś tu komuś powinien powiedzieć „przepraszam”…

– Panie Eustachy drogi, na świecie są trzy słowa, które są bardzo trudne do wypowiedzenia: „dezoksyrybonukleinowy”, „sternokleidomastoidalny” i „przepraszam”. Jak pan co wieczór patrzy na tych państwa, którzy do oczu sobie w telewizorze skaczą, to myśli pan, że ktoś z nich byłby w stanie je wypowiedzieć?

Szaser