Szpital pluszowego misia

W przedszkolu nr 51 „Misia Czarodzieja” maluchy już wiedzą, że wizyty u lekarzy, badania, a nawet zastrzyki czasem są niezbędne, a rodzice z troski o nich decydują się na konieczne, choć uciążliwe i nieprzyjemne wizyty czy zabiegi.
„Szpital pluszowego misia” – takie akcje powinny na stałe zagościć w innych przedszkolach. Wspaniała zabawa, która dostarczyła wiele emocji, pozwoliła maluchom poczuć to z czym zmierzają się na co dzień, ale… od innej strony.


„Dzień dobry. W czym możemy pomóc? Co misiowi dolega? Jak się chory nazywa i gdzie mieszka? Kto jest jego opiekunem? Poproszę o podanie danych, bo muszę założyć kartę zdrowia” – panie w rejestracji tego szpitala miały ręce pełne roboty. Długa kolejka chorych pluszowych pacjentów czekała wraz z opiekunami na przyjęcie przez lekarzy. A problemy zdrowotne były niemałe. Większość misiów bolały brzuszki i szczypały oczy. Nie brakowało kataru i kaszlu, zdarzały się też urazy łapek. Pomoc specjalistów była zatem niezbędna.

Po zarejestrowaniu chorego, troskliwe opiekunki i opiekunowie, tuląc maleństwa, udawali się do kolejnych lekarzy. Potrzebna przecież była diagnostyka, porada i wdrożenie leczenia.

Część pacjentów wymagała wizyty u internisty, miała mierzoną temperaturę, sprawdzane ciśnienie i oglądane gardło. W cięższych przypadkach konieczne było nawet zrobienie zastrzyków.
Wszyscy wiemy, że „zwykły” ból brzucha może być groźny, więc nie wolno go lekceważyć. Dlatego w wielu przypadkach nie obyło się bez USG czy nawet gastroskopii. Bolące oczy to temat dla okulisty dlatego to ten specjalista sprawdzał widzenie, natomiast ból łapki oznaczał konieczność wizyty u chirurga. Dalej zlecane było prześwietlenie, czasem nawet usztywnienie łapki. Finalnie wszyscy opiekunowie musieli wstąpić do apteki, gdzie na podstawie wypisanych wcześniej przez lekarzy recept, wydawane były leki (i cukierki dla dzielnych „rodziców”). Misie wyzdrowiały, wiele z nich wyszło ze szpitala z naklejką „Dzielny pacjent”, a ich opiekunowie przekonali się, że wizyty u lekarzy wcale nie są takie straszne! I o to właśnie chodziło!

„Szpital pluszowego misia” zorganizowany został w ramach obchodów Dnia Pluszowego Misia, a ten w przedszkolu przy ul. Chrzanowskiego świętowany był przez cały tydzień.

W przygotowania zaangażowali się wszyscy, bardzo dużo zawdzięczamy rodzicom, bez nich to by się nie udało. To rodzice byli lekarzami, zaprosili też fachowców – było dwóch studentów medycyny – mówi dyr. Izabela Łabudzka. – W wydarzeniu wzięło udział całe przedszkole, dzieci grupami przychodziły do misiowego szpitala. Chodziło przede wszystkim o to, by oswoić dzieci z „białym fartuchem”, żeby przekonały się, że wizyty u lekarzy są potrzebne.

Dzień Pluszowego Misia był 25 listopada, ale przygotowania trwały już dużo wcześniej. Najpierw dzieci z rodzicami wykonywały prace plastyczne „Proszę państwa, oto miś”, teraz można je zobaczyć na wystawie w przedszkolu.
Zainicjowaliśmy też dzielnicowy projekt „Misiowe historie o tym co ważne”. Dzieci razem z paniami będą pisały opowiadania o emocjach. 14 placówek potwierdziło udział w tym przedsięwzięciu, każda z nich ma opisać jedną z emocji, np. złość czy radość. To ważne, by nauczyć maluchy nazywania emocji, żeby zrozumiały co się z nimi w danej chwili dzieje. Potem wszystkie opowiadania wydamy i książeczka trafi do przedszkoli – mówi dyrektor Łabudzka.