Z OSTATNIEJ CHWILI

Zimny prysznic na koniec roku

W spotkaniu 21. kolejki LOTTO Ekstraklasy Legia Warszawa przegrała z Wisłą Płock po golu Nico Vareli oraz samobójczym trafieniu Jakuba Czerwińskiego. Pierwsza domowa porażka Wojskowych u siebie może sprawić, że zakończą rundę na drugim miejscu w lidze.

Dzisiejsze spotkanie z Wisłą Płock było ostatnim meczem Legii w tym roku. Zwycięstwo w nim pozwalało Wojskowym utrzymać pozycję lidera, a także, przy korzystnych wynikach z innych meczów, powiększyć przewagę nad grupą pościgową. To nie był zwykły mecz również dlatego, że mieliśmy okazję pożegnać Guilherme. Brazylijczyk w trzy i pół roku rozegrał 150 spotkań dla Legii i w wielkim stopniu przyczynił się do ostatnich sukcesów. Zwycięstwo – to słowa najczęściej przewijało się w rozmowach kibiców Legii przed tym meczem, Wojskowi uczynili z własnego stadionu twierdzę, zdobywając w tym sezonie 25 na 27 możliwych punktów. Jedyną wątpliwością był występ duetu Astiz-Czerwiński, gdyż stoperzy nigdy wcześniej ze sobą nie grali.

Mecz rozpoczął się od zimnego prysznica, który nieoczekiwanie spadł na głowę legionistów.  W 9. minucie płocczanie przeprowadzili dobry kontratak, Giorgi Merebaszwili upadł w polu karnym po kontakcie z Inakim Astizem. Początkowo arbiter Tomasz Musiał ocenił tą interwencję jako przepisową, ale po konsultacji VAR podyktował “jedenastkę”, którą pewnym, mocnym strzałem wykorzystał Nico Varela. To pierwszy gol stracony przez Legię u siebie, odkąd trenerem zespołu jest Romeo Jozak. Wojskowi ruszyli do odrabiania strat. Kilkadziesiąt sekund po stracie gola mogli wyrównać, ale Astiz trafił zaledwie w boczną siatkę.

O tym, że ten mecz wymknął się legionistom spod kontroli świadczy sytuacja z 18. minuty, kiedy to po kolejnym kontrataku Wisła podwyższyła na 2:0. Bramkę samobójczą zdobył Jakub Czerwiński niefortunnie wybijając piłkę, ale w tej akcji nagana należy się całemu zespołowi. Atakujący legioniści odkryli się i zupełnie zapomnieli o defensywie, a płocczanie wyszli z kontrą czterech na trzech. W tak wczesnej fazie meczu takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. 

Rozochocona Wisła robiła wszystko, by nie pozwolić Wojskowym złapać odpowiedni rytm. Piłkarze Jerzego Brzęczka przerywali grę, nie stroniąc również od brutalnych wejść. Legioniści zupełnie nie radzili sobie z takim nastawieniem i jasne stało się, że dopóki nie zdobędą, nawet przypadkowej, bramki, obraz meczu nie zmieni się. Legia doszła do głosu w ostatnich minutach pierwszej połowy, kiedy to zepchnęli płocczan do defensywy. W kluczowych momentach jednak albo brakowało szczęścia albo skuteczności. Dogodnych okazji nie wykorzystali Michał Kucharczyk oraz Kasper Hamalainen. Fin strzałem głową uderzył zaledwie w poprzeczkę, z kolei “Kuchy” w sytuacji sam na sam z Kiełpinem uderzył wprost w niego. 

Druga połowa stała pod znakiem walenia głową w mur przez legionistów. Piłkarze Jozaka grali ofensywnie, zagrażali bramce Kiełpina, ale niewiele z tego wynikało. Natomiast zawodnicy Wisły skoncentrowali się na obronie korzystnego wyniku, z rzadka wychodząc z własnej połowy. Obrazu gry nie zmieniło również wprowadzenie Cristiana Pasquato jeszcze pod koniec pierwszej części gry oraz Sebastian Szymańskiego i Armando Sadiku. Albańczyk wszedł w 63. minucie zmieniając Guilherme, który oklasami został pożegnany przez kibiców Legii.

Legioniści najbliżej złapania kontaktu byli w 69. minucie, kiedy to dobrej wrzutki Michała Kucharczyka na piąty metr nie wykorzystał Sadiku. Napastnik uderzył kilkanaście centymetrów obok słupka bramki gości. W drugiej połowie meczu największe zarzuty wobec mistrzów Polski można było mieć o niedokładność. To właśnie przez indywidualne błędy zawodników Jozaka do groźnych kontr dochodzili płocczanie. Z czasem w grę Legii zaczęło wkradać się również poirytowanie spowodowane niemocą i umiejętnym przedłużeniem gry przez Wisłę. 

Porażka na koniec roku sprawi, że Legia może skończyć rundę jesienną na drugiej pozycji. Wszystkiego dowiemy sie w poniedziałek po meczu Górnika z Cracovią. Przegrana zakońćzyła również fenomenalną passę 16. meczów bez porażki w lidze przy Ł3. Nie tak miało wyglądać zakończenie 2017 roku…

Legia Warszawa – Wisła Płock 0:2 (0:2)

Bramki: Valera 9′ (k), Czerwiński 17′ (sam.)

Legia: Malarz – Hlousek, Czerwiński, Astiz, Broź (Szymański 46′) – Kopczyński, Moulin – Hamalainen (Pasquato 39′), Guilherme (Sadiku 60′), Kucharczyk – Niezgoda.

Rezerwowi: Cierzniak, Jodłowiec, Mączyński, Pasquato, Szymański, Żyro, Sadiku. 

Wisła: Kiełpin – Reca, Dźwigała, Łasicki, Stefańczyk – Furman, Szymański (Uryga 88′) – Varela (Łukowski 81′), Stilić (Rasak 70′), Merebashvili – Kante.

Rezerwowi: Gradecki, Stępiński, Sylwestrzak, Uryga, Rasak, Łukowski, Biliński.