Anna Nowak-Ibisz

Jej wyjątkowość polega na tym, że ona jest prawdziwa. Jest szczera, a we wszystkim co robi jest sobą – mówią o Annie Nowak-Ibisz jej znajomi.

Pani Anna pochodzi z Warszawy. Jej dzieciństwo nie było usłane różami. Gdy miała siedem lat jej ukochani rodzice rozwiedli się. Mama wyprowadziła się z rodzinnego domu, a cztery lata później zmarła. Pani Ania wychowywana tylko przez ojca przyznaje, że była chłopczycą. Odkąd pamięta wolała spędzać czas z mężczyznami. Być może to dzięki temu w mgnieniu oka usamodzielniła się. Ponad wszystko ceniła wolność, która zawsze była jej priorytetem. Szybko stała się też niezależna. Nigdy nie brała pieniędzy od ojca. Wolała sama pracować w polu nawet po 12 godzin, by zarobić na swoje potrzeby.

Od najmłodszych lat miała swoje zdanie. Nie umiała chodzić na kompromisy. Po jednej z kłótni z ojcem doszło do tego, że wyprowadziła się z domu. A im dłużej była sama, tym coraz bardziej przekonywała się, że nie chce już mieszkać z ojcem.

Na studia dostała się do łódzkiej Filmówki. To była jedna z piękniejszych przygód jej życia. Po skończonej edukacji do domu już nie wróciła. Nadal nie oczekiwała od nikogo pomocy, mimo tego, że pensja teatralna była przeraźliwe niska. Poradziła sobie i z tym.

Jeździła na zarobek do Berlina. Dzięki temu doświadczeniu nauczyła się języka i to perfekcyjnie. Jej niemiecki był na tyle dobry, że otrzymała rolę w kultowym serialu „Lindenstrasse”. Niemiecka widownia bardzo szybko doceniła jej talent. Równie szybko zyskała status gwiazdy poza granicami naszego kraju. Mogła mieć wszystko. Nie chciała jednak wykorzystać danej jej szansy i zamieszkać na stałe w Niemczech. Zdecydowała się na życie na walizkach. W wyborze tym utwierdzał ją jej partner.

Krzysztof Ibisz był pierwszą miłością Pani Ani. Zakochali się w sobie, kiedy mieli po 17 lat. Od razu poczuła, że spotkała mężczyznę swojego życia. Z wielkiej miłości urodziła Vincenta. Ale nadal związana była kontraktami w Niemczech. Kiedy latała do Kolonii na zdjęcia, syn zostawał w Warszawie. To było dla niej najcięższe. Nie chciała, by wychowywał się bez matki. Sama miała przecież takie doświadczenia.

Kiedy pojawia się dziecko, kobieta całkowicie się na tym koncentruje. Do tego ja, podobnie jak każda aktorka, artystka, jestem nieco przewrażliwiona. Stałam więc często nad łóżeczkiem jak zaczarowana i patrzyłam, dotykałam jego rączek, stópek, paluszków, sprawdzałam, czy oddycha. Kompletnie oszalałam na punkcie Vincenta, cudu, który się stał – zdradziła Pani Anna.

Dziecko faktycznie było całym jej życiem. I wszystko dalej toczyłoby się jak w bajce, gdyby nie to, że rozeszły się jej drogi z Krzysztofem.

Skłamałabym, mówiąc, że się tego spodziewałam… Nie podejmowałam decyzji, tylko ją „otrzymałam”. Rozpad związku to bardzo bolesny proces. Tak bolesny, że w pewnym momencie moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie mogłam na nich stać. Chciałam ratować, próbować… Każda kobieta, która przechodziła przez podobny etap, to zrozumie. Udawanie, że jest fantastycznie, nie ma sensu – mówiła po rozstaniu z ukochanym.

Długo miała poczucie, że nie zdała egzaminu z miłości. Wiedziała, że dla jej syna rozwód rodziców będzie oznaczał katastrofę, koniec nadziei, marzeń, planów na przyszłość. Z drugiej jednak strony życie nauczyło ją, że „od tego się nie umiera”. Dlatego w głębi serca wierzyła, że wszystko się jakoś ułoży. Stale powtarzała sobie „być może los jest mądrzejszy niż my sami”.

Niestety nieszczęścia chodzą parami. Szybko okazało się, że w Polsce nie ma dla niej pracy. Zaczęło jej to doskwierać. Czuła się nieszczęśliwa. Skończyła 40 lat. Była ukształtowaną kobietą, doświadczoną aktorką, której życie nagle stanęło w miejscu. Nie użalała się jednak nad sobą. Nie lubiła tego robić.

Jestem jak wańka-wstańka. Możesz mnie trzepnąć, a ja znowu bęc i do góry. Nie zapominaj, że pracowałam w niemieckiej knajpie i hotelach. Myślisz, że się boję kryzysu? Wiem, że przetrwam. Potrafię się utrzymać, bo mam dwie ręce i dwie nogi, które mogą wykonać wszystko! – opowiadała z rozbrajającą szczerością.

Jak powiedziała, tak też zrobiła. Znalazła sobie pracę. Polki pokochały ją jako dynamiczną Panią Gadżet. Została prowadzącą program o takim samym tytule w TVN Style. Jest to jeden z najchętniej oglądanych programów stacji. Cieszy ją to, ale sukces programu nie sprawił, że zapomniała o aktorstwie. Tęskni za nim, a w szczególności za teatrem. Wierzy, że i w naszym kraju reżyserzy się jeszcze o nią upomną. A na razie żyje sobie spokojnie, razem z ukochanym synem w Wawrze.

Tata wybudował rodzinny dom, a potem jego samego zabrakło. Mój syn kocha ten dom i nie wyobraża sobie, że moglibyśmy żyć gdzie indziej – opowiada Pani Anna.

Celebrują wspólnie każdą chwilę, bo w życiu najważniejsze są według niej właśnie te małe szczęścia.


Fot. Agencja WBF