Kamionek – miejsce wyjątkowe

Rozmowa z Różą Karwecką – działaczką harcerską, animatorką społeczną, twórczynią Klubu Sąsiada Skaryszewska.

– Pani Różo, niedawno świętowała Pani osiemdziesięciolecie. Jubileusz był w dwóch dzielnicach – w Rembertowie i na Pradze-Południe…

– W Domu Kultury „Wygoda” miałam benefis „Różane Ogrody”, a na Pradze Południe, w Centrum Promocji Kultury oraz w Promie wystawiono spektakl Dariusza Kunowskiego „Róża ze Skaryszewskiej”. Nigdy wcześniej nie miałam takiego jubileuszu. Nawet na ślubnym kobiercu kolejka z życzeniami była mniejsza…

– Kto był sprawcą takiej celebracji?

– Głównym organizatorem był Jacek Czajka, przewodniczący Komisji Historycznej naszego Hufca. Wymyślił to, ponieważ jestem pierwszą, oczywiście z żyjących, wychowanką Hufca, która dożyła 80 lat.

Benefis Urodzinowy „Różane Ogrody” w DK „Wygoda” – od lewej: prowadząca uroczystość Elżbieta Czajka, Jubilatka Róża Karwecka i Dariusz Kunowski, twórca Teatru Scena Lubelska 30/32. Fot. Jacek Czajka (288 WDHiGZ).

– Zacznijmy od początku – urodziła się Pani na Kamionku…

– Na Rybnej 12. Prawdopodobnie moi rodzice mieszkali tam od 1922 roku, ale dziadkowie musieli wcześniej być związani z Kamionkiem. Mam kartkę, którą dziadek pisał do babci, jak jechał na wojnę rosyjsko-japońską i na tej kartce jest adres Rybna 5.

– Czy w Pani pamięci zachowały się jakieś obrazy z II wojny światowej?

– Pamiętam, jak prowadzono mnie do schronu do zakładów Szpotańskiego, ciemne niebo pełne reflektorów wyłapujących samolotów, no i pożar naszego domu, który został zniszczony 13 września 1944 r.

– Skąd tak dokładnie zna Pani datę pożaru?

– Poznałam ją wiele lat później, gdy pracowałam w szkole w Rembertowie, w Studium Nauczycielskim. Na rocznice wyzwolenia Pragi przychodzili do nas oficerowie i opowiadali o czasach wojny. Okazało się, że mieli zły namiar na fabrykę Szpotańskiego, w której, tak było powiedziane, przebywali Niemcy i był skład amunicji. I zbombardowali nasz dom.

– Straciliście kompletnie wszystko?

– To był drewniak na podmurówce z kamienia. Z tamtego domu mam tylko zdjęcie moich rodziców z ciocią, metalowe popiersie marszałka Piłsudskiego i zabawkę, taką lalkę z długimi nogami…

– Jak spłonął Wasz dom, to gdzie się podzialiście?

– Następnego dnia weszli „Kościuszkowcy” i kazano nam zamieszkać przy Zamoyskiego 43. Potem weszli Rosjanie i tam zrobili dowództwo wojsk, a moja mama znalazła mieszkanie na Skaryszewskiej. Tutaj praktycznie wszystkie domy były puste, bo była pacyfikacja ul. Skaryszewskiej i mieszkańców wywieziono.

Róża Karwecka w Klubie Sąsiada Skaryszewska: – Na naszym podwórku znaleźliśmy m.in. ten niemiecki hełm.

 – I na Skaryszewskiej spędziła Pani właściwie resztę życia… A jak to było z Pani harcerską przygodą?

– Po wojnie poszłam do podstawówki, do „sześćdziesiątki” na rogu Międzyborskiej i Grochowskiej, a później „czternastki” na Skaryszewskiej. Wie Pan co, jak rozmawiamy, to ja sobie dopiero teraz zdaję sprawę, jak bardzo jestem związana z tym terenem….

W każdym razie w podstawówce działała Organizacja Harcerska. I w ramach tej organizacji pionierskiej pojechałam na pierwszy międzynarodowy obóz harcerski do Cieplic Śląskich. Ten wyjazd był nagrodą za aktywność – działałam w samorządzie szkolnym, zdobywałam laury w zespole tanecznym. Na poważnie, to harcerstwo mnie wciągnęło w liceum. Chodziłam do Skłodowskiej-Curie na Saskiej Kępie i moją wychowawczynią była Jadwiga Czajka, przedwojenna drużynowa i instruktorka. Wychowywała nas w duchu harcerskim – byłyśmy podzielone na zespoły, wyjeżdżałyśmy na wycieczki, organizowałyśmy ogniska…

– Nastał rok 1956 i pierwszy po wojnie Krajowy Zjazd Działaczy Harcerskich w Łodzi…

– Po „Zjeździe Łódzkim” nasza grupa, jako pierwsza się zorganizowała. Jak reaktywowano ZHP, to my byłyśmy gotowe, tylko grupy zmieniły nazwy na zastępy.

– Harcerstwu oddała Pani lwią część życia – sześćdziesiąt lat temu założyła Pani zuchową drużynę „Jeżyków”, potem, na różnych szczeblach, sprawowała funkcje drużynowej, szczepowej, namiestniczki, instruktorki….

– W zasadzie „nosiłam wszystkie sznury”. Teraz działam w Komisji Historycznej, w której m.in. opracowaliśmy historię harcerstwa na Grochowie. Zrobiliśmy z tego wystawę, która „jeździ po szkołach”.

– Kilka lat temu utworzyła Pani i prowadzi cały czas Klub Sąsiada Skaryszewska. Co Panią skłoniło, aby w wieku 75 lat brać sobie na głowę kolejne wyzwanie?

– Zaczęłam się bardziej interesować tym terenem i stwierdziłam, że ludzie nie znają jego historii. Zresztą, ja też jej nie znałam. Dzięki Urzędowi Dzielnicy Praga-Południe i Wspólnocie Mieszkaniowej Skaryszewska 10 mamy tu lokal i możemy działać. Zbieramy m.in. informacje i materiały dotyczące historii ulicy i Kamionka. Potem przekłada się to choćby na ekspozycje.

Pani Róża prezentuje sportową wystawę na Skaryszewskiej.

– Skaryszewska, faktycznie jest wyjątkową ulicą. Aktualnie na ogrodzeniach posesji trwa wystawa historii kamionkowskiego sportu…

– To na Skaryszewskiej była pierwsza przed wojną biblioteka społeczna, obóz przejściowy w czasach okupacji czy słynne „ciuchy” w PRL-u. To tu, pod „czwórką”, Tadeusz Borowski tworzył „Pożegnanie z Marią”. W kościele Pallotynów mamy muzeum AK.

Zaś odnośnie „wystawy sportowej”, to możemy zobaczyć pierwszą polską mistrzynię olimpijską, Halinę Konopacką, która mieszkała przy Grochowskiej 326 i razem z Januszem Kusocińskim brała udział w otwarciu KS „Orzeł”. Agnieszkę Osiecką, którą w sekcji pływackiej szkoliła Jadwiga „Buba” Czuperska. Brata „Buby”, Aleksandra, trenera piłki wodnej, który z Legią wywalczył 10 tytułów Mistrza Polski, czy poznać rodzinę Mizerskich spod „szóstki”, dawnych mistrzów boksu…

Chciałabym, aby ludzie nawiązywali do korzeni, a my mamy bardzo ciekawą historię. Skaryszewska, jak cały Kamionek, jest miejscem wyjątkowym.

Rozmawiał Adam Rosiński

W 2016 r. Róża Karwecka została laureatką plebiscytu Kamień Kamionka. Na zdjęciu od lewej: Tomasz Marzecki i Dorota Jankowska-Lamcha z lokalnego samorządu, wiceburmistrz Pragi Południe Michał Wieremiejczyk i laureatka.