O wyższości dekagramów nad kilogramami

– No, co tam panie Eustachy nowego na naszym bazarze?

– Teraz to już tylko jakieś cuda na kiju mogłyby być – odpowiedział żartem pan Eustachy Mordziak, kupiec z Centrum Handlowego Szembeka, swojemu koledze serdecznemu, Kazimierzowi Główce – stałemu klientowi tutejszej gildii kupieckiej.

– Cuda na kiju?

– Ano tak. Co jeszcze można sobie wyobrazić? Tylko klientów przydałoby się więcej.

– Niech już pan nie narzeka, panie Eustachy. W ostatni piątek palca nie było, gdzie wsadzić.

– W piątek tak, ale dajmy na to, jakby jeszcze poniedziałek, środa i czwartek takie były jak piątek albo sobota, to byłaby malina wprost.

– Daj kurze grzędę… Ale poprawi się wam znowu.

– Kiedy?… Pan Eustachy w sprawach handlowych konkretny był nad wyraz.

– Za jakiś czas. Niedługi zresztą.

– A to, z jakiej racji?

– Bo dla supermarketów podatek wszedł nowy od obrotów. A jak ceny tam podniosą, to ludzie pójdą tam, gdzie taniej. Czyli na bazar… Znakiem tego znowu boczki się panu wyrównają, panie Eustachy. Przecież pan praktycznie z tego bazaru nie wychodzi. Handluje pan dzień w dzień.

– Handluje, handluje – a co innego można robić na bazarze?

– Mówi pan jak Ewa w raju. Adam do niej: kochamy się, a ona: a co tu innego można robić?…

– Do raju to nam tu jeszcze trochę brakuje, ale ogólnie – porównania z tym, co kiedyś było, to w ogóle nie ma.

– Jak wam jeszcze prezes wielki ekran tu gdzieś powiesi – taki na reklamy, ale też, żeby na nim można było na przykład mecze oglądać, to dopiero byłby raj. Człowiek siada sobie wygodnie i kibicuje z kumplami. Bajka.

– Taaa. I jeszcze piwko popija?…

– Z piwkiem, to nie wiem, ale na przykład kawka, lody…

– Lody odpadają. I kawka.

– Dlaczegóż to? Kawiarnia przecież taka fajna w holu na parterze jest.

– Była, a nie jest. Już się zwinęli.

– A te dziewczyny? Takie niebrzydkie?

– Też się zwinęły.

– Faktycznie, kurde – pusto. Ale powiem panu w tajemnicy, że będzie nowa. Tak słyszałem. Ma przyjść taka firma, co to w karcie 60 różnych rodzajów lodów ma. I kawka będzie i ciastka… To podobno tylko takie chwilowe zawirowanie. Najpierw, zanim ci nowi się nie urządzą, trochę prowizorki będzie, ale potem – cud, malina!

– To i te dziewczyny wrócą może?

– Te już nie. Te się obraziły i poszły sobie. Wie pan, panie Eustachy – dziś to pracownik wybiera, a nie pracownika wybierają. Popatrz pan wkoło, ile kartek wisi „Przyjmę do pracy”. Wszystko się do góry nogami wywróciło… Może to i dobrze, powiem panu. Niektórzy to już naprawdę dziadowskie zarobki proponowali, jakby wstydu nie mieli. Kupiec, co to go na pracownika nie stać, to żaden kupiec jest.

– Fakt, zmieniło się. Stawka godzinowa większa, jak kto ma dziecko – „500 plus” dostaje, to za byle co już ludzie pracować nie chcą.

– Ale powiem panu, panie Eustachy, że jak tak patrzę po bazarze, to kupcy raczej stali są. Nikogo nie ubywa. Wśród sprzedawców ruch jest, rzeczywiście, ale kupcy handlują ci sami od lat.

– A co ludzie mają robić, skoro to robią całe życie.

– Prawda, ale to jedno wytłumaczenie jest, panie Eustachy.

– A drugie?

– Drugie jest stare jak świat: lepsze 10 dkg handlu niż kg roboty…

Szaser