Sport i sprawy poważne

– Wygląda pan na markotnego panie Eustachy…

Kazimierz Główka – emeryt i stały klient bazaru na pl. Szembeka na tyle już znał Eustachego Mordziaka, kupca tutejszego, że jego nastroje rozpoznawał bezbłędnie.

– No bo za cholerę naszym nie idzie na tej olimpiadzie – odparł markotnie Eustachy.

– Spokojnie, teraz będzie już z górki. Niech się pan tak nie zamartwia. Mamy poważniejsze problemy.

– Jakie na przykład?

– Czytał pan, na co się zanosi w prawie drogowym?

– Kary mają być zaostrzone?

– Zaostrzone? Policjant będzie mógł przywalić 5-6 tys. zł mandatu, a sąd nawet 30 tys. grzywny. No i jeszcze będą mogli samochód konfiskować.

– To jednak przesada, powiem panu, panie Kaziu.

– Niech pan to powie jakiemuś Norwegowi, dajmy na to.

– Dlaczego akurat Norwegowi?

– Bo taki przykład pamiętam: norweski czterokrotny medalista olimpijski w biegach narciarskich za spowodowanie wypadku po pijaku dostał 50 dni paki, 90 tys. zł grzywny (po przeliczeniu na nasze) i utratę prawa jazdy. Wysokość grzywny jest tam powiązana z zarobkami. Pijanych kierowców traktuje się jak potencjalnych zabójców, choć, jeśli chodzi o inne grzeszki, Norwegowie są tolerancyjni. Zresztą za jazdę „z promilami” kara grozi nie tylko kierowcy, ale również współpasażerom oraz osobom, które mogły zapobiec pijackiej eskapadzie, ale nie zrobiły tego.

– To tam musi jakaś plaga pijaków na drogach, skoro karzą aż tak?

– Rocznie giną u nich średnio 184 osoby, a 700 zostaje poważnie rannych… Dla porównania u nas rok w rok ginie na drogach 2-3 tys. osób. Do tego dochodzi 25 tys. rannych. I – co koniecznie trzeba dodać – np. w ub. roku ponad 2,5 tys. wypadków spowodowali pijani kierowcy.

– Dlatego panie Kaziu ja bezwzględnie przestrzegam zasady, że jak cię stać na flaszkę, to stać i na taksówkę. O, przy okazji taki dowcip mi się przypomniał:

Po 23-ciej żona, tłumiąc z trudem wściekłość, dzwoni na komórkę męża:

– Gdzie ty się szwendasz. Nie wiesz, która godzina?

On na pełnym luzie, który można osiągnąć tylko w towarzystwie kumpli:

– Kochanie, czy pamiętasz ten sklep jubilerski i ten naszyjnik z perełką, który tak ci się podobał?

Głos żony zmiękł, zrobił się aksamitny, nocno-obiecujący:

– Ależ oczywiście misiu.

– No to jestem w knajpie obok. Za pół godziny przyjedzie po mnie taksówka, co oznacza, że zaraz będę przy tobie żabko.

Szaser