Stary, dobry sposób

Internet to największe „plotkowisko” świata. Wśród sensacji, oszczerstw i bzdur jest sporo ciekawostek, zwłaszcza na stronach lokalnych, których jest mnóstwo, nawet dla tak małego obszaru, jak nasz. Grochów, Gocław, Wawer, Wesoła, Rembertów, Praga – te i inne społeczności mają swoje strony (czasem po kilka), na których można dowiedzieć się, co słychać, gdzie znajdę dobry tort lub rzetelnego szewca, kto ma na zbyciu kostium Batmana, czy weterynarz X jest godny zaufania oraz kto zgubił (lub znalazł) psa, kota albo… fretkę.

Ale są też inne, istotne informacje – na tych stronach działa znakomicie sąsiedzki system ostrzegania. O kradzieżach, dewastacjach, podejrzanych działaniach.

g03-okoOstatnio na Gocławiu pojawiła się (nie po raz pierwszy) szajka, która z tupetem naciskała klamki w drzwiach naszych mieszkań i bezczelnie kradła, co pod ręką. Kto nie zamknął na zamek, tracił to, co było pod ręką w przedpokoju: ubrania, torebki itp. Podobno w jednym z mieszkań „trafiła kosa na kamień” i złodziejkę ujęto, dokonując tzw. zatrzymania obywatelskiego. Podobno też szajka pojawia się na innych osiedlach.

Takie ostrzeżenie ma ogromną wartość. Chodzi nie tylko o to, by bezmyślnie nie wpuszczać domofonem obcych osób, które mogą okraść nie tylko sąsiada, ale i ciebie. Czy trzeba się mieć na baczności? Ja na klamce drzwi wejściowych, od strony mieszkania, wieszam pęk kluczy. Gdy okaże się, że spadły, bo ktoś nieproszony naciskał klamkę od strony klatki schodowej, wywieszę ostrzeżenie dla sąsiadów i zawiadomię administrację. Bo to znaczy, że ktoś węszy, a jeśli węszy, nie ma dobrych zamiarów. Nie ułatwię mu życia.

Na jednej ze stron znalazłam informację o mężczyźnie, który zaczepia kobiety w wulgarny sposób. Z Targówka, gdzie już o nim wiedzą, przeniósł się w okolice Dworca Wileńskiego. Są zdjęcia!

Sąsiedzka pomoc i przepływ „żywej” informacji – na tym budowały swoje bezpieczeństwo praplemiona sprzed tysięcy lat. Dziś, gdy mamy policję, straż miejską oraz system prawny, zbyt często leniwie wzdychamy: „Niech KTOŚ coś z tym zrobi!”.

A tymczasem ów ktoś, czyli wspomniane służby porządkowe, mają mnóstwo zadań i nikt rozsądny nie oczekuje, że za każdym krzakiem schowa się policjant, by czuwać, gdy nadchodzi zło.

Po pierwsze, ani policja, ani straż nie ruszą palcem, póki nie dostaną zawiadomienia, bo skąd mieliby wiedzieć? Po drugie, to nie jakiś „ktoś” ma do nich zadzwonić, ale właśnie TY! Po trzecie, nikt nie twierdzi, że zawsze przyjeżdżają w minutę, jak na filmach. Ale skoro ich nie ma, ponawiaj interwencję do skutku!

Najlepiej jednak oprzeć się na sprawdzonych od stuleci sposobach: sąsiedzkim wspieraniu się i wzajemnej pomocy. Nie ma, jak profilaktyka!

żu