Świat żywej historii

Są miejsca, w których po przekroczeniu progu wchodzimy do innego świata. Antykwarnia – komis, który ma nie tylko wyjątkowy klimat, ale i duszę.

„Prosimy o wysłanie sztucznej nogi, abyśmy mogli zmierzyć i zrobić nową” – pismo z kasy chorych w czasie zaboru pruskiego, wysłane do kogoś, kto nosił protezę, to jedna z mnóstwa unikalnych ciekawostek jakie udaje się uratować dzięki Antykwarni. Często nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak cenne mogą być nadszarpnięte zębem czasu kawałki papieru, które skrywają nasze piwnice czy strychy. I nie chodzi nawet o wartość finansową, a historyczną. Bo tutaj słowo „cenne” często nabiera innego wymiaru. Zarówno właściciel Antykwarni, jak i jego pracownicy ratują od zapomnienia wszelkie ślady po naszych przodkach.  

Przekraczając progi tych miejsc (są dwa: przy al. Waszyngtona 42 i ul. Francuskiej 25a), wchodzimy w inny świat. Świat żywej historii. Nie takiej, jaką znamy z podręczników, a pełnej tajemnic. Mnóstwo przedmiotów z różnych okresów. Antyki o wartości kolekcjonerskiej, medale, odznaczenia, znaczki, pocztówki – nawet te pierwsze, wysłane pod koniec XIX wieku. Przepiękne srebra, platery czy unikatowa biżuteria, ale też prawdziwe cudeńka – zabytki techniki, a wśród nich m.in. metronom, gramofon, zdarzają się oscyloskopy z ZSRR. A przy samym wejściu w komisie przy al. Waszyngtona znajdziemy rzeczną kotwicę! Nie brakuje też pięknego szkła i porcelany z różnych okresów.

Skąd wiadomo, kiedy te wszystkie rzeczy powstały?

Zdjęcia analizujemy po papierze, ubraniach, w których są na nich osoby. Na srebrze są próby, na porcelanie nazwa firmy, na obrazach czy rzeźbach nazwiska twórców. Każdy z przedmiotów ma charakterystyczne dla danej epoki cechy – tłumaczy Jakub, który od zawsze pasjonuje się kolekcjonerstwem i historią. W Antykwarni o każdym z antyków może opowiadać godzinami, każdy z przedmiotów traktuje z namaszczeniem. I z wielką ostrożnością pokazuje nam jeden z unikatów – pudełko, które zostało ręcznie zrobione w 1944 roku.

To pudełko zrobił żołnierz, walczący na froncie wschodnim, dla swojej narzeczonej. Wracał do kraju przeładowanym pociągiem, spał na dachu. Niestety, w tunelu doszło do wypadku i zginął. Pudełko przekazał narzeczonej jego przyjaciel. Do nas przyniosła go bratanica tej pani – opowiada Jakub. W pudełku jest zdjęcie pary bardzo podobnej do tej wyrytej w aluminiowej szkatułce…

Przy Francuskiej dominują obrazy, piękna zastawa, porcelana, jest też kolekcja aparatów fotograficznych. Wszystkiego wymienić się nie da – to miejsce trzeba po prostu odwiedzić! Unikatami na pewno są ikony, pudło na kapelusz czy klatka dla ptaków. Piękne zabytkowe lampy, mnóstwo starych fotografii. Te miejsca mają duszę!