Słów ci u nas dostatek

– Witam, panie Eustachy. Słonko wyżej, wybory coraz bliżej, nieprawdaż?…

Pan Kazimierz Główka, emeryt, jak zwykle po zrobieniu zakupów na bazarze na pl. Szembeka, zajrzał do swojego znajomego, tutejszego kupca bieliźnianego, Eustachego Mordziaka.

– Nikt pana dziś nie molestuje?

– Panie Kaziu, jak pragnę zdrowia, co to jest z tym molestowaniem? Poszaleli czy co?

– Polityka, panie Eustachy. A z nią, znaczy z polityką, jest tak, że ni z gruchy ni z psiej juchy, z dnia na dzień, ktoś karierę zawrotną robi. Pamięta pan asystentki prezesa banku?

– No, pamiętam.

– Minął tydzień – kto dziś o nich mówi?

– No, nikt.

– Właśnie… I tak samo jest ze słowami..

– Słowami?

– A co to jest polityka?

 – Ja wiem?… Jakieś zasady, że postępujesz, jak mówisz.

– Dobrze, więc co najpierw jest, zanim polityk zacznie działać?

– Co?

 – Słowo, panie Eustachy. Słowo! Najpierw polityk mówi… Polityka, to jest nieustanne mówienie. A potem się zobaczy.

– Pan, panie Kaziu, to tak potrafi człowiekowi w głowie zakręcić…

– To nie ja, to politycy. To oni tworzą rzeczywistość, której tak naprawdę nie ma.

– Jak to nie ma?

– „Europa Plus” – mówi to panu coś? Albo „Dom Wszystkich Polska”? Albo „Ruch Palikota”?

– To ten, co penisa przed kamery wystawiał.

– Sztucznego. I dlatego go pan pamięta. A co on obiecywał, jaką Polskę chciał budować – pamięta pan?

– No, nie.

– Widzi pan! Oni wszyscy tylko mówili. Dlatego słowa są ważne, choć i one są ulotne, koniec końców.

– Tu się z panem nie zgodzę. Są takie, które zostają?

– Które? „Ojkofobia” może?

– Tego, to już sam pan prezes nie pamięta.

– „Element animalny”…

– Kto? Pan prezes?

– No, co pan! Tak mi się przypomniało. Jeszcze jedno powiedzonko jednorazowego użytku. Było, minęło… Ale na przykład „pomroczność jasna”…

– „Pomroczność” się przyjęła, bo mocno zakorzeniona jest w polskiej tradycji. Można powiedzieć, że „pomroczność” wyssaliśmy z mlekiem matki…

– Ojca jednak. Raczej.

– No dobrze, panie Kaziu. A inne przykłady?

– Proszę bardzo: „Siwy dym”. U nas ostatnio na „Krystyny” był. Moja Krysia stół zastawiła, jak jaka angielska królowa. A jak jest co i jest pod co, to sam pan wiesz…

– Siwy dym!

– Ot, co.

– Ludzie zaradni są. To pan słyszał: Zmęczony nauczyciel wraca do domu po ciężkim dniu. W progu wita do uśmiechnięta żona.

– Nie martw się kochanie, już niedługo dostaniesz podwyżkę.

– A co, byłaś w ministerstwie?

– Nie, u ginekologa.

Szaser