Zastrzyk narodowy

– Witam, panie Kaziu! Zaszczepiony pan? – Co powiedziawszy Eustachy Mordziak, kupiec bieliźniany na bazarze na pl. Szembeka, zawisł wzrokiem na ustach pana Kazimierza Główki, emeryta i klienta tutejszego.

– Więcej mówią, że szczepią, niż szczepią. Ale zapisać mnie zapisali.

– Bo podobno Unia szczepionek nie daje…

– Taka sama prawda jak z Jandą, że wlazła przed kolejkę. Bo artystka…

– A nieprawda? Tłumaczyła się przecież na całą Polskę.

– A co miała robić, jak ją napadli? Ciekaw jestem, co pan by mówił, jak by pan o sobie codziennie nasłuchał się, że pan staruszkom ostatnią kroplę leku odbierasz?

– To nie zaszczepili jej poza kolejką?

– Owszem, ale ostatecznie wydało się, że do zmarnowania miała pójść masa dawek. I ze strachu przed draką, że w Polsce lek, na który cały świat czeka, wylewa się do zlewu, dzwonili gdzie mogli i prosili kogo się dało, żeby zaszczepić każdego, kto jest pod ręką i kto chce. A ponieważ chętnych brakowało, a termin ważności leku już mijał, to zaczęli dzwonić „z kalendarzyka”, czyli po znajomych. Artystom mówili, że to taka akcja promocyjna, żeby innych zachęcić. I te sieroty boże uwierzyły! A potem chcieli ich gazetami zabić, żeby własne tyłki ochronić.

– Nieładnie wyszło, ale minęło – a pan, panie Kaziu, kiedy ostatecznie będzie się szczepić?

– W lutym.

– To zleci raz dwa.

– W Ostrołęce…

– Gdzie?

– W Ostrołęce! A żona w Siedlcach.

– To jak państwo dojadą?

– Zięć obiecał, że nas zawiezie.

– To chyba wyjątek jakiś jest?

– Żaden wyjątek, znajoma z Sulejówka do Łowicza ma się kopnąć, a w prasie wyczytałem, że ludzi ze Szczecina do Złocieńca wysyłają, sto kilometrów w jedną stronę.

– No, a w Warszawie?

– Co w Warszawie? Widać czegoś im brakuje.

– Może ludzi odpowiednich?

– O kadrach mówimy? Taki dowcip słyszałem: młody, ambitny, popierający co trzeba, postanowił pracę zmienić na lepszą. A ponieważ naczytał się, że najlepiej zarabia się w spółkach skarbu państwa, to w konkursie wystartował na głównego księgowego. Stanął przed komisją kwalifikacyjną. Obwąchali go, uśmiechnęli do swojaka:

– Wiemy oczywiście, że jesteśmy po tej samej stronie, ale przepisy są przepisami i musimy sprawdzić pana kwalifikacje zawodowe. Pan rozumie – główny księgowy, to poważna sprawa. Proszę nam powiedzieć, ile jest dwa razy dwa?!

– A ile ma być?!

– No i co, i co, panie Kaziu, przyjęli?

– A jak pan myśli?

Szaser