Trudna droga do szkoły

Czy wystarczy oznakowany samochód agencji ochrony i pismo świadczące o tym, że jego kierowca świadczy usługi na rzecz Urzędu Miasta, by łamać przepisy?

Pytanie wydaje się niedorzeczne, ale patrząc na to, co miało miejsce na ul. Bohaterów nabiera sensu. Mieszkańcy Białołęki Dworskiej doskonale wiedzą, jak niebezpiecznie jest przy tej ulicy – rodzice prowadzący swoje dzieci do szkoły, wędrują wąskim, nierównym chodnikiem, szczęśliwie jednak na razie do żadnego poważnego wypadku tu nie doszło. Są jednak sytuacje, kiedy włos się jeży na głowie, bo na przeszkodzie potrafi stanąć… samochód.

Szłam rano z córką do szkoły. Na chodniku stał samochód agencji ochrony, w nim siedzieli panowie. Poprosiłam, żeby przestawili auto, bo uniemożliwiają przejście. Odpysknęli, że nie mają zamiaru i machnęli mi jakimś pismem, które miało potwierdzać, że pracują dla Urzędu Miasta. Jakie to ma znaczenie? Przecież nawet policja czy karetka bez włączonych sygnałów nie ma prawa tak stawać?! – opisuje zdenerwowana mieszkanka dodając, że ona z córką przeszła po trawie, ale matka z wózkiem musiałaby wejść na jezdnię, a to przy porannym ruchu mogłoby się skończyć tragicznie.

Czy jakiekolwiek upoważnienie z Urzędu Miasta uprawniało agencję ochrony do parkowania na chodniku? Jak podkreśla Wojciech Śmiech ze stołecznego Ratusza, „nie ma takiego pisma, wydawanego przez Urząd m.st. Warszawy, które upoważniałoby do parkowania auta w sposób nieprzepisowy”.

A co na zaistniałą sytuację sama Agencja Ochrony Osób i Mienia ZUBRZYCKI Sp. z o.o., której logo widnieje na samochodzie?

W imieniu firmy odpowiada Katarzyna Leśniewicz:

– Pracownicy ochrony realizowali zadania w ramach współpracy z Miastem Stołecznym Warszawa. Na dowód tego, dysponowali odpowiednią przepustką. Chcemy jednocześnie zaznaczyć, że zachowanie pracowników pełniących służbę było naganne. Uniemożliwienie przejścia oraz aroganckie postępowanie wobec mieszkanki będzie mieć swoje konsekwencje służbowe. Pracownicy zostali wezwani na rozmowę dyscyplinującą. Z naszej strony zostaje jedynie przeprosić i dopilnować, by takie sytuacje nie miały więcej miejsca.