Utoniemy w śmieciach?

Przy ul. Gwarków na Targówku Fabrycznym od 19 lat działa spalarnia śmieci, która wzbudzała jeszcze nie tak dawno ogromne emocje. Dziś okoliczni mieszkańcy pogodzili się z jej istnieniem, bo okazało się, że ani specjalnie truje, ani smrodzi… Nagle jednak emocje pojawiły się na nowo. Z zupełnie innego powodu…

Spalarnia zostanie rozbudowana. I jest to inwestycja dla Warszawy priorytetowa. Ma bowiem zastąpić cuchnące ponad miarę wysypisko Radiowo na Bielanach, przerabiając ponad 305 tys. ton śmieci rocznie (obecnie 40 tys.), które służyć będą jako „surowiec” do wytwarzania energii, głównie dla prawobrzeżnej Warszawy: 200 tys. MWh ciepła oraz 100 tys. MWh prądu każdego roku. A wszystko to dziać się będzie przy pomocy najnowocześniejszych technologii. Zapewnią one zachowanie odpowiedniej czystości środowiska i – wbrew obawom ekologów, którzy nową spalarnię wpisali na listę inwestycji szkodliwych dla otoczenia – nie wpłyną na jakość życia okolicznych mieszkańców.

Nowa spalarnia będzie jednym z najważniejszych elementów stołecznej gospodarki śmieciami, opartej przede wszystkim na odpadach zmieszanych, których w stolicy jest najwięcej, ponieważ warszawiacy wolą płacić słono za ich wywóz, a nie segregować. Swoistym bonusem dla okolicznych mieszkańców będzie zaprojektowany tzw. zielony dach, ułatwiający retencję wód opadowych oraz przezroczysta elewacja, która po zmroku stworzy specyficzną iluminację. Dodatkową zaś atrakcją ma być ogólnodostępny taras na wysokości 70 metrów nad ziemią z widokiem na kompleks zieleni Kozia Górka.

Pięknie! Mieszkańcy Targówka Fabrycznego przekonali się do tej wizji. I już nie protestują za bardzo.

A mimo to spalarnia nie ma szczęścia…

Po latach dyskusji i przymiarek jej budowa miała się zacząć w pierwszym kwartale tego roku, ale przetarg, który wygrało pewne chińskie konsorcjum, został unieważniony. Konkurenci (Francuzi i Włosi) zaskarżyli bowiem ten werdykt do Krajowej Izby Odwoławczej, ponieważ według nich cena inwestycji (niewiele ponad 1 mld złotych) została zaniżona, a zaproponowana w kosztorysie turbina, mająca istotny wpływ na jakość spalania, jest nie do wyprodukowania. Chińczycy twierdzili coś wręcz przeciwnego i sprawa trafiła do sądu.

Po wielomiesięcznych przepychankach sąd i MPO ostatecznie oddaliły wszystkich trzech konkurentów i przetarg unieważniły.

Co dalej? Nie wiadomo. Jak poinformował Kamil Dąbrowa, rzecznik prezydenta Warszawy, Chińczycy przegrali, spalarni póki co nie będzie, a MPO czeka na uzasadnienie i raport. Dopiero wtedy zostanie podjęta decyzja, co dalej.

Oczywiście spalarnia powstanie

Zmarnowano tylko 16 miesięcy na przetarg, prawdopodobnie dlatego, że nie określono precyzyjnie jego warunków. Np. w 2015 r. MPO planowało, że zmieści się z kosztami inwestycji w 750 milionach złotych! A to niemożliwe. Jak twierdzą bowiem eksperci, takich cen na rynku dla tak dużych i super nowoczesnych inwestycji już od dawna nie ma! Także takich, jakie zaoferowali Chińczycy (1,04 mld zł), a nawet Francuzi (1,7 mld zł). Są znacznie wyższe, bliższe propozycji Włochów: 2,15 mld zł.

Warszawa takimi pieniędzmi na razie nie dysponuje. Skąd je wziąć? Najprostsza, i najtrudniejsza, droga to dodatkowe fundusze unijne z nowej perspektywy 2021-27. Tylko trzeba się w niej znaleźć, a – jak mówi nasz anonimowy informator z ratusza – „przy tym rządzie będzie trudno; chyba że rząd się zmieni”. Tak czy siak nowa spalarnia powstanie najwcześniej za pięć lat.

Może jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… Bo ten długi okres dyskusji o starej i nowej spalarni – powiedzmy sobie szczerze – okolicznych mieszkańców znudził, znieczulił i… oswoił z jej „groźbą”. Jedyne, co im teraz spędza sen z powiek, to drogi dojazdowe, na których ma się pojawić osiem razy więcej śmieciarek niż do tej pory.

Już te, które jeżdżą tu dzisiaj, wytwarzają sporo hałasu i niszczą tutejszą infrastrukturę drogową – mówi Jan Rokicki, obywatel Targówka Fabrycznego. – Warto może popracować nad lepszą nawierzchnią, może nawet betonową… – zastanawia się nasz rozmówca. – Beton jest mniej wrażliwy na zniszczenia powodowane ciężkimi przejazdami. No i hurgot byłby mniejszy…

Satysfakcja pana Rokickiego?

Ale już niedługo nasz rozmówca powinien być usatysfakcjonowany. W Zarządzie Miejskich Inwestycji Drogowych trwają bowiem prace projektowe tzw. obwodnicy śródmiejskiej, która swoim zasięgiem obejmuje również ulice w pobliżu nowej spalarni śmieci, przede wszystkim Zabraniecką, Księcia Ziemowita, Księżnej Anny, Chrzanowskiego, Niesulicką, Naczelnikowską, Siarczaną. Powstaną na nich dodatkowe pasy ruchu, wiadukty, ronda i skrzyżowania. Odpowiednia nawierzchnia – też. Ostateczna wizja rozwiązań ma być gotowa w 2020 r. Na całą obwodnicę zarezerwowanych jest 888 mln zł, z czego duża część na wspomniane ulice Targówka Fabrycznego. Dodając do tego koszt „śmieciowej” inwestycji, robi się sporo ponad 2,5 mld zł, a to już bardzo poważna kwota w budżecie. Godzina prawdy wybije jednak w momencie rozstrzygnięcia obu przetargów, bo co zaoferują wykonawcy, to wielka niewiadoma.

Poza tym o nowe nawierzchnie proszą się też mniejsze ulice, np. Sterdyńska czy Bukowiecka i wiele okolicznych. Ale ich pora jeszcze nie nadeszła. Są bowiem w gestii władz dzielnicy, a te, póki co, nie mają na to pieniędzy, zwłaszcza że wszystkie wolne środki pożerają teraz przygotowania do nowego roku szkolnego.

Tylko że tak naprawdę miasto i dzielnica nie mają wyjścia. Nowa spalarnia i lepsze drogi dojazdowe do niej muszą ostatecznie powstać, choć w nieznanej dzisiaj precyzyjnie perspektywie. Inaczej, jak Neapol kilka lat temu, Warszawa może utonąć w powodzi śmieci, a Targówek Fabryczny przede wszystkim, bo obecna spalarnia po prostu się zatka.

 

 

 

 

Foto: MPO, WP