Związek Kontroli Dystrybucji Prasy
WARSZAWSKO-PRASKIE CZASOPISMO SPOŁECZNO-SAMORZĄDOWE
odsłon od marca 2003 r.
23.07.2015
Nr 14 (638) - Rok XXV
następne wydanie 6.08.2015
REKLAMA

Powstanie











Powstanie Warszawskie. Znowu na dziesiątki sposobów rozważany będzie dylemat: zbrodnia czy godny szczególnego uczczenia bohaterski  czyn mieszkańców nieujarzmionego miasta. Nie ma już nowych argumentów w tej kwestii: wszystko powiedziano, każdy argument przenicowano na dziesiątki sposobów. Jedni przyznają rację tym, którzy twierdzą, że nie warto było narażać mieszkańców stolicy na takie ofiary. Inni- że bohaterski krok wymyka się jakimkolwiek racjonalnym ocenom. Prawdę mówiąc ja już tych  sporów nie słucham. Nie sądzę bym się dowiedział czegoś nowego, a stosunek mam taki: z punktu widzenia ostatecznych rezultatów, powstanie było porażką, a cena jaką za nie zapłaciliśmy  ̶  jest porażająca. Ale nie uważam, by przywódcom powstania należał się sąd.

Jest 1944 rok. Po pięciu latach okupacji, znienawidzony wróg cofa się na wszystkich frontach. Można wreszcie wziąć na nim odwet. Od wschodu nadciąga druga przerażająca siła. Warto jej pokazać, kto tu jest gospodarzem na mazowieckich ziemiach. I wtedy, w 1944 roku, nie wiedząc przecież jak dalej się potoczą wojenne i powojenne losy ojczyzny, pewnie poszedłbym do powstania. W 2015 roku nie będę więc nasłuchiwał sporów polityków i historyków. Zadumam się nad losem tych, którzy myśleli wtedy pewnie tak samo, jakbym ja myślał. W tamtych, konkretnych, szczególnych czasach.




















                                                          


 Wszystkie większe miasta Europy mają swoje tzw. ringi – czyli autostradowe obwodnice, pozwalające na przepuszczenie całego ruchu tranzytowego opłotkami, a nie przez centrum.  My wybraliśmy drogą wersję – z ponad 2,5 kilometrowym tunelem na Ursynowie. Nie oburzałbym się na to. Przez kilkadziesiąt lat będzie to podstawowy sposób przemieszczania się rosnącego stale ruchu na osi wschód-zachód. Zróbmy to raz a dobrze. Drogo, ale z naddatkiem przewidującym to, co się będzie działo za kilka dekad.



  Oczywiście obwodnica – niestety – oznacza brak środków na tzw. wylotówki – w kierunku Gdańska i Krakowa oraz Katowic. Do 2020 roku jakoś znajdziemy sobie alternatywne metody poruszania się po dotychczasowych drogach, potem może przypłynie nowa gotówka… A może na tyle dźwigniemy się z ekonomią, że już wcześniej będzie można coś w tej sprawie zaplanować?Ja cieszę się teraz z konsekwencji decyzyjnej. Bo jej brak owocowałby tym, co już teraz widzimy: wielkimi korkami w miejscach, gdzie obwodnica „tymczasowo” się kończy. Czyli niby mielibyśmy „coś” zrobione, ale tak, że nie chce się z tego korzystać. A pod tym względem mamy spore osiągnięcia, powiedziałbym nawet na światową skalę.
















Tomasz Szymański
Prawa autorskie © MIESZKANIEC - Wszystkie prawa zastrzeżone
Warszawa ma nowego króla!
okno_new

W dniu  imienin św. Anny w kościele pod Jej wezwaniem na  Starówce odbyła się uroczysta msza pontyfikalna, koncelebrowana pod przewodnictwem biskupa Rafała Markowskiego, na której intronizowano nowego warszawskiego Króla Kurkowego, Mirosława Sztybera.  

Nowy król jest wielkim patriotą i społecznikiem, miłośnikiem tradycji i historii, prezesem prężnie rozwijającego się Centrum Handlowego Szembeka.

Przydomek jaki mu nadano brzmi - Dzielny. Na cześć nowego króla oddano salut armatni.

Po mszy Bracia Kurkowi złożyli kwiaty pod pomnikiem Jana Kilińskiego, który jest patronem warszawskiego Bractwa Kurkowego a następnie podczas biesiady koronacyjnej uczcili  imieniny trojga dostojnych solenizantów - Anny Marii Anders, córki gen. Władysława Andersa, księcia Konstantego Radziwiłła i króla Mirosława Sztybera.