Co ty na to?

Nie do wiary, jak często zwykłe sytuacje nas testują, sprawdzają, jacy jesteśmy naprawdę.

Był październik, a za oknem sierpniowe „ponad dwadzieścia” i słońce. Balkon otwarty, na obszernym podwórku lamentuje wniebogłosy jakiś kilkulatek. Pani, która z nim jest (mama? babcia? niania?) nie reaguje. Malec krzyczy, płacze, wrzeszczy nieprzerwanie.

Spróbujcie w takiej sytuacji zwrócić uwagę – awantura gotowa. Zresztą, komu i na co zwracać uwagę, skoro osoba opiekująca się dzieckiem słyszy to równie dobrze jak wy i najwyraźniej nie będzie robić z tym nic. Paręset osób w okolicznych mieszkaniach od blisko pół godziny musi znosić ten rozpaczliwy atak decybeli. Cóż, życie.

Może dziecko ma jakieś zaburzenia osobowości, może ma je opiekunka, może malec to po prostu zaprawiony w boju histeryk, który wszystko wymusza wrzaskiem? Trudno powiedzieć. Lepiej się nie wtrącać i udawać, że nic się nie dzieje.

Inna sytuacja – Warszawa, prawy brzeg, sierpniowa noc ze spadającymi gwiazdami. Na trawniku leży na plecach człowiek i gapi się w niebo. Mijając go, prawie każdy z nielicznych o tej porze przechodniów komentuje to na swój sposób, choć ten człowiek nie przeszkadza innym wcale, po prostu sobie leży i patrzy. Bo lubi. Może balkon ma za mały, by stamtąd patrzeć w gwiazdy? Może warto uszanować go, niechże sobie leży…

Przed nami czas odwiedzin bliskich nam zmarłych na wielu cmentarzach. Wymaga to czasem dość dalekiej podróży. Nikt nie lubi tłumów przeciskających się przez cmentarne bramy, przepychających się w alejkach, szarpiących wielkie siaty ze zniczami i kwiatami. Niektórzy w tej trudnej sytuacji odnoszą się do innych z wyrozumiałością, cierpliwie, bo pamiętają, że każdy z nich tu przybył w dowód pamięci i miłości do kogoś, z kim już nie porozmawia, kogo już nie uściśnie, nie przytuli. Pamięta, że w niemal każdym z tych serc schowana jest jedna lub wiele łez.

Ale są i tacy, którzy pchają się bezceremonialnie, by ten obowiązek (trzeba, inaczej – co ludzie powiedzą?) mieć z głowy. Mają twarze złe i zacięte lub przeciwnie – bardzo głośno i wśród wybuchów śmiechu konwersują, przekrzykując się nowinami. Na piersi malutki york, bo cóż taki piesek szkodzi? Że załatwi się między czyimiś grobami? No, ale przecież on siusia tylko troszkę. Ale przecież to cmentarz, a nie parkowa alejka!

Z szacunkiem dla zmarłych, z wyrozumiałością dla innych, spróbujmy wszyscy przejść przez te dni w zadumie, na jaką zasługują. Mimo że na co dzień jesteśmy bardzo różni. żu