Krótka kołdra

– Ktoś tu nie tak dawno narzekał na 
upały…
Eustachy Mordziak słowa te skierował do pana Kazimierza Główki, który zakończywszy zakupy na bazarze na pl. Szembeka, przyszedł do jego straganu z damską bielizną na tradycyjną pogawędkę.

– Czas jest nieubłagany. Jesień już czuć w powietrzu.

– Tylko patrzeć, jak grzać zaczną.

– Jeśli zaczną. Nie słyszy pan, co się dzieje? Tona węgla już po trzy i pół tysiąca. Gaz strzela w górę jak rakieta, prąd jak druga.

– To kłopot jest, faktycznie.

– Kłopot? Ludzie bankrutują, firmy plajtują. Piekarnie dajmy na to.

– Do tych naszych, na bazarze, to bez dziesięciu złotych nie ma co wchodzić.

– Dziesięciu? Kup pan chleb, parę bułek, a niech panu się zachce bajgla z makiem albo jagodzianki – ani się pan obejrzy, a prawie dwudziestaka pan nie ma. W mięsnym widziałam emerytkę, która poprosiła trzy plasterki salcesonu i nieduży kawałek pasztetowej. Samorządy zapowiadają, że będą wyłączać latarnie, oświetlenie budynków… Szlag by to trafił.

– Może nie będzie tak źle? Węgiel już podobno dopływa.

– Węgiel? Z tego co ludzie pokazują w Internecie, to jakaś błotnista substancja jest. W każdym razie nie węgiel. Nie ma co, powiem panu. Ciemno, drogo, zimno i do domu daleko, jak to mówią.

– E, nie będzie tak źle, panie Kaziu. Nauczyliśmy się narzekać. Tyle lat dawaliśmy sobie radę, to i teraz damy. Wszędzie ograniczenia zapowiadają, oszczędności szykują. To i na nas bryndza przychodzi. Przyjdzie i pójdzie.

– Oby pan miał rację, ale ja takim optymistą nie jestem. To się sypać zaczyna. Ni z tego, ni z owego w krainie węgla nie ma węgla, pieniędzy z Unii nie ma, bo nie będzie Bruksela pluła nam w twarz i dzieci nam brukselczyła, prądu nie ma, ale ma być z walczącej na wojnie z Rosją Ukrainy, ryb w Odrze nie ma, bo wszystkie wyzdychały z niewiadomych powodów. Nawet uciec do Szwecji śladem rodziców i dziadków nie ma jak, bo z zapowiadanej flotylli promów, została raptem jedna, zardzewiała stępka.

– Rząd jednak stara się panie Kaziu, nie można powiedzieć. Tu łata, tam łata, tu dosypie pieniędzy, tam trochę ujmie, ale czasy takie parszywe się zrobiły, że jak jedno naprawi, to drugie już nie bardzo.

– O i to mi przypomina pewien dowcip:

– Mamusiu nie okrywaj mnie tak w nocy, bo mi za gorąco.

– Dbam syneczku, żebyś nie marzł, tak łatwo się przeziębiasz.

– Ale jak mnie przykrywasz, to odkrywasz moją żonę …

Szaser

error: Zawartość chroniona prawem autorskim!! Dbamy o prawa: urzędów, instytucji, firm z nami współpracujących oraz własne. Potrzebujesz od nas informacji lub zdjęcia? Skontaktuj się redakcja@mieszkaniec.pl
Skip to content