Mądry nieznajomy

– Co pan taki markotny, panie Kazimierzu, zapytał Eustachy Mordziak, kupiec z bazaru na Szembeka, swego wieloletniego znajomego i stałego tu bywalca, Kazimierza Główkę?

– Bo i za bardzo cieszyć się nie ma z czego.

– No, jak to nie ma z czego? Lato w pełni, w kraju zaraz będzie lepiej…

– Ja właśnie tego „lepiej” się boję. Tyle nasłuchaliśmy sią obietnic, że w głowie mogło się zakręcić… Tylko skąd na to brać?

– A ja się nie martwię. Jak mądrzy ludzie obiecują, to chyba zdają sobie sprawę z możliwości.

– I to mi spokoju nie daje – czy oni, aby na pewno są mądrzy? Przecież niejakie zaległości jeszcze mamy.

– Jakie?

– No, choćby milion samochodów elektrycznych.

– Oj, tam. W kampanii różne rzeczy się mówi. Każdy wie, że co powiedziane, to nie znaczy zaraz zrobione. Ważne, że ludzie odetchnęli. Na wczasy z dzieciakami mogą pojechać.

– Nad morze, na ryby?

– Na przykład.

– 150 zł za kawałek dorsza z frytkami i surówką?

– Przyjemności kosztują.

– Ale, żeby aż tyle?!

– Tylko, że widzi pan panie Kaziu – przymusu nie ma. Teraz wolność jest! Chcesz – jedziesz. Nie chcesz – nie musisz.

– A chcesz, ale cię nie stać?

– Trudna sprawa, rzeczywiście. Znakiem tego najlepiej, żeby chcieć, jak się ma.

– O proszę pana, jak się ma, to w ogóle nie ma sprawy! To cały świat się do człowieka uśmiecha. Jest nawet takie żydowskie przysłowie: Gdy masz pełny portfel, to jesteś i mądry, i przystojny, i nawet umiesz śpiewać.

– I tak jest! Pan wie, ilu ja mam kolegów, jak się tylko dowiedzą, że trochę więcej w jakimś dniu zarobiłem?

– Ilu?

– Dokładnie nie liczyłem, ale razu pewnego Krysia osobiście musiała tłumek wokół mnie torebką rozpędzać, bo koledzy cały utarg by mi przehulali, ani bym się obejrzał.

– Jest faktem, że kobiety do pieniędzy mają jakiś siódmy zmysł. Z daleka wyczują, czy ktoś jest przy kasie, czy golec raczej. Co nie przeszkadza, że kochają się również w golcach.

– To te bardziej romantyczne. Ale na końcu i tak trzeba coś do garnka włożyć.

– Przyzna pan jednak panie Eustachy, że pomarzyć dobra rzecz. Niech mi pan pokaże kogoś, który nie chciałby być mądry, przystojny i jeszcze kochany bezinteresownie. Nie znam człowieka, który nie miałby takiej nadziei. Z drugiej strony jakoś głupio jest nie mieć nadziei.

– Głupio jest nie mieć nadziei?… Ładnie powiedziane. To pańskie, panie Kaziu?

– Nie, Hemingwaya.

– A to nie znam…

Szaser