Z OSTATNIEJ CHWILI

Ania od pomagania…

fot. Teodor Klepczyński

Rozmowa z Anną Ojer – „Warszawianką Roku 2018”, działaczką Stowarzyszenia Społecznego Wawer, świeżo wybraną radną dzielnicy, założycielką grupy wsparcia „SOS Mieszkańcy Wawra Rodzicom z CZD”.

– Pani Aniu, podwójne gratulacje – w ostatnich dniach zdobyła Pani mandat radnej dzielnicy oraz wygrała w stołecznym plebiscycie na „Warszawiankę Roku 2018”…

– Dziękuję bardzo, faktycznie, dwa takie wydarzenia w jednym tygodniu, to dużo (śmiech).

– To teraz Pani życie odwróci się o 180 stopni?

– Mam nadzieję, że nie – nadal robię to, co do tej pory, a będę starała się jako radna robić jeszcze więcej.

Anna Ojer niesie uśmiech małym pacjentom.

– Powiedzmy Czytelnikom, czym tak naprawdę jest „SOS Mieszkańcy Wawra Rodzicom z CZD”… Fundacją? Stowarzyszeniem? Ma jakieś sformalizowane ramy?

– Nie, to jest po prostu grupa na Facebooku. Początkowo grupa ta liczyła kilka osób, a w tej chwili jest nas już prawie dziesięć tysięcy.

– A wszystko zaczęło się od Pani osobistego doświadczenia, gdy do Centrum Zdrowia Dziecka trafiła jedna z Pani córek…

– Faktycznie, zaczęło się ode mnie. Spędziłam w tym szpitalu kilka miesięcy i widziałam, jak ciężko jest innym rodzicom, szczególnie tym, którzy do Warszawy przyjechali z dalszych rejonów Polski. Nieraz jest tak, że sytuacja zaskakuje i niespodziewanie rodzice dowiadują się, że razem ze swoim dzieckiem muszą w szpitalu zostać na dłużej. A nie byli przygotowani na dłuższy pobyt. Nie mają łóżka, koca, środków czystości, a nawet środków, aby kupić sobie coś do jedzenia…wtedy właśnie wkracza SOS.

– No dobrze, ale jak diagnozujecie te potrzeby? Przychodzicie do szpitala i pytacie co komu potrzeba?

– W większości rodzice już wiedzą o naszej grupie i przekazują sobie tę informację. I wtedy potrzebujący sami się do nas odzywają mailowo lub telefonicznie. Zdarza się, że inni rodzice lub personel szpitala, widząc, że komuś w szpitalu czegoś brakuje, też dają nam znać. Grupa już jest na tyle znana, że zawsze ktoś do nas napisze, a my już wtedy się organizujemy.

Z „grupowiczami” i darami przed szpitalem przy ul. Niekłańskiej.

– Pierwotnie pomagaliście rodzicom z Centrum Zdrowia Dziecka, ale wiem, że znają już Was w innych szpitalach, choćby na Niekłańskiej…

– Tak, Centrum nadal jest naszym trzonem. To wyjątkowy szpital, bo tutaj trafiają najtrudniejsze przypadki, a ludzie przyjeżdżają z całej Polski. Wspomniana przez Pana Niekłańska raczej gromadzi pacjentów z pobliskich rejonów. Tam skoncentrowaliśmy się na wzbogaceniu kącików zabaw, bo dostaliśmy sygnał od rodziców, że jest taka potrzeba. Oczywiście wszystko robimy za zgodą personelu szpitala.

– Widziałem zdjęcia, na których przekazujecie zabawki do szpitala. Skąd je bierzecie?

– Dostajemy od ludzi, ale też sami się o nie staramy. Teraz na przykład zbieramy kupony w sklepach sieci „Biedronka”. Za te kupony dostaje się maskotki, tzw. słodziaki. Mamy takie punkty w Wawerskim Centrum Kultury, w sklepie w Rembertowie i Wesołej, gdzie ludzie przynoszą nam nalepki. Utworzyła się duża grupa fajnych mieszkańców, którzy chcą coś zrobić dla innych. Tych kuponów zbieramy tak dużo, że wystarczy na kilkadziesiąt maskotek…

– Gdy przyjdzie Pani po odbiór tylu „słodziaków”, to nie ma obawy, że zostanie Pani potraktowana jako „hurtownik-spekulant”…?

– (śmiech) Na pewno będzie to zaskoczenie dla pracownika, ale nie sądzę, aby był problem z ich odebraniem. To już druga nasza taka akcja. Poprzednio zebraliśmy ponad 10 tys. naklejek i nie było problemów z odbieraniem dużych ilości. Ostatnio w sklepie słyszałam, jak ktoś mówił pani kasjerce, że sam nie zbiera, ale zbiera na akcje SOS. Bardzo to miłe, że akcja tak się rozeszła i że tyle jest osób, które chcą pomagać.

Gala plebiscytu Warszawianka Roku 2018 (fot. Ewelina Lach um.warszawa.pl)

– Czy dobro faktycznie powraca? Ci, którym pomagacie dołączają później do grupy?

– Tak, oczywiście. Często jest tak, że jak rodzice z CZD, którym pomagaliśmy, kolejny raz jadą do szpitala, to dzwonią i pytają: „Ania, jedziemy z dzieckiem do szpitala – czy możemy w czymś pomóc?”.

– Dobrze, ale jak technicznie wygląda przekazywanie na przykład łóżka dla rodzica w szpitalu? Bo nie wyobrażam sobie, że ma Pani w domu 20 polówek, które wozi Pani do szpitala i wypożycza…

– Do Centrum przekazaliśmy ok. 20 rozkładanych kanap, ponad 50 rozkładanych łóżek polowych, a u siebie mamy ok. 20, które zebrały szkoły lub przynieśli nam ludzie. I te łóżka rzeczywiście wypożyczamy rodzicom, którzy albo je nam potem zwracają, albo przekazują innym rodzicom i tylko informują komu przekazali. Ale nie tylko łóżka, przekazujemy rodzicom koce, poduszki, środki czystości, ubranie do przebrania. Robimy również zakupy, pranie, podwozimy rodzica na dworzec. Staramy się pomagać w miarę naszych możliwości.

– Zakres niesionej przez Was pomocy nie dotyczy wyłącznie dzieci – zajmujecie się także seniorami…

– Tak, zbieramy różne rzeczy dla seniorów. Choćby dla tych z ośrodka przy ul. Olchy w Radości. Skrzykujemy się na Facebooku, informujemy, że w tym czy innym ośrodku jest jakaś potrzeba albo nawet, że indywidualnie któryś z seniorów potrzebuje czegoś konkretnego, i zawsze udaje się pomóc.

– Na koniec wróćmy do tytułu „Warszawianki Roku 2018” – czy wygrana zaskoczyła Panią?

– Tak, bardzo. To naprawdę wielkie dla mnie wyróżnienie i olbrzymi kredyt zaufania. W finale było dziesięć nominowanych kobiet, prawdziwych osobowości. Niektóre bardzo znane, jak Maja Ostaszewska czy Krystyna Janda, więc satysfakcja z wygranej jest ogromna. I oczywiście mobilizująca do dalszej działalności…

Rozmawiał Adam Rosiński

Grupowicze z „SOS Mieszkańcy Wawra Rodzicom z CZD” podjęli się „ciężkiego” zadania…