Anioł na telefon z sercem na dłoni

Domowe hospicjum z Białołęki ma 135 pacjentów z całej Warszawy i okolic. Za co cenią je podopieczni? O to zapytaliśmy ich samych.

Razem z pielęgniarką Izą Kęsicką z domowego hospicjum odwiedziliśmy jej pacjentów. Szybko okazało się, że jej praca to prawdziwa misja, a pomoc dla chorych nie ogranicza się do tej medycznej. To także, a czasem przede wszystkim, ogromne wsparcie psychiczne.

Nawet nie trzeba naciskać dzwonka, bo już w drzwiach czeka Lucyna. Drobna, przesympatyczna pani od progu pyta, co zrobić do jedzenia, chce ugościć kawą albo chociaż herbatą. W pokoju, do którego prowadzi, czeka jej mąż Jaś. Jego twarz promienieje na widok Izy. Szarmancki cmok w dłoń, wymiana serdeczności, wrażenie jakby członkowie bliskiej rodziny stęsknieni za sobą w końcu mieli okazję spotkać się na kilka minut. Prawda jednak jest zupełnie inna. Wszyscy widzieli się dwa dni temu, nie są rodziną, a Iza nie przychodzi tu towarzysko – jest pielęgniarką z domowego hospicjum działającego w Centrum Medycznym Białołęka przy ul. Skarbka z Gór.

Wiadomość o chorobie spadła na Jaśka (tak z wielką sympatią nazywa go Iza) niespodziewanie. Czuł dziwny ucisk w klatce piersiowej, był nawet na SOR-ze, zrobili mu EKG, które wyszło w porządku. Dopiero kiedy zaczął pluć krwią, lekarze zaniepokoili się na tyle, by zrobić prześwietlenie klatki piersiowej. Po nim wszystko stało się jasne: nowotwór płuc i oskrzeli. Ze szpitala wrócił z wypisem, w domu zauważył, że ma skierowanie do hospicjum.

Przeraziłem się, jak to zobaczyłem. „O, już chcą mnie wsadzić w drewniany piórnik”– pomyślałem – opowiada, a jego żona dodaje, że w pierwszej chwili nie wiedzieli, co z tym zrobić. Przypomnieli sobie, że kiedyś lekarze z hospicjum przyjeżdżali do mamy sąsiadki. – Sąsiadka miała numer telefonu. Zadzwoniliśmy i szybko odbyła się pierwsza wizyta – mówi pani Lucyna.

Oboje zgodnie twierdzą, że zgłoszenie do hospicjum było najlepszą decyzją, którą podjęli w tej tragicznej, trudnej sytuacji, jaką jest ciężka choroba. Są dni, kiedy Jasiek czuje się dobrze, ale nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie załamanie, gdy nawet nie będzie mógł wstać z łóżka. Dlatego każdy, kto dostanie podobną diagnozę, powinien zadzwonić i umówić się na pierwszą wizytę. Po to, by w chwili gdy będzie naprawdę źle, mieć do kogo zadzwonić po pomoc…

Namawiamy wszystkich na jak najszybszą wizytę. Pierwsza jest zawsze długa, bo trzeba zebrać wywiad, ustalić leczenie i zgrać termin odpowiedni dla lekarza i pielęgniarki. To, że chory dzisiaj czuje się świetnie, nie znaczy, że jutro też tak będzie. A później, w razie nagłego pogorszenia nie jesteśmy w stanie nagle wszystkiego poprzestawiać, aby dojechać do osoby, którą mamy przyjąć pod opiekę – mówi Iza Kęsicka i dodaje, że po tej pierwszej wizycie, nawet jeśli nic się nie dzieje, pielęgniarka odwiedza pacjenta minimum dwa razy w tygodniu, a lekarz dwa razy w miesiącu. Jeśli jest źle, nawet codziennie. Wystarczy zadzwonić.

To jest dobry anioł. Nie wiem, jak byśmy funkcjonowali bez hospicjum – mówi Jasiek i zaznacza od razu, że trudno mu o tym rozmawiać, bo płacze z wdzięczności za każdym razem, kiedy tylko pomyśli o tym cudownym człowieku, jakim jest Iza. – To nie jest tylko pielęgniarka. To nasz psycholog, wielkie wsparcie na co dzień. Kiedy ona wchodzi, do domu wchodzi słońce – mówi mężczyzna, a jego żona podkreśla, że zapowiedziana wizyta Izy, to dla Jaśka mobilizacja do wstania z łóżka. Zawsze na nią czeka.

Lekarz i pielęgniarka przyjeżdżają, gdy jest konieczność. Pacjenci jednak starają się nie nadużywać pomocy, bo wiedzą jak ciężka jest praca w hospicjum. Dlatego czasem wystarcza telefon. Porada, co i jak zrobić – kilka słów potrafi zdziałać cuda.

Władysław jest pod opieką Izy cztery miesiące. Każde spotkanie to nie tylko pomoc medyczna, ale również chwile wielkiej radości.

Podopiecznymi hospicjum najczęściej są pacjenci z zaawansowaną chorobą nowotworową, przewlekłą chorobą obturacyjną płuc, zanikiem mięśni (SLA, SM), kardiomiopatią czy owrzodzeniem odleżynowym. Taką właśnie osobą jest Paweł. Kilka lat temu zasłabł siedząc przy komputerze w pracy. Jego serce stanęło. Karetka przyjechała po kilkunastu minutach. Serce zaczęło pracować, jednak mózg na skutek długotrwałego niedotlenienia uległ nieodwracalnym zmianom.

Paweł jest w domu, opiekują się nim rodzice. Robią co mogą, bo głęboko wierzą, że ich syn słyszy i wie, co dookoła niego się dzieje. Mama zauważa spokój na jego twarzy, kiedy wraca do domu po dłuższej nieobecności i głaszcze go po głowie. Ogromna miłość najbliższych jednak nie wystarczy, by zapewnić Pawłowi wszystko to, czego potrzebuje. Dlatego i tutaj pomoc hospicjum jest niezbędna.

Przywieźliśmy syna do domu nie mając kompletnie pojęcia, jak się nim zajmować. Ludzie z hospicjum nauczyli nas wszystkiego. Teraz przyjeżdżają i pomagają w podawaniu leków, zmianie opatrunków, leczeniu odleżyn. Cztery razy w tygodniu jest też rehabilitantka – mówi mama Pawła, a tata podkreśla, że w tym całym nieudolnym systemie lecznictwa jedyne osoby, którym zależy na chorych są właśnie tu – w domowym hospicjum.

Domowe hospicjum w CM Białołęka przy ul. Skarbka z Gór 142 istnieje trzy lata. Ma pod swoją opieką 135 pacjentów z całej Warszawy i okolic. Pracują w nim ludzie z powołania, o czym najlepiej świadczą opinie samych chorych i ich rodzin. Ok. 30 pracowników przez 365 dni w roku robi wszystko, by życie z ciężką chorobą było łatwiejsze. Lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci i psycholodzy – ekipa najlepszych, doświadczonych i wykształconych specjalistów wykonujących profesjonalne zabiegi: pobrania krwi, iniekcje, kroplówki, cewnikowanie pęcherza moczowego, opatrunki – to wszystko delikatnie i w domowym zaciszu. Lekarz bada chorego podczas każdej wizyty, ustala leczenie farmakologiczne i wystawia potrzebne recepty.

Pacjenci, którzy potrzebują specjalistycznego sprzętu, mogą go bezpłatnie wypożyczyć właśnie z hospicjum. Są łóżka elektryczne, materace przeciwodleżynowe, koncentratory tlenu czy m.in. pompy infuzyjne. I co ważne: wszystko w ramach NFZ i bez długich kolejek.

Wiemy, jakie znaczenie w przypadku tych chorób ma czas. Każdy dzień jest bardzo ważny, dlatego robimy wszystko, by pierwsza wizyta odbyła się najpóźniej 48 godzin od zgłoszenia – mówi Iza Kęsicka i dodaje, że aby dostać się do hospicjum potrzebne jest skierowanie. Wystawia je szpital lub lekarz rodzinny. – Niestety, zdarza się, że pacjenci są odsyłani z kwitkiem przez lekarzy, którzy chyba nie do końca rozumieją lub znają zasady hospicjum. Co wtedy? Po prostu trzeba do nas zadzwonić. Rozwiejemy wszelkie wątpliwości. I na pewno pomożemy. Od tego przecież jesteśmy!

Informacje i zapisy: 506 124 674