By spoczął w godnych warunkach…

Daniel miał 31 lat, wielkie serce, pasje, narzeczoną i plany na przyszłość. Miał… bo odszedł właśnie wtedy, kiedy powinien zacząć żyć pełnią życia. Pogrążona w bólu w rodzina codziennie odwiedza jego grób i prosi o pomoc. O pieniądze, dzięki którym na grobie ukochanego syna, wnuka, narzeczonego i przyjaciela uda się postawić pomnik…

To był niedzielny, sierpniowy poranek. Lato dobiegało końca i cieszyło ostatnim ciepłem. O świcie wielu z nas jeszcze spało, inni pracowali lub wybierali się do pracy. Tak było też w przypadku Daniela Dąbrowskiego.

Na drogach panował spokój, a on wsiadł na swój ukochany motocykl i – jak zwykle – ulicą Żołnierską ruszył na dyżur w stronę Marysina. Nie chciał się spóźniać, bo nigdy tego nie robił. Niestety, tym razem było inaczej. Nigdy tam nie dotarł…

Daniel miał 31 lat, pasjonował się runmageddonem i motoryzacją. Potrafił przejechać przez całą Polskę, aby pokonać swoje słabości. Ten zapaleniec ekstremalnych biegów był człowiekiem z ręką na sercu; widział ludzi, słuchał ich i nigdy nie odmawiał wsparcia – nieważne, czy potrzebował go przyjaciel, sąsiadka czy też ubogi nieznajomy. We wszystko wkładał całą swą siłę i starania; porażki go nie zrażały, a wręcz przeciwnie.

Od urodzenia mieszkał w Warszawie, gdzie przez dłuższy czas pracował jako grabarz na cmentarzu. Jak opowiada jego narzeczona, Monika, Daniel bardzo poważnie podchodził do swojego zajęcia, co zawsze podkreślał. Dbał o to, żeby godnie pochować tych, którzy odeszli i żeby dobrze zostali zapamiętani.

Z Moniką poznali się 10 lat temu na Pradze przez syna jej przyjaciółki. Los bywa przewrotny – wpadła mu w oko akurat w momencie, gdy usilnie starała się odzyskać wynagrodzenie z poprzedniego miejsca pracy. On wyciągnął pomocną dłoń i przyczynił się do małej sprawiedliwości, Monika odzyskała pieniądze. Wtedy zaczęła się ich wspólna, piękna historia. Miała być na zawsze. Na całe życie… Skończyła się nagle. Za szybko…

Nie ma takich ludzi jak Daniel. Miałam wielkie szczęście, że go wtedy poznałam, chociaż dzisiaj sama nie wiem, czy to dobre stwierdzenie, bo strasznie tęsknię. Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że kogoś może aż tak brakować… Że kogoś można aż tak kochać – mówi Monika i podkreśla, że 31-latek był bardzo pozytywnie nastawiony do życia i pomocny. Dla wszystkich, nie tylko dla najbliższych. Kochał życie i ludzi, dlatego zasługuje na to, żeby o nim pamiętać i na to, aby spocząć w pokoju w godnych warunkach.

Mieli wiele planów na przyszłość, oboje lubili myśleć i rozmawiać o wspólnych troskach, radościach i starości. Myśleli, że mają jeszcze dużo czasu, by dzielić się swoim szczęściem.

Tragiczny wypadek wydarzył się na ul. Żołnierskiej. Motocykl Daniela uderzył w samochód, który wyprzedzał inne auto. W ciężkim stanie przewieziono go do szpitala. Lekarze przez kilka godzin walczyli o jego życie. Niestety Daniel zmarł…

Pochowano go na cmentarzu Bródnowskim. Niestety ani on sam, ani jego najbliżsi nie mają dodatkowej polisy ubezpieczeniowej, która pozwoliłaby na postawienie na jego grobie pomnika. A koszt jest zbyt duży, by pomimo wielkich chęci rodziny, znajomych i przyjaciół można było to zrobić. Dlatego potrzebne jest wsparcie. Na zrzutce utworzono zbiórkę, gdzie można wpłacać pieniądze na ten cel. Liczy się każda złotówka…

 

Niedługo wszyscy wyjedziemy odwiedzać groby swoich bliskich. Wydamy mnóstwo pieniędzy na kwiaty, wiązanki i znicze. Może warto na chwilę przystanąć i pomyśleć też o tej rodzinie. Kupić jeden znicz tańszy, bez srebrnej obwódki czy pozytywki, a zaoszczędzoną złotówkę przekazać na: zrzutka.pl. Po to, by rodzina Daniela w końcu spokojnie odetchnęła, wiedziała, że spoczywa w godnych warunkach…