Codzienność

Na „Szembeku” było jakoś smętnie. Towaru pełno, wszystko świeże, ale ludzi mało. Kupcy od drugiej w nocy w hurtowni towar przebierają, żeby świeżyznę przywieźć, a tymczasem klientów jak na lekarstwo. Pan Kazimierz Główka, emeryt, zrobił drobne zakupy i jak zwykle poszedł w stronę straganu swojego kolegi, Eustachego Mordziaka, kupca bieliźnianego.

Po drugiej stronie głowy

– Człowiek uczy się całe życie, fakt. Ale w handlu, to raczej inne umiejętności, panie Kaziu, są potrzebne niż żeby wiedzieć, kiedy użyć „tę”, a kiedy „tą”. Niekoniecznie trzeba się naczytać, za to trzeba się napracować. Jak ktoś pracuje, to ma. Tu ludzie, panie, mercedesy mają, na wczasy zagraniczne jeżdżą rok w rok.

Wiosna czyni cuda

Widać jednak jak bardzo pan Eustachy był dumny ze swojego pomysłu, żeby bluzeczki, pidżamy czy koszule na długim, stojącym wieszaku eksponować. Wreszcie klientki nie przewracały mu damskich fatałaszków, a i on nie musiał bez końca składać ich i składać. A poza tym towar niezmiętoszony, tylko powiewający na wietrze, bardziej atrakcyjnie wygląda i sam jakby przechodzące klientki zaczepia. Faktycznie – co chwilę jakaś pani zatrzymywała się, brała bluzkę w rękę… A przykładała do siebie, a okręcała się, a pod światło, ze światłem, z boku – jednego, drugiego…

Słów ci u nas dostatek

Pan Kazimierz Główka, emeryt, jak zwykle po zrobieniu zakupów na bazarze na pl. Szembeka, zajrzał do swojego znajomego, tutejszego kupca bieliźnianego, Eustachego Mordziaka.
– Nikt pana dziś nie molestuje?

Temat narodowy

– Bez przesady. I powiem panu, że efekt będzie tylko taki, że najpopularniejsze dotąd imiona nadawane dziewczynkom: Zuzanna, Julia, Maja, Zofia, zostaną szturmem wyparte przez Martynkę. Niejedna mamusia zapragnie równie oszałamiającej kariery dla córci, przekona się pan.

Siła natury

– Normalnie – jeden Austriak, taki niby po rodzinie. Nagrał wszystkie negocjacje. I jak panowie poróżnili się co do zapłaty, to okazało się, że ten pana Prezesa rodzinny cudzoziemiec, ma wszystko udokumentowane. Teraz kłopot jest co najmniej tak wielki, jak te wieże…

Ni srebro ni złoto…

– Panie Kaziu, skąd wiadomo, czy nie musiał? Może działał pod przykryciem, może się kamuflował? Może miał poufną informację, że ta bokserka, to nie bokserka tylko przebrana funkcjonariuszka ruskiej ambasady. Albo niemieckiej? Co my wiemy, w gruncie rzeczy? Tajne służby, to tajne służby. Nie sądźmy pochopnie, po pozorach. A jak on udawał pijanego, bo miał taki rozkaz, a w rzeczywistości łeb ma jak wiadro?

Ballada chodnikowa

Na tej peryferyjnej ulicy Pragi człowiek nagle zdaje sobie sprawę, jak bardzo cienka jest granica między życiem normalnym a życiem w biedzie. Jak w gruncie rzeczy niewiele nas dzieli od ciepłego wnętrza szemrzącego samochodu do ogonka na chodniku smaganym zimnym wiatrem.

Bazar z żoną w tle

– Witam panie Kazimierzu… Okutany w ciepłą kurtkę, w wełnianej czapce nasuniętej na czoło, Eustachy Mordziak trwał przy swoim straganie z damską bielizną mimo mrozu. Kazimierz Główka był szczerze ucieszony, gdy go zobaczył, gdyż plac targowy na świeżym powietrzu był widocznie przerzedzony.

Obyśmy zdrowi byli

– Szanowny panie Kazimierzu… No, nie wiem, co powiedzieć na takie coś. Premier z trybuny mówi jedno, a życie toczy się swoim torem. Jeśli tramwaje dostają nowe cenniki i wszystkie inne służby, to kto za to na końcu będzie płacił? Niektóre samorządy muszą szykować na prąd nawet 70 proc. więcej niż do tej pory. Czytałem na przykład, że radni z Łodzi nawet do pana Morawieckiego w tej sprawie napisali, że im wychodzi 53 proc. więcej i jak nic droższe będą bilety tramwajowe i autobusowe, teatralne, kinowe, wejściówki do muzeów, na baseny itp., itd.

1 2 3 8