Z OSTATNIEJ CHWILI

Słów ci u nas dostatek

Pan Kazimierz Główka, emeryt, jak zwykle po zrobieniu zakupów na bazarze na pl. Szembeka, zajrzał do swojego znajomego, tutejszego kupca bieliźnianego, Eustachego Mordziaka.
– Nikt pana dziś nie molestuje?

Temat narodowy

– Bez przesady. I powiem panu, że efekt będzie tylko taki, że najpopularniejsze dotąd imiona nadawane dziewczynkom: Zuzanna, Julia, Maja, Zofia, zostaną szturmem wyparte przez Martynkę. Niejedna mamusia zapragnie równie oszałamiającej kariery dla córci, przekona się pan.

Siła natury

– Normalnie – jeden Austriak, taki niby po rodzinie. Nagrał wszystkie negocjacje. I jak panowie poróżnili się co do zapłaty, to okazało się, że ten pana Prezesa rodzinny cudzoziemiec, ma wszystko udokumentowane. Teraz kłopot jest co najmniej tak wielki, jak te wieże…

Ni srebro ni złoto…

– Panie Kaziu, skąd wiadomo, czy nie musiał? Może działał pod przykryciem, może się kamuflował? Może miał poufną informację, że ta bokserka, to nie bokserka tylko przebrana funkcjonariuszka ruskiej ambasady. Albo niemieckiej? Co my wiemy, w gruncie rzeczy? Tajne służby, to tajne służby. Nie sądźmy pochopnie, po pozorach. A jak on udawał pijanego, bo miał taki rozkaz, a w rzeczywistości łeb ma jak wiadro?

Ballada chodnikowa

Na tej peryferyjnej ulicy Pragi człowiek nagle zdaje sobie sprawę, jak bardzo cienka jest granica między życiem normalnym a życiem w biedzie. Jak w gruncie rzeczy niewiele nas dzieli od ciepłego wnętrza szemrzącego samochodu do ogonka na chodniku smaganym zimnym wiatrem.

Bazar z żoną w tle

– Witam panie Kazimierzu… Okutany w ciepłą kurtkę, w wełnianej czapce nasuniętej na czoło, Eustachy Mordziak trwał przy swoim straganie z damską bielizną mimo mrozu. Kazimierz Główka był szczerze ucieszony, gdy go zobaczył, gdyż plac targowy na świeżym powietrzu był widocznie przerzedzony.

Obyśmy zdrowi byli

– Szanowny panie Kazimierzu… No, nie wiem, co powiedzieć na takie coś. Premier z trybuny mówi jedno, a życie toczy się swoim torem. Jeśli tramwaje dostają nowe cenniki i wszystkie inne służby, to kto za to na końcu będzie płacił? Niektóre samorządy muszą szykować na prąd nawet 70 proc. więcej niż do tej pory. Czytałem na przykład, że radni z Łodzi nawet do pana Morawieckiego w tej sprawie napisali, że im wychodzi 53 proc. więcej i jak nic droższe będą bilety tramwajowe i autobusowe, teatralne, kinowe, wejściówki do muzeów, na baseny itp., itd.

Stanik

To pozwoli mu zachować jej obraz z młodości – kiedy była miła, powabna, piękna, zdrowa jak dojrzały owoc, kiedy nie pachniała Amolem, tylko amorem… Kiedy ją zobaczył i pokochał. Taką będzie ją nosił pod powiekami i kochał do końca swoich dni. Jej późniejsze gderanie nie będzie na to miało żadnego wpływu. W tej starej, wiecznie kwękającej pani będzie kochał jej młodość, swoją młodość i ich wspólne marzenia.

Rozmowy na lekkiej bańce

– No, właśnie. Jak w takiej instytucji takie numery odchodzą, to gdzie my żyjemy, szaraczki?! Tu, panie, jak paragonu nie wystawię, to zaraz z kibla, z kąta, zza śmietnika, nie wiedzieć skąd, kontroler wyskakuje i łup człowieka po kieszeni. A tam – w tej świątyni finansów państwowych, miliony latają po pokoju w te i wewte, jak jakieś ptaki kolorowe. Zasady kapcanieją w naszej ojczyźnie ukochanej, panie Kaziu, kapcanieją.

Gżegżółki w googlach

Bardzo mi przykro, ale coraz mniej. Angielski wciska się każdą szczeliną… Taki przykład: żali się jeden gość w Internecie na cierpienia, jakie mu zadaje praca w ważnym urzędzie. „Ewaluacja projektu” zamiast ocena projektu, „zwalidowanie lub nie produktu”, jakby nie można – zatwierdzenie lub niezatwierdzenie, „benchmarking” zamiast porównania, „research”, zamiast „badań”…

1 2 3 8