Z OSTATNIEJ CHWILI

Bazar z żoną w tle

– Witam panie Kazimierzu… Okutany w ciepłą kurtkę, w wełnianej czapce nasuniętej na czoło, Eustachy Mordziak trwał przy swoim straganie z damską bielizną mimo mrozu. Kazimierz Główka był szczerze ucieszony, gdy go zobaczył, gdyż plac targowy na świeżym powietrzu był widocznie przerzedzony.

Obyśmy zdrowi byli

– Szanowny panie Kazimierzu… No, nie wiem, co powiedzieć na takie coś. Premier z trybuny mówi jedno, a życie toczy się swoim torem. Jeśli tramwaje dostają nowe cenniki i wszystkie inne służby, to kto za to na końcu będzie płacił? Niektóre samorządy muszą szykować na prąd nawet 70 proc. więcej niż do tej pory. Czytałem na przykład, że radni z Łodzi nawet do pana Morawieckiego w tej sprawie napisali, że im wychodzi 53 proc. więcej i jak nic droższe będą bilety tramwajowe i autobusowe, teatralne, kinowe, wejściówki do muzeów, na baseny itp., itd.

Stanik

To pozwoli mu zachować jej obraz z młodości – kiedy była miła, powabna, piękna, zdrowa jak dojrzały owoc, kiedy nie pachniała Amolem, tylko amorem… Kiedy ją zobaczył i pokochał. Taką będzie ją nosił pod powiekami i kochał do końca swoich dni. Jej późniejsze gderanie nie będzie na to miało żadnego wpływu. W tej starej, wiecznie kwękającej pani będzie kochał jej młodość, swoją młodość i ich wspólne marzenia.

Rozmowy na lekkiej bańce

– No, właśnie. Jak w takiej instytucji takie numery odchodzą, to gdzie my żyjemy, szaraczki?! Tu, panie, jak paragonu nie wystawię, to zaraz z kibla, z kąta, zza śmietnika, nie wiedzieć skąd, kontroler wyskakuje i łup człowieka po kieszeni. A tam – w tej świątyni finansów państwowych, miliony latają po pokoju w te i wewte, jak jakieś ptaki kolorowe. Zasady kapcanieją w naszej ojczyźnie ukochanej, panie Kaziu, kapcanieją.

Gżegżółki w googlach

Bardzo mi przykro, ale coraz mniej. Angielski wciska się każdą szczeliną… Taki przykład: żali się jeden gość w Internecie na cierpienia, jakie mu zadaje praca w ważnym urzędzie. „Ewaluacja projektu” zamiast ocena projektu, „zwalidowanie lub nie produktu”, jakby nie można – zatwierdzenie lub niezatwierdzenie, „benchmarking” zamiast porównania, „research”, zamiast „badań”…

I po balu, panno Lalu

– No tak, ale z drugą turą jest jak nie przymierzając z drugą flaszką – to już nie to samo, co za pierwszym razem. Już nie raduje duszy świeżością, nie pobudza wyobraźni nowymi lądami, do których dziarsko zmierzamy… Pierwsza flaszka ma smak napitku bogów, a druga, to już nie tyle ambrozja, co kolizja rozumu z możliwościami organizmu. Na ogół za drugą idzie trzecia i na koniec kłopoty, z których ból głowy i ogólne wysuszenie, to najmniejsze zło, które nas może spotkać.

Czwarty okres w życiu kobiety

– Ale panie Kaziu, kampania wyborcza jest, to różne rzeczy ci kandydaci wygadują. Oni sami nieraz nie rozumieją, co mówią. Dziewiętnasta dzielnica, dwie nowe linie metra na gwizdnięcie, Warszawa otwarta jednocześnie dla samochodów i dla pieszych, rowerzystów i spacerowiczów, z ulicami wąskimi i jednocześnie szerokimi… Panie Kaziu, przecież tego nikt rozsądny na poważnie nie bierze. Oni sobie, a ludzie i tak zagłosują po swojemu – na kandydata, jakiego sobie już dawno upatrzyli.

Loteria emerycka

– Nie zawsze mam czas, to prawda. Zresztą powiem panu, że telewizja niczym mnie ostatnio nie zaskakuje, to i łaknienia nie mam. W tej państwowej pewne jest jak w banku, że po opozycji będą jechać, jak po burej suce.

Wielkie odkrycie rosyjskich uczonych

– Co ja chcę? Ja chcę, żeby mnie traktowano poważnie. Albo, żeby choć udawano, że się mnie traktuje poważnie. A tymczasem nic z tych rzeczy. Walą mnie na odlew – jak nie pajęczyną podziemnych połączeń metrem, to dziesiątkami nowych mostów, jak nie nowymi bazarami na każdej ulicy, to nową dzielnicą… Panie, co to jest!?… Co oni z choinki się urwali? Bujać to Szweda, a warszawiak się nie da!

Na deptaku w Ciechocinku

– Ho, ho, ho – dawno niewidziany gość! Witam panie Kazimierzu. Gdzie pan był, jak pana nie było?… – Eustachy Mordziak, kupiec z pl. Szembeka, szczerze ucieszył się na widok swego kolegi, Kazimierza Główki, emeryta, zaopatrującego się tradycyjnie na bazarze.

1 2 3 7