Z OSTATNIEJ CHWILI

Wielkie odkrycie rosyjskich uczonych

– Co ja chcę? Ja chcę, żeby mnie traktowano poważnie. Albo, żeby choć udawano, że się mnie traktuje poważnie. A tymczasem nic z tych rzeczy. Walą mnie na odlew – jak nie pajęczyną podziemnych połączeń metrem, to dziesiątkami nowych mostów, jak nie nowymi bazarami na każdej ulicy, to nową dzielnicą… Panie, co to jest!?… Co oni z choinki się urwali? Bujać to Szweda, a warszawiak się nie da!

Na deptaku w Ciechocinku

– Ho, ho, ho – dawno niewidziany gość! Witam panie Kazimierzu. Gdzie pan był, jak pana nie było?… – Eustachy Mordziak, kupiec z pl. Szembeka, szczerze ucieszył się na widok swego kolegi, Kazimierza Główki, emeryta, zaopatrującego się tradycyjnie na bazarze.

Krysia i polityka

Kazimierz Główka, emeryt zaopatrujący się na pl. Szembeka, przywitał się z panem Eustachym Mordziakiem, kupcem bieliźnianym na tutejszym bazarze. Pan Kazimierz ubrany był w płócienne spodnie, sandały na bose nogi i przewiewną koszulę. Pan Eustachy natomiast paradował w spodniach typu rybaczki, które od kolan odsłaniały jego niemiłosiernie krzywe nogi. Koszuli zaś w ogóle nie miał, co nawet niektórym paniom się podobało.

Nic śmiesznego

– Melodramat jak melodramat, najczęściej komedia raczej. Nie dalej jak wczoraj taką parę obserwowałem – on sześćdziecha ze wskazaniem na siedemdziesiątkę, ona też coś koło tego. Ona tyłkiem kręci jak młódka jaka, a on udaje, że siata z kartoflami wcale nie wrzyna mu się w dłoń, i że może z nią iść na koniec świata. Na jego szczęście szli tylko na kawę. Ona usiadła, ale jakby owsiki miała. Kręciła się na wszystkie strony – a to tak, a to siak.

Kacowisko

– Dziennikarze byli, są i będą tacy sami. Dobrze wiedzą, z której strony chleb masłem jest posmarowany…

Miłość i futbol

– Widział pan szwajcarską drużynę na mistrzostwach piłkarskich? Ilu tam rodowitych Szwajcarów było? Albo niemiecką – Sami Khedira, Mesut Ozil… Nawet w rosyjskiej „zbornej” gra niejaki Mario Fernandes – rodowity Brazylijczyk, a mimo to Rosjanin.

Wybór

Jak patrzę na te tłumy mądrali biorących się za łby, wrzeszczących na siebie w telewizorze, albo na tę panią, która wysztafirowana odwróciła się tyłkiem do niepełnosprawnych, nie chcąc ich zaszczycić choćby słowem, to nieodmiennie przychodzi mi na pamięć tamta handlarka sprzed lat. I myślę sobie wtedy, że prócz wyższego wykształcenia dobrze byłoby posiadać jakieś średnie wyobrażenie i co najmniej podstawowe wychowanie.

Trudne słowa

– Panie Eustachy drogi, na świecie są trzy słowa, które są bardzo trudne do wypowiedzenia: „dezoksyrybonukleinowy”, „sternokleidomastoidalny” i „przepraszam”. Jak pan co wieczór patrzy na tych państwa, którzy do oczu sobie w telewizorze skaczą, to myśli pan, że ktoś z nich byłby w stanie je wypowiedzieć?

Kule u nogi

– Pan to jednak idealista jesteś, panie Eustachy. Oczywiście, że Pan Prezes serce ma ze złota szczerego. I on, jako on, nieba by tym matkom i ich dzieciom przychylił.

Rura, czyli samo życie

– Witam, witam… ale o zdrowie nie pytam, bo z daleka widać, że kwitnące!
Tym razem Eustachy Mordziak przywitał kolegę Kazimierza Główkę mową cokolwiek wiązaną.

1 2 3 6