Przyjaźń w maseczce

– Nareszcie! – wykrzyknęli niemal jednocześnie panowie Eustachy Mordziak, kupiec bieliźniany na pl. Szembeka i pan Kazimierz Główka, emeryt zaopatrujący się na tym bazarze od lat. Radość spowodowana była faktem, że panowie po raz pierwszy od marca mogli zobaczyć się i pogadać. Wiadomo – koronawirus wszystkim wywrócił życie do góry nogami. Kontaktowali się więc tylko przez telefon.

Nie jest tak, jak się państwo zdaje

Pan Kazimierz Główka, emeryt, wbrew swojemu długoletniemu przyzwyczajeniu, od tygodni nieprzychodzący na bazar na pl. Szembeka, postanowił przynajmniej zadzwonić do swojego kolegi, Eustachego Mordziaka, kupca bieliźnianego na tym bazarze. – Dzień dobry!

Bańka na wodzie

– Żeby pan wiedział. Świat jest otwarty, można podróżować swobodnie, handlować, więc miliony ludzi i miliony ton towarów są w ciągłym ruchu. I nagle to staje w miejscu, jakby jakiś lodowaty wiatr zawiał i wszystko zamroził.

Jak żyć?…

Pan Kazimierz Główka, stały klient na bazarze Szembeka, który tak jak wszyscy zamknął się w swoim mieszkaniu i wychodził wyłącznie, kiedy absolutnie musiał, zrobił, co mu kazano. I rzeczywiście – na ekranie telefonu zobaczył znajomą twarz kupca bieliźnianego, Eustachego Mordziaka.

Wirus

– A tak to. W takich Włoszech na przykład sezon narciarski już szlag trafił, a do końca jeszcze fura czasu. Linie lotnicze – kolejni stratni. Samolot, jak nie lata, to nie zarabia. A nie latają już setkami. I u nas odwoływane są różne imprezy – też straty. Wszystko przygotowane, a tu klops!

Erudycja

… drogo się zrobiło. Jeszcze niedawno bez stówki nie było po co na bazar wchodzić, a teraz, to i stówka mało. Lepsze pomidory – po 26 złotych, a takie, co to skórkę z nich nożem do konserw trzeba zdejmować, po piętnaście.

Genius loci

– No, tak! Jak studenci nie będą mogli studiować na Oxfordzie, to znajdą miejsce w naszych uczelniach: w Siedlcach, w Koszalinie, w Nowym Sączu. U nas teraz, gdzie nie spojrzysz, to uniwersytet. I wykładowcy pracę będą mieli i młodzież dyplomy dostanie… Pielęgniarki wrócą, lekarze. Wszystkim się od razu poprawi. I co najważniejsze – ducha z dala od ojczyzny nie rozmienią na drobne.

Walec czasu

 – Witam panie Eustachy, jak zdrówko? Pan Kazimierz Główka, wyciągnął rękę na powitanie. Eustachy Mordziak, kupiec tutejszy, prawdziwa ozdoba bazaru na placu Szembeka – specjalność bielizna damska – oddał uścisk serdecznie, ale pan Kazimierz był zbyt doświadczony, żeby nie wyczuć lekkiego drżenia ręki. – Pite było? – Wie pan, jak to jest. Zaczęło się niewinnie. […]

Będzie lepiej!

– Dzień dobry panie Kaziu, zapraszam… Eustachy Mordziak przysunął swojemu koledze, Kazimierzowi Główce, jego ulubiony taborecik, na którym lubił przycupnąć i pogawędzić. – A, schodziłem się rzeczywiście… Co tam u pana, panie Eustachy. Eustachy szerokim gestem ogarnął swój stragan z damską bielizną i powiedział: – Jak zwykle, panie Kaziu. Majteczki, staniczki koszulki… Co pan sobie […]

Ławeczka

– A jak tam święta?
– Normalnie – groby odwiedziliśmy, znicze zapaliliśmy, powspominaliśmy… Fajne życie kiedyś było. Człowiek był młody – mama, tata przy boku… A teraz – tylko na cmentarzu można ich odwiedzać. O śmierci w ogóle się nie myślało, ale im więcej lat na karku, tym częściej jej powiew czuję wokół siebie.

1 2 3 10