Z OSTATNIEJ CHWILI

Gżegżółki w googlach

Bardzo mi przykro, ale coraz mniej. Angielski wciska się każdą szczeliną… Taki przykład: żali się jeden gość w Internecie na cierpienia, jakie mu zadaje praca w ważnym urzędzie. „Ewaluacja projektu” zamiast ocena projektu, „zwalidowanie lub nie produktu”, jakby nie można – zatwierdzenie lub niezatwierdzenie, „benchmarking” zamiast porównania, „research”, zamiast „badań”…

I po balu, panno Lalu

– No tak, ale z drugą turą jest jak nie przymierzając z drugą flaszką – to już nie to samo, co za pierwszym razem. Już nie raduje duszy świeżością, nie pobudza wyobraźni nowymi lądami, do których dziarsko zmierzamy… Pierwsza flaszka ma smak napitku bogów, a druga, to już nie tyle ambrozja, co kolizja rozumu z możliwościami organizmu. Na ogół za drugą idzie trzecia i na koniec kłopoty, z których ból głowy i ogólne wysuszenie, to najmniejsze zło, które nas może spotkać.

Czwarty okres w życiu kobiety

– Ale panie Kaziu, kampania wyborcza jest, to różne rzeczy ci kandydaci wygadują. Oni sami nieraz nie rozumieją, co mówią. Dziewiętnasta dzielnica, dwie nowe linie metra na gwizdnięcie, Warszawa otwarta jednocześnie dla samochodów i dla pieszych, rowerzystów i spacerowiczów, z ulicami wąskimi i jednocześnie szerokimi… Panie Kaziu, przecież tego nikt rozsądny na poważnie nie bierze. Oni sobie, a ludzie i tak zagłosują po swojemu – na kandydata, jakiego sobie już dawno upatrzyli.

Loteria emerycka

– Nie zawsze mam czas, to prawda. Zresztą powiem panu, że telewizja niczym mnie ostatnio nie zaskakuje, to i łaknienia nie mam. W tej państwowej pewne jest jak w banku, że po opozycji będą jechać, jak po burej suce.

Wielkie odkrycie rosyjskich uczonych

– Co ja chcę? Ja chcę, żeby mnie traktowano poważnie. Albo, żeby choć udawano, że się mnie traktuje poważnie. A tymczasem nic z tych rzeczy. Walą mnie na odlew – jak nie pajęczyną podziemnych połączeń metrem, to dziesiątkami nowych mostów, jak nie nowymi bazarami na każdej ulicy, to nową dzielnicą… Panie, co to jest!?… Co oni z choinki się urwali? Bujać to Szweda, a warszawiak się nie da!

Na deptaku w Ciechocinku

– Ho, ho, ho – dawno niewidziany gość! Witam panie Kazimierzu. Gdzie pan był, jak pana nie było?… – Eustachy Mordziak, kupiec z pl. Szembeka, szczerze ucieszył się na widok swego kolegi, Kazimierza Główki, emeryta, zaopatrującego się tradycyjnie na bazarze.

Krysia i polityka

Kazimierz Główka, emeryt zaopatrujący się na pl. Szembeka, przywitał się z panem Eustachym Mordziakiem, kupcem bieliźnianym na tutejszym bazarze. Pan Kazimierz ubrany był w płócienne spodnie, sandały na bose nogi i przewiewną koszulę. Pan Eustachy natomiast paradował w spodniach typu rybaczki, które od kolan odsłaniały jego niemiłosiernie krzywe nogi. Koszuli zaś w ogóle nie miał, co nawet niektórym paniom się podobało.

Nic śmiesznego

– Melodramat jak melodramat, najczęściej komedia raczej. Nie dalej jak wczoraj taką parę obserwowałem – on sześćdziecha ze wskazaniem na siedemdziesiątkę, ona też coś koło tego. Ona tyłkiem kręci jak młódka jaka, a on udaje, że siata z kartoflami wcale nie wrzyna mu się w dłoń, i że może z nią iść na koniec świata. Na jego szczęście szli tylko na kawę. Ona usiadła, ale jakby owsiki miała. Kręciła się na wszystkie strony – a to tak, a to siak.

Kacowisko

– Dziennikarze byli, są i będą tacy sami. Dobrze wiedzą, z której strony chleb masłem jest posmarowany…

Miłość i futbol

– Widział pan szwajcarską drużynę na mistrzostwach piłkarskich? Ilu tam rodowitych Szwajcarów było? Albo niemiecką – Sami Khedira, Mesut Ozil… Nawet w rosyjskiej „zbornej” gra niejaki Mario Fernandes – rodowity Brazylijczyk, a mimo to Rosjanin.

1 2 3 7