Grudzień od „A” do „Ż”

ADAM I EWA – solenizanci, którzy przeważnie nie mają czasu, aby obchodzić swoje imieniny.

CHOINKA PRAWDZIWA – odświętnie pachnie lasem; w wielu budzi wyrzut sumienia, że wycięto ją dla kilkunastodniowej uciechy w domu. Gdy jest źle traktowana, lubi gubić igły i przewracać się z pełnym „oprzyrządowaniem”. Musi być oświetlona, by Święty Mikołaj wiedział, gdzie zostawić prezenty.

CHOINKA SZTUCZNA – prezentuje się znakomicie, niczym amerykańska aktorka po liftingu, choć w choince jest chyba więcej plastiku. Choć jest ekologiczna, nie pachnie tak pięknie żywicą i lasem…

GWIAZDKA – pierwsza jest najważniejsza, wyznacza początek wieczerzy; zatem w naszym klimacie wieczerzać się powinno chyba niedługo po szesnastej?! To także symbol nadziei i optymistycznej wiary w przyszłość, oczywiście – lepszą!

GWIAZDOR – niektórzy panowie przebrani za Mikołaja, gdy ich ktoś tak nazwie, puchną z dumy, że to ukłon w kierunku ich talentów aktorskich. Nic z tego! Po prostu – poznaniacy tak nazywają Mikołaja…

INDYK – jest tym dla Amerykanów w ich Święto Dziękczynienia, czym dla nas karp w Wigilię, a w większości polskich piekarników czuje się jak Polak w maluchu: ciasno, duszno i wyjść się nie da…

JEMIOŁA – konieczna u sufitu, by móc bezkarnie się pod nią całować. Nawet pruderyjne matrony nie karciły świątecznych „jemiołowych” całusów.

KARP – jest dla Polaka na Wigilii tym, czym dla Amerykanina indyk na Święto Dziękczynienia. W przeciwieństwie do indyka potrafi stanąć ością w gardle, ale za to wymaga kilkunastokrotnie krótszego czasu przygotowania!

KLUSKI Z MAKIEM – wprawiają w osłupienie cudzoziemców, którzy widząc całe rodziny zajadające się tym przysmakiem gorszą się, że „w Polsce od święta daje się dzieciom narkotyki”, mając na myśli pochodzące z maku opium. Skoro tak, to znam sporą grupę „uzależnionych” od makowca…

KOLĘDNICY – rodzaj świątecznych akwizytorów, oferujących nam „wokal akustyczny”, czyli bez wspomagania elektronicznego (szalenie modny wśród artystów) w zamian za ofiarowanie im kwoty (nie śmiem powiedzieć: niewielkiej kwoty). Z zapałem śpiewają kolędy, choć spytani, nie zawsze pamiętają „Ojcze Nasz”…

KOMINIARZ – inny rodzaj świątecznego akwizytora, chętnie odwiedza nowoczesne, wysokie bloki nie dlatego, że ma tam mnóstwo zaprzyjaźnionych klientów, lecz by zgarnąć więcej grosików za „kalendarze na szczęście”. Niewątpliwie obrót, jaki na tym ma, jest niemałym szczęściem: czysty, szybki pieniądz zarobiony w suchych, ciepłych warunkach.

KRAKANIE – specjalność żon, zwłaszcza tych, które nie puszczają męża na śledzika z kolegami, „bo się znowu spijesz!”. Gdy potem mąż chwiejnym krokiem wraca do domu, już od progu mówi z wyrzutem rozeźlonej małżonce: „No i co?! Krakałaś, krakałaś i wy-kra-ka-łaś!!!”.

ŁAZANKI – jeśli z makiem, to kolejny dowód na gorące rozpasanie obyczajów polskich, skrywane pod płaszczykiem tradycji; szczegóły – patrz hasło „kluski z makiem”.

ŁAŃCUCHY – urocze są te, które lepią z pasków papieru małe rączki dzieci, wzruszające zaś te zwane łańcuchami dobrej woli, dzięki którym pożywienie i prezenty trafiają na wigilijne stoły nawet najuboższych domów.

MIKOŁAJ – dwoi się i troi, by na czas donieść wszystkie prezenty, nawet tym niezbyt grzecznym czy od dawna dorosłym dzieciom. Niejeden szef dałby wiele, żeby odkryć, jak to się robi: być naraz w tylu miejscach i jeszcze mieć w sobie tyle pogody ducha!

NAKRYCIE – w polskich domach, wyrosłych w tradycji zaborów, dramatycznych wywózek na Sybir i niespodziewanych powrotów, na wigilijnym stole zawsze stawiano jedno dodatkowe nakrycie „dla gościa z podróży”, „dla wędrowca” czy po to, by pamiętać o tych, którzy są bardzo daleko, choć sercem tak boleśnie blisko.

OPŁATEK – nieodzowny przy składaniu życzeń; sprzyja wybaczaniu starych urazów, zapominaniu krzywd, dawaniu sobie i bliskim nowej szansy na miłość i harmonię, na to, by zasiąść do wigilijnego stołu z czystym sercem.

PASTERKA – niepowtarzalna nocna msza, najpiękniejsza – w pogodną, mroźną noc w ośnieżonym góralskim kościółku pod niebem granatowym i wygwieżdżonym, gdy śnieg skrzypi pod nogami, a górale z siarczystą radością wyśpiewują Maleńkiemu!

PASTOWANIE – kiedyś nieodzowny element porządków przedświątecznych; dziś większości parkietów się nie pastuje, lecz wyciera na mokro, bo są lakierowane. Może ktoś sentymentalny wymyśli wigilijne świeczki o zapomnianym zapachu świeżej pasty do podłogi?

PREZENTY – bez nich ani rusz. Zwłaszcza w tym szczególnym okresie należy serdecznie pomyśleć o naszych bliskich. Pomysł, jak sprawić miłą niespodziankę, liczy się znacznie bardziej niż wyłożone wysokie kwoty.

SIANKO – powinno się znaleźć pod wigilijnym obrusem, ma wiele symbolicznych znaczeń i jedno praktyczne zastosowanie – pozwala powróżyć, jaki nas czeka rok: długi czy krótki, obfitujący w kwiat lub kłosek, a może suchy…

ŚLEDZIE – z rangi knajpianej zakąski do byle wódy awansują tego szczególnego dnia do roli nieodzownego elementu polskiej tradycji wigilijnej. Lubią się kusząco wylegiwać na półmisku w towarzystwie cebulki, pod pierzynką białej śmietany lub w pikantnym towarzystwie grzybów w occie.

WIGILIA – naprawdę piękny i ważny element polskiego roku, polskiej tradycji. Nieobchodzona w większości krajów, dla nas jest czymś wyjątkowym i bardzo, bardzo ważnym. Boże Narodzenie bez Wigilii?! Nie do pomyślenia!

ZUPA – wigilijnych, tradycyjnych zup tyle, ile krain geograficznych w obecnej i dawnej Polsce: rybna z lanymi kluseczkami, migdałowa, czerwony barszcz, czysta grzybowa… Skoro jest, należy jej spróbować, podobnie jak wszystkich pozostałych potraw z wigilijnego stołu.

ZWIERZĘTA – z tymi lepiej ostrożnie! W noc wigilijną mają dar mówienia ludzkim głosem, lecz czy to, co mają nam do powiedzenia jest na pewno tym, co chcielibyśmy usłyszeć? Może dlatego właśnie nie jada się ich podczas wigilijnej kolacji…

ŻYCZENIA – dużym i małym, smutnym i roześmianym, grubym i chudym, starym i młodym, słowem:

WSZYSTKIM serdecznie życzymy prawdziwie wesołych ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA – Redakcja „MIESZKAŃCA”!

Grafiki: Pixabay