Z OSTATNIEJ CHWILI

Gumki na dobry początek

– Witam panie Eustachy. Markotny, czy mi się zdaje? – Kazimierz Główka od razu zauważył cienie na twarzy swego kolegi, kupca bieliźnianego z bazaru na placu Szembeka, Eustachego Mordziaka.

– Coraz trudniej na kawałek chleba zarobić, panie Kaziu, coraz trudniej. Gdzie nie spluniesz, to na nową galerię trafisz.

– Myślisz pan o Universamie?

– Faktycznie – Universam też tam jest. Ale teraz całość nazywa się „Galeria Rondo Wiatraczna”. I to normalna galeria jest – jak Promenada, Auchan, Tesco i reszta.

– Wiem, bo byłem. Przestronnie, czysto. Pamiętam stary Universam. To jednak inna epoka jest. Czy lepsza? Tamta, to moja młodość, ta zaś, to sterylna produkcja taśmowa powierzchni handlowych, jak to mówią.

– Bo panie Kaziu te galerie są teraz jak samochody – wszystkie takie same.

– Za to otwarcie było niezwykłe.

– Był pan?

– Ja nie, ale znam kogoś, kto był.

– No i, no i?

– Zatkało go z wrażenia, powiem panu.

– Jak to?

– Jak by tu powiedzieć, żeby nikogo nie urazić?…Tradycja taka jest, żeby zaproszonym vipom na otwarcie jakiegoś gościńca przygotować – co by im się galeria i na przyszłość dobrze kojarzyła. Na piętrze nowej galerii jest olbrzymia siłownia. „Dżim” – mówiąc z angielska. No i przy okazji inauguracyjnej fety między gośćmi chodziły cud-panienki i wręczały im… prezerwatywy.

– Co?

– Co pan słyszał. Ogólnie, to mnie to nie gorszy, znaczy w porządku jest, żeby dbać o bezpieczny seks. Tylko po takiej reklamie swojej córki na te „zajęcia” raczej bym nie puścił. Ogólnie miało być fajnie, a wyszło jak zawsze. Znaczy moim zdaniem. Tylko, że ja nie wiem, co bym mówił, gdybym ciągle miał i pociąg, i lokomotywę pod parą, a nie same wagony.

– Ja młodszy jestem, ale chyba bym nie wziął. Ze wstydu.

– A był pan?

– Na otwarciu nie, ale w ogóle byłem. Nie wytrzymałem.

– No i jak wrażenia?

– Imponująco wygląda część gastronomiczna. Kawiarnie, restauracje, cuda na kiju.

– Znakiem tego, jak jest dużo, to musi być tanio – konkurencja wymusza.

– A moim zdaniem przeciwnie. Zwykły człowiek musi tam iść z tłumaczem, a tłumacz to ze stówę na godzinę bierze. Minimum.

– A po co tłumacz?

– Bo tam wszystko w obcych językach jest: donaty, muffiny, chai latte, strawberry extreme, mango delight, very wild berry, white chocolate mocha, sticky toffee cooler… A pan chcesz kawę z pączkiem… I bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze.

– No, ale za to hostessy były polskie. I te… Jak im tam?…

Szaser