Halina Rowicka

Halina Rowicka i Krzysztof Kalczyński

Jest jedną z niewielu artystek, które nie boją się i nie przejmują upływającym czasem. Niedawno świętowała swoje sześćdziesiąte czwarte urodziny.

Halina uważa, że przemijanie, poddawanie się biegowi lat, to naprawdę coś pięknego. Jest dojrzałą kobietą i ma w sobie harmonię, co oznacza, że to, co dzieje się z jej ciałem, jest w zgodzie z tym, co się dzieje w jej psychice – mówi o pani Halinie aktorka Teatru Narodowego.

Inni wychwalają ją również za to, że nigdy nie brała udziału w „wyścigu szczurów”. Nie zabiegała o duże role i popularność. Tym zachowaniem wzbudzała sympatię.

Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. W spektaklu dyplomowym „Bo takie mamy życie…” zagrała u boku samego Wiktora Zborowskiego, Marii Winiarskiej czy Mieczysława Hryniewicza. Jej debiut sceniczny był równie udany. Wystąpiła w tragedii Sofoklesa „Antygona” na scenie Teatru Narodowego. Doskonale sprawdziła się na scenie i związała się z Narodowym na dwanaście lat. Ale to nie jedyna scena, na której występowała. Grała również w Teatrze Nowym i Ochoty.

Na kinowy ekran trafiła jako podporucznik Emilia Horak w dramacie „W te dni przedwiosenne”. W latach 70. była także gwiazdą teatru telewizji dla najmłodszych. Grała w cyklu baśni „Bajki pana Perrault” m.in. jako Kopciuszek i Czerwony Kapturek. Skradła serca wielu dzieciaków. Ale na jej koncie nie zabrakło też ról w znanych i lubianych serialach takich jak „Zmiennicy”, „Modrzejewska”, czy „Życie na gorąco”.

Mimo tak wielu zawodowych sukcesów aktorstwo nigdy nie było w jej życiu najważniejsze. – Największą dumą jest dla mnie fakt, że udało mi się stworzyć ciepły, rodzinny i serdeczny dom – wyznała w jednym z wywiadów.

Nie byłoby to możliwe bez wspaniałego męża, Krzysztofa Kalczyńskiego. Poznała go na obozie studenckim w Olsztynku. Ona była studentką pierwszego roku warszawskiej szkoły teatralnej, on natomiast był intruktorem i obiektem westchnień wielu uczestniczek obozu. Nie w głowie były mu jednak żadne kobiety. Jego serce od razu zabiło mocniej właśnie do Haliny. I to do tego stopnia, że po powrocie do Warszawy, specjalnie dla niej zorganizował imprezę. Wszystko po to, aby porwać ją do szalonego tańca, a następnie oświadczyć się ukochanej. Pani Halina była zaskoczona tempem rozwijającej się relacji. Ale czuła, że to mężczyzna jej życia i z ogromną radością przyjęła oświadczyny. Ze ślubem zaczekali do ukończenia przez panią Halinę szkoły teatralnej. Dzisiaj, po tylu latach małżeństwa, nadal są w sobie tak szaleńczo zakochani. – Aniołem wprawdzie nie jestem – czasami ogarnia mnie furia – ale istotnie zbyt łatwo nie wpadam w złość i jestem raczej tolerancyjna dla ludzkich słabości – powiedziała aktorka.

Swoją oazę spokoju znaleźli na warszawskim Gocławiu. Wybudowali dom, który po dzień dzisiejszy znany jest w środowisku aktorskim z niebywałej gościnności. Zajęło im to dziesięć lat. Rodzice aktorki mieli tu działkę i właśnie to zainspirowało ich do budowy, chociaż z początku pomysł ten wydawał im się szaleństwem. Ale z perspektywy czasu, ani przez chwilę nie żałują tej decyzji. Żyją w centrum miasta, a czują się jak na wsi. Na Gocławiu jest więcej zieleni, mniej dymu i świeże powietrze. Mają też swój ogródek.

Uwielbiam pracować w ogrodzie. Gdyby nie to, że ciągle na coś nie starcza mi czasu, zajmowałabym się nim bez przerwy i z przyjemnością. W mieszkaniu wszystko jest martwe, nawet jeżeli są jakieś kwiatki to są one w doniczkach. Tu jak tylko puszczą śniegi, coś zaczyna kiełkować w ziemi. To jest fascynujące. To jest dopiero życie – wyznała pani Halina.

W drugiej części bliźniaka mieszka siostra aktorki. Panią Halinę najbardziej cieszą chwile spędzone w gronie najbliższych, a w szczególności trójką jej dorosłych już dzieci.

Najstarsza córka pani Haliny, to Anna Kalczyńska, znana dziennikarka stacji TVN. Syn Filip, zdawał do szkoły teatralnej, ale w rezultacie ukończył… wydział marketingu i zarządzania. I podobnie jak o rok starsza siostra został prezenterem telewizyjnym. Najmłodsza córka Marysia studiowała na uniwersytecie Capitole w Tuluzie we Francji.

Człowiek cały czas zastanawia się czy nie popełnił jakiś błędów. Ale żadnych większych pretensji do siebie nie mamy. Jesteśmy dumni z tego, że nasze dzieci uniknęły nałogów. Ochroniliśmy je przed tym. Oczywiście były różne życiowe potknięcia, ale zawsze się z nich podnosiliśmy. Uważnie przyglądaliśmy się ich poczynaniom, chociaż nie zawsze ich wybory były po naszej myśli. Mogliśmy sugerować im pewne rozwiązania, jednak to do nich należały ostateczne decyzje – zdradziła pani Halina.

Obydwoje z mężem doczekali się też wspaniałych wnuków. Rodzina od zawsze była dla nich najważniejsza. To dla nich priorytet i fundament. Obydwoje zawsze powtarzają, że jeżeli w rodzinie jest dobrze, to wszystko inne samo się układa. Zawsze się to sprawdzało i tak jest po dziś dzień. Trwała i szczęśliwa rodzina to ich wybór, a nie przypadek. I patrząc na życie pani Haliny, nie ma ani trochę przesady w stwierdzeniu, że jeżeli ktoś wychowywał się w kochającej, dającej wsparcie rodzinie, otrzymał bonus na całe życie. Nie dziwi więc uśmiech, który nie schodzi z twarzy aktorki. Pytana, skąd tyle w niej radości, odpowiada, że się z tym urodziła. I zaraz dodaje, że uśmiech to w życiu podstawa. Wie, że należy być uśmiechniętym, bo wtedy spotyka się takich, co też się uśmiechają…

(ad)