Z OSTATNIEJ CHWILI

Kierowcy na zakręcie…

O kierowcach miejskich autobusów mówi się w ostatnim czasie dużo w kontekście planowanego strajku. Wszyscy mówią o pieniądzach, ale nikt nie zastanawia się nad tym, jak faktycznie wygląda praca za kierownicą tego wielkiego pojazdu. Nie jest lekko. Świadczą o tym wypowiedzi dwóch warszawskich kierowców.

Marcin, 36 lat: Początki były ciężkie. Poznawanie trasy, pobudka o godzinie 3 w nocy, żeby dojechać do zajezdni. Na miejscu trzeba pobrać dokumenty i kartę drogową. Sprawdzić autobus, czy wszystko jest w porządku. Rano polega to na sprawdzeniu płynów eksploatacyjnych, sprawdzeniu drzwi, oświetlenia, czy nie ma uszkodzeń, ewentualnie uzupełnić płyny. Wszelkie nieprawidłowości trzeba zgłosić dyspozytorowi. Mamy na to 15 minut. Jeśli autobus jest sprawny, to ten czas spokojnie wystarcza. Przeważnie jednak kierowcy przychodzą wcześniej, żeby wszystko na spokojnie sprawdzić. Ja jeżdżę tylko zmiany „b”, więc mnie to wszystko omija. Na mojej głowie jest tankowanie pojazdu i po tankowaniu przejazd przez halę OC (obsługa codzienna).
Za kółkiem spędzam ok. 6-10 godzin, zależy, czy jest to linia całodzienna czy dodatek (wtyczka, która jeździ w godzinach szczytowych). Zmiana „a”, w zależności od linii, zaczyna ok. godziny 3, ale może zacząć też i o 6-7. Zmiana „b”, od godzin 11-12 też w zależności od linii, ale może zacząć się ok. 16.
Co jest najfajniejsze? Frajda z samego prowadzenia takiego autobusu. Można podziwiać zza szyby, jak zmienia się miasto.
Co denerwuje? Najgorzej jest z kierowcami osobówek: zajeżdżanie drogi, wciskanie się tuż przed autobus, parkowanie w zatokach autobusowych.

Karol, lat 30. Pracuję tylko na zmianie popołudniowej. Tak mi pasuje. Pracuję od 8 do 10 godzin dziennie. Są też dyżury na zajezdni. Jedni lubią siedzieć i się wymądrzać, co to nie oni, a inni nie. Ja zdecydowanie wolę jeździć – ciekawiej i szybciej leci czas. Dyżur jest po to, by w razie jakiejś awarii czy kolizji ruszyć innym autobusem koledze z pomocą. W zakres obowiązków kierowcy autobusu wchodzi prowadzenie pojazdu i obsługa pasażerów, tankowanie,  przejazd przez kanał obsługi codziennej, przez myjnię. Potem rozsądne (!) zaparkowanie pojazdu i zdanie dokumentów. Bilety na szczęście już nie wchodzą w grę.
Co najbardziej mnie denerwuje? Roszczeniowi pasażerowie, którzy mimo że człowiek stara się, jak może, to jeszcze mają pretensje. Różni są ludzie. Niektórzy potrafią kopać w kabinę kierowcy albo „strzelać” z ramki za kabiną. Są też inne kwiatki, które naprawdę wkurzają. Wchodzenie do autobusu wcześniej zaciągając się papierosem i wypuszczanie dymu już w środku. Głośne rozmowy przy kabinie przez telefon, pijackie wybryki w tylnej części pojazdu (szczególnie w godzinach późno wieczornych i weekendowych). Irytuje też  wciskanie guzika otwarcia przednich drzwi przez pasażera i przechodzenie do innych. 
Co jest najtrudniejsze? Chyba wyjazd z miejsca zaparkowania autobusu. Czasami są tak poustawiane, że dwa wozy trzeba odstawić, aby trzecim wyjechać. Ludzie nie szanują naszej ciężkiej pracy. Nie, nie fizycznej, bo wszystko lekko chodzi, ale ciężkiej psychicznie. 
Denerwują też rozkłady, które bywają wręcz nierealne do zrealizowania, choćby człowiek gnał na łeb na szyję, to nie da rady.

Obaj kierowcy z którymi rozmawialiśmy podkreślają, że są też ludźmi, o czym wielu pasażerów zdaje się zapominać. Ich przerwa śniadaniowa bywa zupełną fikcją. Napięty rozkład, opóźnienia i co za tym idzie, brak szans na zjedzenie śniadania czy obiadu, czy… załatwieniu potrzeby fizjologicznej. Na krańcach tras są ekspedycje z zapleczem sanitarnym albo toi toi-kami, jak nie ma – zostają drzewka. Gorzej z kobietami kierowcami. One mają dużo trudniej. Co w sytuacjach „awaryjnych”, bo chyba takowe zdarzają się każdemu? W wyjątkowych sytuacjach można zjechać z trasy, tylko trzeba o tym poinformować centralę i opisać to w karcie drogowej.

Nasi rozmówcy są niezmiennie zafascynowani swoją pracą. Niestety, obaj też zgodnie twierdzą, że kilka lat temu, jak zaczynali przygodę z autobusami, ludzie byli „jacyś milsi”, pasażerowie mniej drażliwi i bardziej przyjaźnie nastawieni do kierowców…