Jest jak jest

Nikt nie przewidział takiego świata, jaki mamy dziś. A gdyby nawet ktoś przewidział i na przykład nakręcił film „Epidemia”, wiernie oddający dzisiejsze realia, i tak nikt by mu nie uwierzył. Bo to się nie może zdarzyć w realnym życiu!

A jednak… Kto wie, jakie jeszcze nieprawdopodobne scenariusze pisze nam życie. Z drugiej strony, kto mógł się spodziewać takiego właśnie dziś, jakie mamy.

Opustoszałe miasta, luz na jezdniach, pozamykane zakłady pracy, kawiarnie, restauracje, zero wyjazdów za granicę i to, co najgorsze – niepewność jutra. Jesteśmy w stanie funkcjonować dzięki odwadze, determinacji i  ofiarności wielu ludzi. To pracownicy służby zdrowia – wcale nie tylko lekarze i pielęgniarki są na pierwszej linii ognia. To liczne laboratoria, transport miejski, piekarnie, elektrownie, wodociągi, policja, służby oczyszczania miasta i ogromna rzesza innych dzielnych ludzi, zasługujących na najwyższe wyrazy uznania. Naszego uznania. Uznania i szacunku każdego z nas.

Siedzicie w domach? Już nie wytrzymujecie? Ale dlaczego! Przez tyle miesięcy i lat słyszymy wokół, jak bardzo nam brak rodziny, jak cierpimy  na niedostatek spędzanego z nią czasu, jak to boli, gdy wracamy do domu o godzinie 18 czy 19, a to jest już pora na przygotowywanie dzieci do snu, a nie do zabawy z rodzicami.

Mam pytanie: na ile życie  zweryfikowało tamte narzekania? Bo teraz czyta się dla odmiany, jaka to straszna kara, spędzać czas z rodziną, być skoszarowanym w domowym więzieniu! Bo teraz szuka się w internecie sposobów, by z dzieckiem nie zwariować, albo przynajmniej wiedzieć, w co można się z nim bawić! Sprawdzone sposoby wysyłania dzieci przed komputer lub do konsoli z grami, po kilku dniach przestały działać… O tak, rodzicielstwo to ważna i piękna rola w życiu.

Nie tylko rodzicom jest ciężko. Cierpi wielu i to na różne sposoby, od rozdzielonych rodzin przez odciętych od kasyn  hazardzistów (ale oni  mają przynajmniej  internet) po tych, którzy nie mają w mieszkaniach nawet kuchni (taka moda), bo nie cierpią gotować i stołują się na mieście, a tu nie da się wyjść na zdrowy, japoński czy inny obiad. Piszę o tym bez ironii, ponieważ każdy wybiera sobie taki model życia, jaki mu się podoba i na jaki go stać. Przepraszam: nie „wybiera”, lecz „wybierał”.

Współczuję wszystkim, których dotyka ta zmiana, nie tyko chorym i ich bliskim.

Jest i jasna strona – mamy szansę odkryć, kto tak naprawdę jest nam w życiu niezbędny oraz bez ilu rzeczy i przyzwyczajeń potrafimy się jednak obyć…

Zdrowia życzę! I wytrwałości.

żu