Nasze noce i dnie

Taki to dziwny czas… U nas, w Europie, Ameryce i na innych kontynentach. Zamknięci jesteśmy w domach, często odcięci od bezpośredniego kontaktu ze słońcem i żywą przyrodą – chyba, że ktoś ma balkon czy taras we własnym domku. Niektórzy wyemigrowali na wieś, czasem wzniecając lekki popłoch wśród miejscowych, bo a nuż miastowi przywloką zarazę?

Początkowo nie było tak źle. Nareszcie można było się wysypiać (chyba, że ktoś miał zdalną pracę, czyli realizował swoje obowiązki zawodowe za pomocą internetu siedząc w domu, nie w biurze), sprzątać, gotować, do upadłego oglądać telewizję.

To właśnie telewizja – nawiasem mówiąc – natychmiast zauważyła, jak dalece nie umiemy być razem z naszymi dziećmi, i zaczęła podsuwać tysiące pomysłów na to, by ten wspólny czas był atrakcyjny dla najmłodszych, czyli – inaczej mówiąc – by przestały snuć się po domu i jęczeć, że się nudzą. Świetnie, ale ile dni z rzędu można z dziećmi malować obrazki, grać w planszówki czy lepić pierogi?

Zwłaszcza, że zaczęły się też pojawiać groźnie brzmiące rady „nie chodź w dresie, bo nie wiesz ile utyłaś! Noś dżinsy, one pokażą ci prawdę!”. No i wielu z nas pokazały: stało się raptem ciasno lub nawet bardzo ciasno, a waga potwierdziła, że ciałka jakby przybyło…

W międzyczasie pojawiły się internetowe, a wkrótce i telewizyjne, lekcje dla dzieci. Cóż, telewizja nie miała czasu na jakieś castingi, na ocenę merytoryczną prezentowanych nauczycieli, stąd poziom owych lekcji był skrajnie różny, co natychmiast i z ochotą obnażyli prześmiewczy internauci. Ale też przy okazji wszyscy mieliśmy okazję zobaczyć, jaki jest poziom naszego szkolnictwa i kto uczy w polskich szkołach.

Strach osacza nas z wielu stron i nie jest to lęk bezpodstawny. Radzimy sobie, jak umiemy, współczując tym, którzy mają jeszcze trudniej niż my.

Nie narzekajcie, proszę. To niczego nie zmieni na lepsze, nie poprawi, a tylko zasnuwa mrokiem wasze dusze… Wiem, że nie za bardzo jest się z czego cieszyć – póki co – mimo wiosny, ale pomyślcie: mamy wywożone śmieci, mamy prąd, wodę w kranie, zaopatrzenie w sklepie. Mamy siebie.

Niech każdy sam decyduje, co jest dla niego ważne i najważniejsze. Mimo wszystko, szanujmy nasze „dziś”.

Ech, idę robić pisanki.

Bezpiecznych, spokojnych Świąt Państwu życzę!