Krysia od Misia…

Rozmowa „Mieszkańca” z Krystyną Smolińską, dyrektor grochowskiego Przedszkola nr 51 „Misia Czarodzieja”, propagatorką i prekursorką obchodów Światowego Dnia Pluszowego Misia.

– Urodziła się Pani w Nowym Korczynie, w dawnym województwie kieleckim, a studiowała w Krakowie…Skąd się Pani wzięła w Warszawie?

– Mój mąż jest warszawiakiem. Poznaliśmy się na jakiejś konferencji naukowej. On był dziennikarzem czasopisma „Nowa Wieś”, a ja na tej konferencji reprezentowałam uczelnię. Od razu powiedział, że się ze mną ożeni i choć na początku sobie z tego żartowałam, to tak też się stało. Po ślubie zamieszkaliśmy na Pradze Południe. Mamy dwie wspaniałe, dorosłe córki i wciąż mieszkamy w tej dzielnicy.

– Wszyscy znamy Panią jako dyrektorkę przedszkola, więc wyjaśnijmy Czytelnikom, skąd się Pani wzięła na konferencji relacjonowanej przez „Nową Wieś” – pisma czytanego także w miastach, niemniej zajmującego się głównie tematyką wiejską…

– Oddelegowana tam zostałam przez moją uczelnię, czyli Akademię Rolniczą. Wykształcenie pedagogiczne zdobyłam później, ale najpierw zostałam magistrem inżynierem ogrodnictwa i prowadziłam zajęcia na Akademii Rolniczej.

– Pierwsza Pani praca po przeprowadzce do Warszawy nie była jednak związana ani z ogrodnictwem, ani z wychowaniem przedszkolnym, prawda?

– Tak, zatrudniłam się w Młodzieżowej Agencji Wydawniczej i przepracowałam tam dwa lata. Przyszedł czas przemian i likwidowano wydawnictwa, i trochę się przestraszyliśmy, że skoro oboje z mężem pracujemy w tej branży, to oboje możemy stracić pracę. Postanowiłam zmienić zawód. Już miałam wykształcenie pedagogiczne i, jak to się mówi, z marszu poszłam do ówczesnego Przedszkola nr 10 na Grochowie. Teraz jest to Przedszkole „Zielony Groszek”.

– Gdzie przyjęli Panią z otwartymi rękami…

– Tak, wtedy były olbrzymie braki kadrowe, a wiedziałam o tym, bo nasze córki chodziły do tego przedszkola. No i okazało się, że jako jedyna mam wyższe magisterskie wykształcenie, wtedy jeszcze tak było.

– To była dosyć duża zmiana wykonywanego zawodu…

– Oj, przeżywałam wszystko bardzo mocno – każdy płacz dziecka, każde marudzenie – i przenosiłam te obciążenia do domu i opowiadałam mężowi. W końcu powiedział: „Słuchaj, musisz coś z tym zrobić. Ja Ci daję dwa tygodnie. Jeśli nie będziesz potrafiła oddzielić pracy od domu, to Ty się do tego nie nadajesz”.

– No i się udało, bo w tym zawodzie jest Pani już 30 lat!

– Ja zakochałam się w tej pracy. Przy małych dzieciach, które ufają do granic możliwości, kochają do granic możliwości, gdy się widzi, że wszystko jest w rękach wychowawcy, że codziennie kształtujemy tych młodych ludzi, że można tym dzieciom dodać skrzydeł do wszystkiego… Jak nie pokochać takiej pracy?

– A jak trafiła Pani do obecnego przedszkola?

– W zasadzie, to mogę powiedzieć, że upatrzyła mnie sobie ówczesna dyrektor tej placówki Ewa Misiurkiewicz. Jak odchodziła, to zaproponowała mi kierowanie tym przedszkolem. I te dwadzieścia lat wspominam jako coś fantastycznego. Tym bardziej, że udało mi się stworzyć tu bardzo dobry zespół, który wie, że najważniejsze jest dziecko.

– To Pani wypromowała Święto Pluszowego Misia nie tylko w Warszawie, ale i w całej Polsce…

– To prawda. Mieliśmy już wtedy wybraną nazwę przedszkola, ale jeszcze nie nadaną. I zobaczyłam w internecie, że oficjalnie ustanowiono Światowy Dzień Pluszowego Misia. Pomyślałam, że jako przedszkole „Misia Czarodzieja” nie możemy nie obchodzić tego święta… I tak się to zaczęło, a potem do świętowania dołączały się kolejne przedszkola i szkoły. Rozrosło się to bardzo.

– Zyskała Pani nawet pseudonim „Krysia od Misia”…

– Tak na mnie mówili burmistrzowie czy wiceprezydent Włodzimierz Paszyński. Choć zawsze po wizycie u nas miał pewien problem, bo rozdawane na święcie nowiutkie misie bardzo pyliły i ten pył zostawał na garniturze, a on potem jeździł na inne spotkania.

Ale wie Pan co, ja dopiero teraz sobie uświadamiam, jak wiele wspaniałych kontaktów nawiązałam dzięki temu świętu i dyrektorowaniu ,,Misiem Czarodziejem”. Wszystkich oczywiście nie wymienię, ale choćby wspomnę o Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, Towarzystwie Rozwijania Aktywności Dzieci „Szansa”, tutejszym Centrum Promocji Kultury czy właśnie relacje z naszym „Mieszkańcem”… I cieszę się, że mimo, że to ostatni rok mojej pracy i przechodzę na emeryturę, to te wspaniałe relacje zostaną…

Rozmawiał Adam Rosiński