Kurator – człowiek w szponach paragrafów

Są w Warszawie dzielnice, w których średnio co 15 rodzina ma kontakt z kuratorem. Jak skutecznie pomagać ludziom? Jak najefektywniej wykorzystać czas kontaktu z osobami szukającymi wsparcia? Między innymi na ten temat rozmawiali kuratorzy zawodowi i społeczni na Pierwszym Kongresie Kuratorów zorganizowanym w poniedziałek przez trzy dzielnice: Targówek, Pragę-Północ i Białołękę.

Instytucja kuratora sądowego w Polsce ma już prawie sto lat. Została powołana w 1919 roku przez Marszałka Józefa Piłsudskiego po pierwszej wojnie światowej. I choć przez lata wielokrotnie zmieniały się przepisy o zawodzie kuratora jedno pozostało niezmienne: chęć pomocy ludziom.

Kuratorzy w Warszawie mają ręce pełne roboty. Każdy z nich prowadzi mniej więcej 80 spraw sądowych.

Kuratorzy w sądach karnych dbają o to, by ludzie, którzy popełnią drobne przestępstwa wrócili na drogę prawa, a nie trafili do zakładu karnego – mówi Anna Janus-Dębska, kurator w Sądzie Okręgowym m.st. Warszawy.

Kuratorzy pomagają rodzinom społecznie wykluczonym, mającym problemy wychowawcze, trudnej młodzieży i ludziom z problemami alkoholowymi. Często pomagają też rozbitym rodzinom nadzorując kontakty dzieci z rodzicami, którzy nie mieszkają z nimi na co dzień.

Kuratorom zawodowym pomagają kuratorzy społeczni. Często są to ludzie z wykształceniem pedagogicznym, psychologicznym, którzy społecznie chcą pomóc w pracy kuratorom zawodowym. Często to oni robią wywiady środowiskowe i odwiedzają podopiecznych w ich domach.

Ludzie pracujący w terenie, często nie mają możliwości spotkania się i porozmawiania z kuratorami zawodowymi o problemach, jakie spotykają ich w pracy – mówi Urszula Libiszowska, kurator z sądu Praga Północ. – Stąd pomysł na zorganizowanie takiego kongresu. Chodzi nam o to, by wreszcie o tym wszystkim porozmawiać.

Największym problemem kuratorów jest… biurokracja.

Jest masa rzeczy, które mogliby robić urzędnicy – mówi Dariusz Rumiński, kurator z sądu rejonowego Warszawa Praga Północ. – Dlatego walczymy o to, by zainwestowano w sekretariaty. Gdyby kurator nie musiał na przykład sam adresować kopert byłoby mu naprawdę lżej.

Takich czynności jest zresztą więcej, ale biurokracja to nie jedyny problem. Drugim są trudności lokalowe polskich sądów, do których czasem trzeba wezwać kogoś na rozmowę.

Nie w każdym sądzie są warunki, by rozmawiać z klientem – tłumaczy Dariusz Rumiński i dodaje, że gdyby sądy stworzyły specjalne pokoje do rozmów kuratorów, zwłaszcza rodzinnych, z klientami, pomoc kuratorska byłaby efektywniejsza. – Nie wszystko da się wypracować rozmowami prowadzonymi w domu u klienta.

Pierwszy kongres kuratorów zakończył się petycją do władz miasta o bezpłatne przejazdy środkami komunikacji miejskiej dla kuratorów. Miesięcznie, każdy z nich odbywa kilkadziesiąt wizyt u podopiecznych, których ma minimum dwudziestu. Oprócz tego musi też czasem pojechać w jakieś miejsce na zlecenie sądu na wywiad. Pamiętać również należy o tych osiemdziesięciu sprawach sądowych, które przypadają na jednego kuratora. Nie mają więc lekko, a przecież kurator to też człowiek. Tyle, że w szponach paragrafów.

MKP