Z OSTATNIEJ CHWILI
Sprawdź imprezy w Twojej okolicy.Zaginął kot, zgubiłeś psa, portal „Mieszkańca” bezpłatnie info o tym da!* www.facebook.com/gazetamieszkaniec * ilość informacji ograniczona; osoby zainteresowane prosimy o kontakt telefoniczny 22 810-64-12

Listopadowe dni

Szturm-na-Belweder-29_11_1830-r

Szturm na Belweder – 29 listopada 1830 r.

Kiedy w nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku skoszarowani w Łazienkach podchorążowie, pod wodzą Piotra Wysockiego porwali za broń, zapewne nie zdawali sobie sprawy, jak brzemienny w skutki będzie ten odważny czyn. Z Belwederu wypłoszyli rosyjskiego satrapę, głównodowodzącego wojsk polskich, wielkiego księcia Konstantego.

Jak głosi legenda, wielki książę uciekł z Pałacu Belwederskiego karetą w przebraniu kobiecym. W przygotowanej w pośpiechu ucieczce towarzyszyła mu żona, Polka – Joanna Grudzińska – nosząca tytuł Księżnej Łowickiej.

Książęcą parę eskortowało kilku oficerów z gwardii przybocznej, którzy pokonując wiejący wiatr i padający deszcz ze śniegiem, ledwo nadążyć mogli za podskakującym na wybojach pudłem karety, ciągnionym przez cztery rącze konie. Stangret, co chwila zacinał je batem, a te, rozchlapując liczne, podmarzające z powodu zimna kałuże, pędziły, co sił przed siebie.

Wewnątrz pojazdu, na wybitym skórą siedzeniu, skierowanym przodem do kierunku jazdy, siedzieli obok siebie oboje księstwo. Ona, wtulona w kąt, okryta szczelnie narzuconą na lekką suknię podbitą futrem peleryną, z nieustannie spadającym kapturem, blada i drżąca, spierzchłymi od trawiącej ją gorączki wargami powtarzała słowa modlitwy. Za to siedzący obok niej małżonek wprost szalał. Wielki jedynie tytułem, teraz wydawał się być karłem, w dodatku przebranym w niewieście szaty, z narzuconym na głowę kobiecym czepkiem. Wyglądał komicznie, a jego czerwona z wściekłości twarz wróżyła rychłą apopleksję. Zdając sobie sprawę z tej tragifarsy, usiłował skryć się pod podciąganą bez końca burką. Klął przy tym siarczyście i walił pięścią w ściany karety ponaglając do szybszej jazdy woźnicę.

Zatrzymani jedynie na czas podniesienia szlabanu przy rogatce Mokotowskiej, mknęli uciekinierzy przez należącą wówczas do Potockich wieś Mokotów. W z rzadka rozsianych domostwach tutejszych kmieci dawno już pogasły kaganki. Snuły się tylko dymy, z bliżej drogi stojących chałup, w ciemnościach pochmurnej nocy i szybko zapadającej mgle zgoła niewidoczne, drażniące tylko powonienie ludzi i koni.

Za dzisiejszą ul. Dolną, wzdłuż drogi Puławskiej (obecnie ul. Puławska) zaczynały się grunty następnej wsi – wsi Wierzbno, będącej własnością gen. Józefa Sowińskiego, tego samego, który w ostatniej fazie powstania listopadowego, tak bohatersko i mężnie bronił wolskiej reduty, gdzie też poległ.

Kiedy w oddali zamajaczyło migające w mroku i mgle światło, eskorta wyprzedziwszy książęcy ekwipaż, ruszyła do przodu, aby się przekonać, czy to przypadkiem nie pogoń za wielkim księciem. Po chwili zawróciła uspokoiwszy książęcą parę, iż jest bezpieczna, a światło pochodzi ze stojącej nieopodal drogi karczmy w Wierzbnie.

Chociaż Konstanty wolał kontynuować podróż, mimo niesprzyjających warunków, to jednak pogarszający się z minuty na minutę stan zdrowia żony zmuszał go do wydania rozkazu zatrzymania się, przynajmniej na godzinną rozgrzewkę. Księżna nie mogła jednak o własnych siłach wysiąść z karety. Towarzyszący wielkiemu księciu żołnierze musieli ją wynieść na rękach. Wówczas zadecydowano, że cesarzewicz, jak powszechnie nazywano Konstantego jako cesarskiego brata, spędzi noc w karczmie, a rano będzie kontynuował ucieczkę, chyba, że bieg wypadków pozwoli mu wrócić do Belwederu.

Rankiem okazało się, że wysoka gorączka u księżnej wykluczała wyjazd, tym bardziej, że oboje księstwo pozbawieni bagażu, na którego zapakowanie nie było poprzedniego wieczoru czasu, prawie nic ze sobą nie zabrali. Nie są więc przygotowani na zniesienie wzmagającego się zimna. Z Warszawy nie dochodziły też do nich żadne wieści. Popas w Wierzbnie się przez to przedłużał. Monotonnie upłynął 1 i 2 grudnia 1830 roku. Niespodziewanie 3 grudnia rano, kiedy książę Konstanty grzejąc się przy kominku spożywał w towarzystwie  żony śniadanie, nagle do izby wpadł wystraszony oficer ordynansowy z wiadomością, iż od strony Warszawy zbliża się do Wierzbna jakiś niezidentyfikowany oddział wojska.

            Przez moment zapanowała panika, myślano nawet o salwowaniu się ucieczką. Jednak już po chwili, kiedy owi żołnierze podjechali pod karczmę, okazało się, że są to emisariusze dowództwa trwającego w stolicy powstania. Trochę bano się aresztowania. Fakt pojawienia się tutaj delegacji powstańczej, zwanej zgodnie z duchem epoki deputacją, utwierdził uciekinierów w przekonaniu, że powstańcy znali miejsce ich pobytu.

Negocjacje trwały do zmroku. Powstańcy postawili twarde warunki, o żadnym kompromisie nie chcieli słyszeć. Wielki książę Konstanty został zmuszony do oficjalnego zrzeczenia się dowództwa nad armią polską oraz definitywnego opuszczenia terytorium Królestwa Polskiego, co też się stało.

Jak dowodzą współczesne źródła historyczne, opisana przeze mnie historia jest legendą. Prawda jest mniej romantyczna, bardziej zwyczajna. Faktem bezspornym jest jednak definitywny wyjazd nielubianego i aroganckiego księcia Konstantego, gnębiciela polskich żołnierzy i oficerów, ale zarazem wielkiego miłośnika wojska i polskiego munduru…

Dalszy rozwój wypadków znamy z lekcji historii, pamiętamy miejsca bitew, w tym zwycięskich – jest wśród nich słynna Olszynka Grochowska. Powstanie trwało blisko rok. Niestety 6 września 1831 roku silny szturm armii rosyjskiej gen. Paskiewicza na Wolę zmusił wojsko polskie do kapitulacji.

Dnia 8 września do Warszawy wkroczyła zwycięska armia rosyjska, która obsadziła wszystkie punkty strategiczne w mieście – 8 listopada 1831 roku Warszawa skapitulowała.

Wicher szumi, mocarz wielki nad całym przestworzem,

Zdaje mu się, że panuje nad ziemią i morzem.

Rozrzuciwszy wszystkie liści z ulic i ogrodów,

Szarpnął dębem, co stał w parku, ot tak bez powodu.

Poleciały zżółkłe liście, lecą w świat szeroki,

A za nimi mgieł tumany i ciemne obłoki…

Kopy liści zaściełają parki i ulice,

Oto jak w listopadzie wygląda Warszawa i jej dzielnice.

„Jesienny wicher”

Stylizacja T. Wł. Ś.

Tadeusz Władysław Świątek

 Portret Joanny GrudzińskiejJoanna_Grudzińska_1

Portret Wielkiego Księcia Konstantego, malarz nieokreślony XIX w.

Portret Wielkiego Księcia Konstantego malarz nieokreślony XIX w

Newsletter Mieszkańca

Bieżący numer

Bieżący numer w .pdf

Nr 21 (695) ROK XXVII
Następne wydanie 23.11.2017

Archiwum wydań od nr 1/2006

Najnowsze artykuły

REKLAMA

Najczęściej czytane