Marcin Prokop

Nie mieścił się w wózku, bo zawsze był taki długi. Miał pokój wielkości przedziału w pociągu PKP, a jedną z atrakcji było dla niego chodzenie do sąsiedniego bloku i jeżdżenie windą na 10 piętro. Marcin Prokop swoje dzieciństwo wspomina z wielkim sentymentem. Dziennikarz jest grochowianinem od urodzenia. A w chwili obecnej z wyboru.

Jak sam przyznaje całe jego życie koncentruje się wokół ulicy Szaserów. To właśnie tam chodził do przedszkola i do szkoły podstawowej. Mało tego, w dalszym ciągu mieszkają tam jego rodzice. On sam natomiast kawałek dalej. Tuż za Olszynką Grochowską.

Moim zdaniem Grochów jest niedoceniony, a to bardzo zielona dzielnica. Nie ma statusu sypialni wypoczynkowej warszawskiej, tylko mordowni, gdzie wyrzynają ludzi. A tymczasem liczba parków jest spora. Do rezerwatu Olszynka Grochowska jest bardzo blisko. Świetnie tam można spędzać czas. Po trzecie, mam wielki sentyment do tego miejsca, bo większość moich znajomych z dzieciństwa nadal tu mieszka. Także moja rodzina, moja babcia, moi rodzice. Dlatego uważam Grochów za mój dom rodzinny – zdradził dziennikarz.

Jak wyglądała ścieżka kariery pana Marcina? Swoją dziennikarską pasję odkrył po studiach na wydziale finansów, gdy stwierdził, że siedzenie za biurkiem w banku nie jest dla niego. Bardzo szybko został szefem promocji w wydawnictwie Machina Press. Po niespełna roku został redaktorem naczelnym „Machiny”. Pełnił tę funkcję, aż do czasu zdjęcia magazynu z rynku.

f12-marcin-prokopNie czekał jednak długo na kolejne, ciekawe propozycje zawodowe. Zaczął pisać dla „Przekroju”. Artykuły Marcina można było przeczytać także w „Gazecie Wyborczej” i we „Wprost”.

W telewizji natomiast pierwszy raz pojawił się u boku Beaty Sadowskiej, gdzie prowadził program „MTV Select”. Przez jakiś czas pracował w MTV Classic. W tak zwanym międzyczasie pisał do „Gali” i „Glamour”. Zarządzał również czasopismem „Film”.

W każdej pracy był lubiany, a jego talent i zapał doceniany. Teraz także nie może narzekać na nudę. Razem z Dorotą Wellman prowadzi codzienne wydania „Dzień Dobry TVN”, a w duecie z Szymonem Hołownią występuje w kolejnym sezonie programu „Mam Talent”. A oprócz pracy prezentera i dziennikarza, prowadzi rożnego rodzaju eventy.

Swoim doświadczeniem od jakiegoś czasu dzieli się z ludźmi w ramach nowego biznesu – agencji mówców Powerspeech.pl. Razem z nim motywują i doradzają innym m.in. Szymon Hołownia, gen. Roman Polko czy Krzysztof Hołowczyc. Pan Marcin jest też autorem kilku książek.

Jestem jak musująca, pomarańczowa pastylka, która wrzucona do szklanki o dowolnym kształcie, wypełnia ją swoją barwą. Takim trochę telewizyjnym Zeligiem. Potrafię się dopasować do każdej konwencji, jednocześnie nadając jej swój styl – powiedział o sobie w jednym z wywiadów. I patrząc na jego życiorys trudno byłoby się z tym nie zgodzić. A jeszcze trudniej byłoby uwierzyć w to, że pan Marcin jest domatorem i introwertykiem, który uwielbia „zamykać się w swoje swojej skorupie”. Ale tak w rzeczywistości jest.

Są sytuacje, w których chciałbym mieć święty spokój. W pracy muszę być fajny na zawołanie. Moją rolą jest bycie publicznym kumplem na akord. Osobą, którą tak naprawdę na co dzień nie zawsze mam ochotę być. Nie jest też tak, że wychodzę z telewizji i nagle znikam z życia publicznego. Często mam więc dużą potrzebę ucieczki do swojej skorupy – wyznał szczerze.

W tej skorupie dziennikarz na szczęście nie zamyka się sam. Zawsze czeka na niego ukochana żona Marysia. Przez wiele lat mieszkała w USA, a gdy przyjechała do Polski, poznała Marcina i zakochała się w nim bez pamięci. Był to wystarczający powód, dla którego została w naszym kraju.

Para długo czekała z zalegalizowaniem swojego związku. Pobrali się dopiero podczas wakacji w Portugalii w 2011 roku. Ceremonia zaślubin owiana była tajemnicą. Po ślubie ich miłość dalej kwitła. A owocem ich uczuć jest córka Zosia. Dziennikarz stara się jednak nie opowiadać o swojej rodzinie. Prywatności strzeże jak ognia, bo wie, że dla jego bliskich będzie to najlepsze rozwiązanie.

Pan Marcin uwielbia swoje życie i wykorzystuje wszystkie okazje i szanse, jakie zsyła mu los. Odkąd pamięta zawsze wchodził przez lekko uchylone drzwi. A gdy była taka potrzeba, to nawet je wyważał.

Do tej pory tak jest. Dziennikarz dąży do celu i łatwo się nie poddaje. Nie bez powodu zaszedł tak daleko i stał się jedną z najbardziej znanych i lubianych osobowości polskich mediów, wzorowym mężem i ojcem, a przede wszystkim… spełnionym facetem


Fot. Agencja WBF