Marzą o pracy i dachu nad głową

Są bezdomni. Nie wstydzą się tego słowa, choć trudno przechodzi im przez gardło. Kilka lat temu przyjechali do Warszawy. Tutaj znaleźli dach nad głową i upragnioną pracę. Nie spodziewali się, że przewrotny los zmusi ich do spania na ławce w parku, do życia pełnego strachu o każdy kolejny dzień.

Urszula ma 54 lata, Karol dwa więcej. Poznali się przed laty w jednym z gospodarstw na drugim krańcu Polski gdzie obydwoje pracowali. Praca się skończyła. Jak opowiadają, tańsi byli robotnicy ze wschodu i to ich wolał gospodarz. Przenieśli się do Grójca, jakiś czas tam mieli wikt, opierunek i zajęcie. Potem wylądowali w Warszawie i myśleli, że tak już będzie, że znaleźli swoje miejsce gdzie spokojnie będą wiedli ustabilizowane życie.

Wynajęli pokój w jednorodzinnym domu. Pracowali, płacili za wynajem, wszystko biegło spokojnym, normalnym trybem. Nagle zmarł mąż właścicielki posesji. Od tamtej pory zaczęły się problemy. Kobieta nie mogła pozbierać się psychicznie.

– Coraz więcej piła. Załamała się. Nie potępiam tego, każdy w takich trudnych życiowych sytuacjach reaguje inaczej. Dla nas niestety skończyło się to bardzo źle, bo akurat w chwili kiedy zostałem bez pracy, z dnia na dzień kazała nam się wyprowadzić – opowiada Karol. Pracowała jeszcze Urszula więc wynajęli maleńki pokoik w hoteliku u znajomej, ale to nie trwało długo, bo Ula nie zarabiała dużo, a do tego też została w końcu zwolniona. Nie było czym płacić za lokum. Nie było za co kupić jedzenia. Trzy miesiące temu z plecakiem i torbą wyszli w miasto…

Było ciepło. Z jednej strony dobrze, bo spanie pod gołym niebem pod jednym kocem, który mieli nie stanowiło większego problemu. Z drugiej jednak – potrzeba mycia była ogromna.

– Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy jak bardzo brakuje tak zwyczajnych rzeczy jak prysznic dopóki ma je na co dzień w domu – mówi Ula. – Kiedy siedzisz i patrzysz na te wszystkie czyste, zadbane kobiety i marzysz o tym, żeby po prostu się umyć… To strasznie trudne chwile. Radziliśmy sobie jak mogliśmy. Korzystaliśmy czasem z toalet dla niepełnosprawnych, tam była możliwość obmycia się choć trochę. Spaliśmy w różnych miejscach. Kilka nocy w parku Skaryszewskim, próbowaliśmy w Bródnowskim, jednak wybraliśmy w końcu park Praski. W porównaniu z innymi podobnymi terenami, tutaj jest spokojnie, chociaż zdarzały się noce kiedy czuwaliśmy, bo dookoła kręcili się jacyś pijani ludzie. Boimy się, bo skradziono nam wszystko, nawet dokumenty, a wyrobić nowych nie mamy przecież za co.

Ławka w parku służyła za łóżko w suche noce. W deszczowe, schronienie dawał daszek pod pobliskim sklepem. Takich jednak na szczęście w tym roku nie było zbyt wiele.

Para siedząca na ławce w parku Praskim wzbudziła zainteresowanie pani Agnieszki, która codziennie rano chodziła alejką na spacer z dzieckiem. Obserwowała, zastanawiała się czy podejść, ale nie miała odwagi. W końcu się na nią zdobyła i po tym jak usłyszała ich historię postanowiła im pomóc. Co rano przynosiła śniadanie, pozbierała od znajomych niepotrzebne ubrania, zaczęła dowiadywać się też o wszelkie możliwości wsparcia.

Dzięki pani Agnieszce na zrzutce trwa zbiórka pieniędzy, dzięki którym uda się wyrobić dokumenty dla Urszuli i Karola. Pomogą one też w zakupie najpotrzebniejszych rzeczy takich jak chociażby bielizna, której nie mają. Zbliża się zima, na wagę złota są buty czy kurtki. Tymczasowo udało się umieścić ich w jednym z ośrodków prowadzonych przez Caritas, ale chcą jak najszybciej stanąć na nogi. Aby to się stało przede wszystkim muszą znaleźć pracę. Karol ma duże doświadczenie w wykończeniówce, Ula może pracować chociażby na zmywaku. Jakie mają marzenia? W tej kwestii są zgodni: dach nad głową, pracę i zdrowie. Jak ono będzie to z całą resztą sobie poradzą.

Pomóc Uli i Karolowi można wpłacając nawet symboliczną złotówkę poprzez zrzutkę: https://zrzutka.pl/548pwc