Niepełnosprawny to nie zawsze człowiek na wózku czy o kulach…

To kolejna wiadomość jaką w ostatnim czasie otrzymaliśmy na naszym fb (@gazetamieszkaniec). Publikujemy ją na prośbę czytelniczki, by uzmysłowić wszystkim jak bardzo pozory potrafią mylić. Grafika, która w zasadzie mówi wszystko, również jest autorstwa mieszkanki prawego brzegu Wisły.

“Mam chorą 11-letnią córkę. Nigdy nie zasłaniam się jej autyzmem i innymi przypadłościami (podkreślam autyzm, bo akurat to zaburzenie jest powszechnie znane przynajmniej z nazwy), żyjemy na tyle normalnie, na ile się da. Na wizyty do lekarzy jeździmy albo samochodem, albo komunikacją, zależnie od sytuacji i stanu w jakim dziecko się znajduje.

Wczoraj było “dobrze”, więc wsiadłyśmy w autobus. Podróż komunikacją to swojego rodzaju element terapii, bo córka unika ludzi, ma wiele lęków – tak w wielkim skrócie. Środek dnia, więc w miarę luźno, siadłyśmy. Ona przy oknie, ja obok, tak czuje się najbezpieczniej. Na którymś z kolejnych przystanków wsiadło kolejne kilka osób, więc zaczęło robić się ciasno. Przy nas stanął mężczyzna, na oko ok. 75 lat. Patrzył wymownie i w końcu powiedział: co za chamstwo i brak wychowania! Pannica siedzi, a ja muszę stać! Wstydziłabyś się!. Nie zdążyłam zareagować. Córka zaniosła się szlochem, na szczęście akurat autobus się zatrzymał i wysiadłyśmy. Dalej pojechałyśmy taksówką, ale o tym jak wiele nas kosztowała cała sytuacja i jak długo trwało uspokojenie dziecka wiem tylko ja. Dla niektórych to głupia i błaha sytuacja, dla mnie jedna z tych, których nie mogę przeboleć. Nie wymagajmy od wszystkich podnoszenia się z siedzeń nagle, bo wchodzi do autobusu osoba 60+. Ta osoba może być zdrowsza niż nie jedno dziecko czy młody człowiek…

Po co to wszystko napisałam? By uzmysłowić chociaż paru osobom, że niepełnosprawny to nie zawsze człowiek na wózku czy o kulach… A chory może być każdy, niezależnie od wieku…”