Nowy świat przy ulicy Niwa

Tutaj był kiedyś PGR. Gospodarstwo miało 750 hektarów gruntów uprawnych, 250 krów dających 750 tys. litrów mleka rocznie, chlewnię, która dostarczała miastu 3 tysiące 100-kilogramowych tuczników, i kurnik produkujący 2 miliony jaj i 25 tysięcy kurczaków na warszawskie stoły – też rocznie. Wysiadając z autobusu, można było natknąć się na wolno chodzące krowy i kury.

Dziś po PGR nie ma śladu, zostało jeszcze trochę zielonego pola, po którym spacerują psy i ich właściciele. Na reszcie popegeerowskich gruntów powstają zaś nowe osiedla. Najświeższe to Nowy Targówek przy ul. Niwa. Docelowo będzie tu dziewięć nowoczesnych budynków, a w nich 535 mieszkań o powierzchni od 38 do 108 metrów kwadratowych.

Osiedle już żyje

Pierwsi mieszkańcy zasiedlili budynki, pracuje Żabka, gdzie można się dowiedzieć, co ludzie sądzą o inwestycji. Najwięcej emocji budzą tzw. odbiory. Pan Zygmunt, który mieszka niedaleko, ma pretensje do dewelopera, firmy Atal, że przerzuciła usuwanie usterek na nabywców. Bo odbierając mieszkanie, zastał pochlapane farbą gniazdka, grzejniki, szyby, źle zamontowane drzwi balkonowe, dziury w elewacji salonu, brudny próg wejściowy, piach w ościeżnicach okien, a śruby w nich można było dokręcać palcem.

Ale pan Zygmunt zbytnio nie narzeka. Osiedle generalnie ma swój klimat. Jest „ujutne”, jak mówi, niewysokie, będzie dobrze skomunikowane, jak tylko otworzą ul. Św. Wincentego. No i jeszcze kwestia cmentarza…

Będę miał blisko – śmieje się – kiedy już przyjdzie zbierać się z tego świata. Znajomy mówi, że nigdy by tu nie zamieszkał, bo mieć widok na cmentarz, to źle nastraja. A ja widzę tylko fragmenty cmentarnego muru, i to ledwo, bo przesłania mi go zieleń na ulicy.

To stary cmentarz – wtrąca się do naszej rozmowy pani Eugenia. – On już ma ponad 130 lat. Wysokie drzewa. Prawie jak w parku. Bo mnie groby nie przeszkadzają. Przychodzę tu do męża. Leży sobie, biedaczysko, z widokiem na PGR, prawie pod samym murem. Na zawał zmarł, na polu, w czasie żniw. Ze trzydzieści lat temu. I ja tu tak dyrdam od tamtej pory. Był taki pisarz, Budrewicz, on też nie żyje, tyle że leży na Powązkach. Opisał ten PGR. I brygadę mojego starego.

Faktycznie…

Następnego dnia sięgam po Bedeker Warszawski Olgierda Budrewicza i w tomie 3 „Praga” znajduję taki opis z 1964 r., zapowiadający jakby boom budowlany, który teraz tu następuje:

„Pola bródnowskie są wdzięcznym terenem nie tylko pod uprawę jęczmienia, żyta, pszenicy i owsa (około 400 hektarów), lecz i pod dzikie budownictwo. Nigdy nie ustaje wyścig między inwestującymi rolnikami a inspektorami budowlanymi. Ponieważ rzecz dzieje się w Warszawie, przeto nie brakuje genialnych pomysłów. Na przykład: najpierw stawia się dużą stodołę, potem kleci się wewnątrz mały domek mieszkalny, następnie rozbiera się stodołę. Mają też tutaj swoje wypróbowane metody obrony przed władzą: przychodzi inspektor i każe mieszkańcom opuszczać wzniesioną bez zezwolenia chałupę. Gospodyni w ciąży (prawie zawsze jest w ciąży) wskakuje na stół i krzyczy: – Tknij mnie, to skoczę! A jak skoczy – wiadomo – ktoś będzie odpowiedzialny za los dziecka i matki”.

Nieodparcie mi się to dzikie budownictwo z książki Budrewicza kojarzy z trochę księżycowym jeszcze krajobrazem Nowego Targówka. Widzę zwały nie uprzątniętej ziemi, nawet tu, gdzie już się toczy normalne życie. Ale biorę to na karb inwestycji, jaka właśnie trwa przy ul. Niwa. Prowadzi ją zresztą deweloper, bo taki był warunek, że powstanie nie tylko osiedle, ale i infrastruktura drogowa. Będzie więc eleganckie skrzyżowanie z ul. Św. Wincentego, mające sygnalizację świetlną, oddzielne pasy do skrętu w lewo i w prawo. Do tej pory to była prowizorka, bo i Niwa była drogą polną. Zresztą cóż to jest „niwa”? Ziemia uprawna, jak na pegeerowski folwark przystało.

Niwa, św. Tomasza czy Misia?

Z nazwami ulic na osiedlu Nowy Targówek była zresztą niezła chryja. Dzielnicowi radni wpadli na „genialny” pomysł, aby – wzorem ul. Św. Wincentego – również inne „uświęcić”. Miały być więc ulice św. Mateusza, św. Tomasza, św. Franciszka. Na szczęście – jak mówi pan Zygmunt – sprzeciwili się radni stołeczni, którzy uznali, że jeden święty przy głównej ulicy wystarczy. I podzielili racje zwolenników tradycji folwarcznej. Stąd Niwa (szmat ziemi uprawnej), Płosa (12 zagonów niwy) i Miedza (wąski pas niezaoranej ziemi rozdzielający dwie niwy).

Choć były też inne propozycje, które się nie ostały, a nawiązywały do produkcji filmowych, jakie miały miejsce na polach PGR Bródno. Tu przecież kręcił sceny do filmu „Miś” Stanisław Bareja, do „Ostatniej paróweczki hrabiego Barry Kenta” Bogdan Zagajny, a wiele lat później do filmu „Kler” Wojtek Smarzowski – ową mszę z białym ołtarzem na krakowskich Błoniach. Padły więc propozycje ulic Misia i Ostatniej Paróweczki, ale z „Klerem” był kłopot i ostatecznie pomysł upadł, nim się narodził.

Pani Eugenia wszystko to wie, bo w Żabce spotyka różnych ludzi, kiedy wstępuje do niej kupić dorsza po grecku; lubi go zjeść na tej resztce pegeerowskich pól, wracając do domu. Zwłaszcza kiedy świeci słońce, tak jak dziś (niedziela) i można przy okazji sobie wspomnieć, jak przychodzili tu z mężem po żniwach na biesiady z kolegami w stogach żyta. Ale to już inna historia…

Zdjęcia: SM Bródno (archiwalne) i autora