Otwarto kładkę nad Płowiecką

O tej inwestycji pisaliśmy w „Mieszkańcu” kilkakrotnie. Kładka nad Płowiecką (przy Trakcie Lubelskim) miała być oddana w marcu ubiegłego roku. Jedenaście miesięcy „poślizgu” to mniej więcej połowa całego okresu widocznych prac przy tej inwestycji…

Gdy już było wiadomo, że termin otwarcia kładki nie zostanie dotrzymany, to „poślizg” wyjaśnialiśmy u Agaty Choińskiej, jednej z rzeczniczek Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych. Miejscy urzędnicy mieli zastrzeżenia do urządzeń dźwigowych, które zamówił wykonawca. – Może słowo „spór” jest zbyt mocne, ale usiłujemy wyjaśnić z wykonawcą kwestię tych urządzeń dźwigowych – mówiła Agata Choińska i dodała, że na opóźnienie w budowie mogła wpłynąć też „kolizja energetyczna” – kable przechodziły w innym miejscu niż było to ujęte w projekcie.

Oficjalnie kładkę, która poza windami była w zasadzie gotowa od blisko roku, otwarto  w czwartek 7 lutego. Rzecznik ZMID, Małgorzata Gajewska, zapewniła nas, że windy działają. Pojechaliśmy przespacerować się nową kładką i sprawdzić, jak wygląda sytuacja z windami.

Zapewnienie rzecznik ZMID okazało się prawdziwe, ale w 50%… Winda po północnej stronie Płowieckiej działała, ale ta po południowej już nie. Na szybach dźwigowych nie było żadnej informacji o unieruchomieniu jednej z wind. To przykre i niedopuszczalne, gdyż może dochodzić do sytuacji, w których osoba na wózku lub rodzic z dzieckiem w wózku wjedzie działającą windą, przejdzie kładką na drugą stronę ulicy, a potem… No właśnie, co potem?

Problem się nawarstwi, gdyż ZMID zapowiada, że w tym tygodniu „w rejonie kładki wprowadzona będzie organizacja ruchu uwzględniająca likwidację sygnalizacji świetlnej i przejścia dla pieszych w poziomie terenu”. Czyli likwidację pieszego przejścia przez Płowiecką.

Przykre jest też to, że silne lobby rowerowe okazało się silniejsze niż przysłowiowe matki z dziećmi i niepełnosprawni. Na schodach kładki umieszczono prowadnice dla jednośladów, ale są one zupełnie nieprzydatne dla dwuśladowych wózków dziecięcych czy wózków inwalidzkich… Jak pokonać taką kładkę, gdy choć jedna z wind nie będzie działała?

A co o inwestycji sądzą spotkani przy niej mieszkańcy Wawra?

Na przystanku autobusowym pytamy o zdanie jednego z nich. – Mnie się podoba. Pierwszy raz dzisiaj się nią przeszedłem. Oby tylko windy działały, bo dla osób starszych chodzenie po schodach jest bardzo uciążliwe – mówi pan Paweł, który mieszka po wschodniej stronie kładki.

Po jej zachodniej stronie rozmawiamy z panią Barbarą. – Mieszkam tutaj ponad 40 lat i czy była kładka, czy jej nie było, to często dochodziło do kolizji i wypadków – mówi pani Barbara. – Przejście kładką jest bardziej bezpieczne, bo Płowiecką kierowcy jeżdżą jak szaleni. Lepiej zlikwidować piesze przejście przez ulicę.

Każdy medal ma dwie strony. Sygnalizacja świetlna przy kładce jednak zatrzymywała pędzących kierowców. Jej likwidacja spowoduje kolejne utrudnienia dla okolicznych mieszkańców. – Mieszkam w tzw. Trójkącie Bermudzkim, czyli pomiędzy Płowiecką, Marsa a torami kolejowymi i doskonale wiem, że jeśli nie będzie tych świateł, to wyjazd z bocznych uliczek w Płowiecką będzie koszmarem, bo na Płowieckiej nieprzerwanie będzie potok aut – podkreśla „Mieszkańcowi” wawerski radny Jerzy Debert.