Z OSTATNIEJ CHWILI

Psia krew i raki

Pamiętam, jakie wrażenie wywarło na mnie kilka lat temu stwierdzenie jednego z właścicieli podczas wizyty w gabinecie „to mój pies ma krew i można ją zbadać…?”.

Okazuje się, że ma i zbadać można dużo. Jest to badanie uniwersalne, przydatne w każdej dziedzinie medycyny i weterynarii. I podobnie jak ludzie, nasze zwierzęta domowe zapadają na choroby krwi, począwszy od dobrze znanej i „medialnej” babeszjozy (wywołanej przez pasożyta krwinek czerwonych, przenoszona przez kleszcze), ale też niedokrwistości i białaczki. Wiele z tych chorób za pomocą „szkiełka i oka”, czyli badania mikroskopowego, jesteśmy w stanie właściwie zdiagnozować i leczyć.

To właśnie w badaniu krwi możemy też często zauważyć pewne symptomy choroby nowotworowej. Nasze zwierzęta żyją naszym trybem życia, przebywają w tym samym środowisku, narażone są na te same czynniki potencjalnie toksyczne, a ponadto dzięki dobrej opiece żyją po prostu dłużej – to wszystko sprawia, że coraz częściej obserwujemy w lecznicach weterynaryjnych choroby nowotworowe u psów i kotów, czyli tzw. „raka”.

Wypada tu wyjaśnić, że pojęcie „raka” jest zarezerwowane dla wąskiej grupy nowotworów złośliwych (z tkanki nabłonkowej), zatem nie każdy nowotwór to rak, choć także w mediach pojęcia te bywają stosowane zamiennie. Z codziennego doświadczenia klinicznego wiem, jak trudno właścicielom przyjąć do wiadomości, że ich pupil jest chory na nowotwór. Ciągle się uczę, jak prawidłowo przekazać tę informację, tym bardziej, że po drugiej stronie często mam do czynienia z dużymi emocjami, nawet wypierającymi diagnozę.

Należy stwierdzić, że „rak to nie wyrok” i że dysponując nowoczesnymi metodami diagnostyki i terapii mamy coraz większe możliwości, żeby zwierzę wyleczyć lub zamienić „wyrok” w chorobę przewlekłą, z którą raz lepiej raz gorzej, ale zwierzę (wraz z jego właścicielem) nauczy się żyć. Kluczowym w takim ujęciu tematu jest ustalenie celu nadrzędnego, a tym celem jest jakość życia, a nie jego długość „za wszelką cenę”. Kilkukrotnie byłem zmuszony rozważyć zasadność jakiejkolwiek terapii ze względu na zaawansowanie choroby, ponieważ w części przypadków nie jesteśmy w stanie przy obecnym stanie wiedzy pomóc chorującemu zwierzęciu. Niemniej, wszyscy powinni być usatysfakcjonowani, jeśli uda się wprowadzić chorobę nowotworową w stan „utajenia”, czyli w remisję na wiele miesięcy czy nawet lat. Zwłaszcza że podobne efekty uzyskuje się w innych chorobach „nieonkologicznych”, takich jak niewydolność nerek, niewydolność serca, cukrzyca itp.

Oferta diagnostyczna, z której korzystamy przy rozpoznawaniu nowotworów jest szeroka: od biopsji (pobranie materiału z guza do badania cytologicznego) poprzez wspomniane badanie krwi i badania obrazowe (zdjęcie rentgenowskie, badanie USG), endoskopię na zaawansowanych badaniach typu tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny kończąc.

Czy można leczyć zwierzę z nowotworem? Tak i dysponujemy tu coraz większymi możliwościami. Podstawą jest postępowanie chirurgiczne, ale w przypadku niektórych chorób efekt uzyskujemy przez leczenie farmakologiczne obejmujące chemioterapię, leczenie hamujące rozwój guza, terapię przeciwbólową. Mamy też do dyspozycji leki nowoczesnej generacji do tzw. „terapii celowanej”, gdzie lek oddziałuje wybiórczo tylko na komórki nowotworu. Radioterapia zwierząt – powszechnie stosowana u ludzi – w Polsce raczkuje, ale dla wielu właścicieli nie stanowi problemu podróż do sąsiednich państw, gdzie stosuje się tę metodę.

Reasumując: podobnie jak w innych chorobach sukcesem do zdrowia jest wczesna profilaktyka, zatem jeśli zaobserwujemy guzka na skórze lub niepokojące objawy u swojego zwierzaka, które mogą sugerować nowotwór (postępujący brak apetytu, chudnięcie, apatia, wyraźne zmniejszenie dotychczasowej aktywności), nie czekajmy!, pójdźmy z pupilem do lekarza.

lek. wet. Sebastian Borowik, specjalista chorób psów i kotów