Z OSTATNIEJ CHWILI

Ni srebro ni złoto…

– Kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, był jeszcze luty mróz…

Kazimierz Główka, emeryt, klient bazaru na pl. Szembeka jak zwykle z uśmiechem przywitał się z kupcem miejscowym damsko-bieliźnianym, Eustachym Mordziakiem.

– A teraz jest już tylko luty. Znowu chlapa – Eustachy dokończył podsuniętą myśl.

– Ale za to w Ameryce – widział pan?

– Jak woda w powietrzu zamarza? Widziałem. Daj pan spokój –minus czterdzieści parę, to przecież żyć się nie da.

– Powiem panu, że znam kraje, gdzie takich mrozów nie ma, a żyć też się nie da.

– Znaczy?

– Co pan, panie Eustachy – wczoraj pan tu przyjechał? Nie słyszy pan, nie widzi, co się wokół dzieje?

– No, co się dzieje, panie Kaziu? Co się dzieje? Od kiedy człowiek wynalazł koło i pieniądze, zaczął kręcić interesy. To takie dziwne?

– A całował się pan kiedyś z bokserką?

– Nigdy nie poznałem żadnej bokserki i powiem panu, że nie wiem, czy się z tego powodu martwić, czy cieszyć. Bokserka, to zawsze bokserka. Całować się z taką strach, zwłaszcza, jak ma silny prawy sierpowy.

– O psie mówię.

– A, o psie. Z bokserką, to nie.

– A pan minister od tajnych służb – tak!

– Jak od tajnych służb, to ja się nie wypowiadam. To nigdy nie wiadomo…

– Co nie wiadomo? Podobno nawalony był, jak stodoła po żniwach! Na czworakach za nią łaził.

– Panie Kaziu, skąd wiadomo, czy nie musiał? Może działał pod przykryciem, może się kamuflował? Może miał poufną informację, że ta bokserka, to nie bokserka tylko przebrana funkcjonariuszka ruskiej ambasady. Albo niemieckiej? Co my wiemy, w gruncie rzeczy? Tajne służby, to tajne służby. Nie sądźmy pochopnie, po pozorach. A jak on udawał pijanego, bo miał taki rozkaz, a w rzeczywistości łeb ma jak wiadro?

– No wie pan, panie Eustachy, teraz to pan mi kisiel z mózgu zrobił. Może tak być, jak pan mówi. Może tak być… No, a pan Stefan – profesor od meszek? Stary chłop, a głupi.

– Dlaczego głupi? Może mądry właśnie? Miał czekać na śmierć? Ona i tak przyjdzie, a jak człowiek ma głowę, ręce i resztę zajęte czym innym, to nawet nie zauważy. Weselszy umrze.

– Ale, żeby w tym wieku?

– Profesor sam mówił, że za młodu jadł szczaw z nasypu kolejowego i mirabelki. Witaminy potrafią cuda czynić.

– Jednak to obciach jest. Podobno niejaki Sylwio Berlusconi telegram mu przysłał: – Ale ty mi Stefan zaimponowałeś teraz – napisał.

– Panie Kaziu, od kogo jak od kogo, ale pochwała w tych sprawach od Berlusconiego – jeśli to prawda jest – to akurat zaszczyt jest i wyróżnienie. W końcu on się zna.

– Tylko, że to już druga wpadka, pana posła.

– A pierwsza?

– No, jak to – hrabina Potocka. Nie pamięta pan damy, która do Sejmu przeniknęła i na trwale popsuła stosunki między politykami. Każdy chciał ją poznać, ale nie każdemu się udało, co ona potem w książce opisała.

– Teraz pamiętam. Profesor z tej znajomości wyszedł jednak z tarczą, nie to, co pan Kwaśniewski, dajmy na to…

– A o Srebrnej pan słyszał? Też pan to bagatelizuje, panie Eustachy?

– W sprawie Srebrnej, to powiem panu tak, panie Kaziu: Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. My, ludzie prości, powinniśmy zachowywać się z rozsądnie i wypowiadać z umiarem.

– Jak ci Żydzi z pociągu…

– Jacy Żydzi?

– Dwóch Żydów siedzi w przedziale pociągu.

Pierwszy:

– Ach…

Drugi:

– Och…

Pierwszy:

– Przestańmy już tyle gadać o polityce…

Szaser