Z OSTATNIEJ CHWILI

Krysia i polityka

– Witam, panie Eustachy. Takiego piekła na ziemi, to już dawno nie pamiętam.

Kazimierz Główka, emeryt zaopatrujący się na pl. Szembeka, przywitał się z panem Eustachym Mordziakiem, kupcem bieliźnianym na tutejszym bazarze. Pan Kazimierz ubrany był w płócienne spodnie, sandały na bose nogi i przewiewną koszulę. Pan Eustachy natomiast paradował w spodniach typu rybaczki, które od kolan odsłaniały jego niemiłosiernie krzywe nogi. Koszuli zaś w ogóle nie miał, co nawet niektórym paniom się podobało.

– Faktycznie – żar leje się z nieba.

– Ale widzę, że nie przeszkadza to panu, panie Eustachy, uczyć się języków obcych.

– A to – odparł Eustachy, odkładając na bok samouczek angielskiego. – Konieczność dziejowa poniekąd. Coraz częściej cudzoziemcy nam się tu trafiają i choć trochę człowiek powinien umieć gębę otworzyć.

– Nie, żebym pił do pana, ale taki dowcip mi przyszedł do głowy: Pytają kandydata do pracy w dyplomacji:

– Ile zna pan języków?

– Trzy.

– Jakie?

– Rosyjski, angielski, francuski.

– Proszę powiedzieć coś po angielsku.

– Gutten tag.

– Ale to jest po niemiecku.

– To znam cztery…

– To chyba, panie Kaziu, ktoś z dobrej zmiany?

– Tego nie wiem, ale jak oglądałem kandydatów na ławników w Sądzie Najwyższym, to kto wie – może i w dyplomacji są amatorzy nieustannego samokształcenia.

– No, fakt. Też widziałem. Cyrk: – Pani zna prawo, pytają taką jedną. – Nie, ale doczytam…

– Niech pan tak głośno nie mówi, bo ktoś usłyszy i powiedzą, żeś pan antyfeminista jakiś. To teraz straszny obciach jest.

– Ja panu powiem, ja jestem człowiek starej daty i wiem, że feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść szafę na ósme piętro.

– Albo koło naprawić w samochodzie:

– Popatrz, mówi koleżanka do koleżanki, obie pochylone na tylnym kołem samochodu, którym jechały – powietrze nam zeszło z opony.

– Z całej?

– Nie tylko na dole…

– No, tak… Niemniej uważać trzeba. Czasy są niepewne, panie Eustachy. Ludzie już się nauczyli, że kto pod kim dołki kopie, ten szybko awansuje. Skrupułów nie mają.

– Ja tam prosty facet jestem, polityka mnie nie interesuje, to co mi zrobią? Powiem panu więcej – w zasadzie mnie wszystko jedno, kto rządzi. Abym na michę miał, na jakiś urlop nieduży, no i na to, co pan już nie możesz, a ja jeszcze trochę uskuteczniam.

– Mówi pan o seksie?

– Boże broń, tak bym się z butami w pana życie nie ładował, pan mnie zna, panie Kaziu!… O wódeczce mówię. Nie, żeby tam nie wiem ile. Ale delikatnie, jak dla niemowlaka, przy sobocie – to i owszem. Więc, jak ja na to wszystko zarobię, to co mi tam polityka.

– No, jednak chodzi o nasze wspólne państwo przecież. Ono nie może być panu obojętne. Jest ważne, kto rządzi – czy mądry, czy głupi…

– Dla mnie może być i głupi, żeby tylko spełnił moje oczekiwania.

– Ale to pan musi ocenić i wybrać. Jako obywatel poprzez wybór posła, senatora czy radnego decyduje pan poniekąd o losie ojczyzny.

– Teoretycznie, to może i pan ma rację, panie Kaziu, ale ja praktyk jestem. Ja życie znam nie z gazet, nie z telewizji, tylko od podszewki. I powiem panu tak – z tą polityką jest tak jak z małżeństwami. Żenią się zawsze kiciusie z misiaczkami, a rozwodzą na ogół krowy z baranami. To nie dla mnie, ja się z Krysią rozwodzić nie zamiaruję.

Szaser