Ławeczka

– Trochę spokoju?…

Kazimierz Główka ni to stwierdził, ni to zapytał. Z panem Eustachym Mordziakiem, kupcem bieliźnianym na pl. Szembeka, rozumiał się bez zbędnych ceregieli.

– A jak tam święta?

– Normalnie – groby odwiedziliśmy, znicze zapaliliśmy, powspominaliśmy… Fajne życie kiedyś było. Człowiek był młody – mama, tata przy boku… A teraz – tylko na cmentarzu można ich odwiedzać. O śmierci w ogóle się nie myślało, ale im więcej lat na karku, tym częściej jej powiew czuję wokół siebie.

– To, co ja mam powiedzieć, panie Eustachy? Parę lat jestem jednak od pana starszy…

– No tak, ale co chwilę się coś złego słyszy. O, sprzedawczyni z rybnego. Mąż przez tory przechodził i pod pociąg wpadł. Rano przez myśl jej nie przeszło, że wieczorem już wdową będzie, z dwojgiem dzieci…

– Straszne. Zagapił się?

– Musiał się zagapić, przecież człowiek nie wchodzi pod pociąg ot tak. Może telefonem zajęty był. To jest zmora, powiem panu.

– Telefon komórkowy?

– No…

– Telefon, to może nie, ale że ludzie głowę dla niego tracą, to racja.

– Albo weź pan kierowców. Krysia wyczytała, że ponad 5 tysięcy policjantów zaangażowali do akcji „Znicz”. Wie pan – pilnowali, żeby wypadków jak najmniej było.

– Tylko, co z tego? Samych pijaków prowadzących samochody na bani złapali ponad 500.

– Ponad 500?! Panie Kaziu – to tylko w ciągu pierwszych dwóch dni!

– Może, może. Wie pan, jak to przeczytałem, to tak mnie zgniewało, że dałem sobie spokój. No bo co roku to samo. Myślę sobie – barany i tyle, nic do tych ludzi nie trafia.

– Bo żaden nie przyjmuje do wiadomości, że wypadek jemu może się przytrafić. Każdy myśli, że Caruso kierownicy jest. Ale jakby tak zadziałać psychologicznie?

– To znaczy?

– U nas na bazarze to w tym roku szału z akcesoriami cmentarnymi nie było. No, ale kto wytrzyma konkurencję z supermarketami? Jeden nowy produkt jednak się pojawił: ławeczki cmentarne. Gustowne, z trwałego plastiku, z łańcuchem do przytroczenia, z oparciem albo bez, ze skrzynką na znicze i różne takie…

– No i co?

– No, jakby do prawa jazdy dodawali każdemu taką ławeczkę w gratisie? – Macie tu obywatelu prawo jazdy… i ławeczkę od Wydziału Komunikacji. Jakby co, żeby krewni mogli pana odwiedzać… Zobaczyłbyś pan, jak by pomogło.

– Tylko kto za to zapłaci, pan wie, ile to by kosztowało?

– A pan wie, ile kosztuje leczenie ofiar wypadków, rehabilitacja, renty? Panie Kaziu – jako społeczeństwo wyszlibyśmy na swoje. Ja, kupiec, panu to mówię.

Szaser