Tosia – cudowna kobieta, wyjątkowa dyrygentka

Kobieta o wielkim sercu. Tryskająca energią, którą zaraża wszystkich. Pogodna, przyjaźnie nastawiona do ludzi i całego świata. Taka właśnie jest Tosia – dyrygentka chóru seniorów, którzy ćwiczą swoje wokalne umiejętności w Domu Kultury TuPraga, przy ul. Sawinkowej.

Osobowość Tosi Sadowskiej wskazuje na to, że ma 18 lat, ale kobiety o wiek nie wypada pytać. Urodziła się i wychowała na warszawskiej Pradze. Kiedyś mieszkała przy ul Brzeskiej, obecnie – przy ul. Wileńskiej. Przeżyła ciężkie czasy wojenne i choć było naprawdę źle, na swój sposób z rozrzewnieniem wspomina ten okres. Dlaczego? Bo ludzie byli jacyś inni. Wszyscy sobie pomagali, nie było zawiści, ale dobro i chęć wspólnego odbudowania świata.

Jak patrzę i porównuję tamte czasy do obecnych, to mam wrażenie, że nic nie jest w stanie pomóc dzisiaj ludzkości. Człowiek człowiekowi wilkiem… Musiałby nadejść jakiś kataklizm, III wojna światowa, aby wszyscy zrozumieli, że tak żyć nie można – tłumaczy Tosia Sadowska.

Na szczęście wojnę przeżyła. Wyrwała się też śmierci w 1980 roku.

Szłam do pracy. Doszło do wypadku – zderzyły się dwa samochody. Jeden z nich, trabant, wpadł prosto na mnie. Odrzuciło mnie na ścianę. Byłam strasznie poturbowana i długo dochodziłam do siebie – opowiada.

Nie miała lekkiego życia, ciągle było pod górkę (może właśnie przez trudne doświadczenia dzisiaj jest tak niezwykłą osobą?). Wciąż jej miejscem na ziemi jest Praga. Nigdy nawet przez myśl jej nie przeszło, by zmienić miejsce zamieszkania na inny kraniec miasta.

Za co kocham Pragę? Najlepiej pokazuje to moja piosenka: „Gdzie prawy Wisły brzeg tonie w zieleni drzew, to jest Praga – dzielnica jak mówią, zła. Kto nie wie niech się przekona, ile uroku ma”. Co mnie denerwuje w tej dzielnicy? Przede wszystkim sklepy w których przez dzień i noc można kupić alkohol. To jest straszne w dzisiejszych czasach – podkreśla Tosia.

Tosia ma wykształcenie muzyczne – jest wokalistką. Niestety, życie nie pozwoliło jej na rozwijanie swojej pasji i pracę w zawodzie. 26 lat temu postanowiła wrócić do swojej miłości – muzyki. Wtedy zaczęła prowadzić chór „Starówka”.

10 lat byłam dyrygentką chóru seniorów na Starym Mieście. Po kilku latach zaczęto mi rzucać kłody pod nogi. Wkurzyłam się (przepraszam za wyrażenie) i powiedziałam: „dość” – tłumaczy.

W końcu, w 2004 roku, trafiła do praskiego Domu Kultury. Za nią poszło kilka osób z poprzedniego chóru. Na początku było 9 wokalistów, teraz jest 20.

To bardzo energiczni emeryci i renciści. Przyjeżdżają na próby nie tylko z Warszawy – mówi dyrygentka, a jej chórzyści podkreślają, że dla wielu z nich życie nabrało nowego sensu dzięki wspaniałej pani dyrygent. Dla wielu z nich jest nie tylko dyrygentką, ale też prawdziwym wsparciem w trudnych chwilach.

Próba chóru rozpoczyna się od rozśpiewania całej ekipy, która nie ma przecież muzycznego wykształcenia ani przygotowania. Mają chęci, a to jest najważniejsze (po wizycie na próbie chóru naszym zdaniem to prawdziwi profesjonaliści, którzy angażują się w to co robią).

Praski chór nazywa się „Tonika”. Brzmi tajemniczo? Okazuje się, że nazwa nie jest przypadkowa.

Mam na imię Teodozja. Na początku mówiono do mnie Tonia i stąd taki pomysł. Tosia pojawiła się trochę później – śmieje się dyrygentka i opowiada, że jej chór jest wszechstronny. Zależnie od sytuacji śpiewane są pieśni klasyczne czy biesiadne, repertuar jest imponujący.

„Tonika” bierze udział w ogólnopolskich przeglądach amatorów seniorów. Zawsze prascy wokaliści są w czołówce. Występowali w różnych miastach Polski. Dali dwa koncerty w sanatorium w Ciechocinku. Dostali owacje na stojąco. Nagrali płytę w studiu nagrań w Domu Kultury Praga.

Próby połączyły seniorów. Spotykają się nie tylko na nich. Dwa razy w roku organizują imieniny (wszyscy, którzy je obchodzili w ciągu ostatnich 6 miesięcy). Zasiadają w ukochanej knajpce na Zaciszu i biesiadują, śpiewają. Jeżdżą też na wycieczki, zwiedzają, rozmawiają – tak zawiązały się wielkie przyjaźnie.

W tym roku „Tonika” obchodzi 15-lecie istnienia. Ten jubileusz jest zasługą Tosi, która zapewnia, że dopóki sił i zdrowia wystarczy, będzie działać dalej. Wszystkim chórzystom „Toniki” życzymy zdrowia i kolejnych sukcesów!