Z OSTATNIEJ CHWILI

Wstąp do armii, czyli… na front!

Wygranie 15 sierpnia Bitwy Warszawskiej było możliwe między innymi dzięki… ochotnikom. Skąd się wzięli? Jak ich werbowano? Sporo o tym pisała ówczesna prasa, publikująca nie tylko odezwy, ale i plakaty oraz wiersze.

Po rozpoczętej w maju 1920 r. ofensywie Armii Czerwonej, polskie wojsko znalazło się w katastrofalnej sytuacji. Sowieci poruszali się bardzo szybko w kierunku Warszawy, co doprowadziło do kryzysu politycznego. W jego wyniku 9 czerwca 1920 upadł rząd Leopolda Skulskiego, a nowy gabinet Władysława Grabskiego powstał dopiero 23 czerwca 1920. Na wniosek nowego premiera, Sejm 1 lipca 1920 powołał Radę Obrony Państwa, która już w dniu jej powołania podjęła na wniosek premiera decyzję o Utworzeniu Armii Ochotniczej, wydając 3 lipca 1920 odezwę do narodu pt. „Obywatele Rzeczypospolitej! Ojczyzna w potrzebie!” wzywającą wszystkich zdolnych do noszenia broni, by dobrowolnie zaciągali się w szeregi armii, stwierdzając, że za ojczyznę każdy w Polsce z własnej woli gotów złożyć krew i życie. W akcji mobilizującej społeczeństwo wzięły udział wszystkie, z wyjątkiem komunistów, ugrupowania polityczne.

8 lipca 1920 Minister Spraw Wojskowych, gen. por. Kazimierz Sosnkowski wydał rozkaz o utworzeniu z dniem 7 lipca 1920 Generalnego Inspektoratu Armii Ochotniczej i mianowaniu gen. broni Józefa Hallera Generalnym Inspektorem Armii Ochotniczej.

Odzew społeczny był niezwykle silny. Do 30 września 1920 w szeregi armii wstąpiło ponad sto tysięcy ochotników, w tym ponad 50 tys. do piechoty, prawie 10 tys. do kawalerii i ponad 12 tys. do artylerii oraz prawie 10 tys. do wojsk technicznych.

W kraju prowadzona była też zbiórka na Armię Ochotniczą. Na przykład na ten cel przeznaczono całkowity dochód ze sprzedaży specjalnego numeru Tygodnika Ilustrowanego, który ukazał się 31 lipca 1920. Jak grzyby po deszczu wyrastała też poezja patriotyczna, którą publikowano, ale nie w takiej ilości w jakiej napływała do gazet. W tymże specjalnym numerze Tygodnika Ilustrowanego znalazł się ilustrujący to zjawisko tekst: Do autorów wierszy p.n. »Do broni«, »Pod bronią« etc., etc. W dniu dzisiejszym (26 lipca) otrzymaliśmy dwieście pięćdziesiąty wiersz, wzywający naród do boju. Sądząc po pewnej pierwotności formy, autorami tych poematów są ludzie młodzi, a z adresów nadsyłanych nam równocześnie, wnioskujemy, że wszyscy ci płomienni entuzyaści pozostają dotychczas »W cywilu«. Oświadczając na tem miejscu, że żadnego z nadesłanych nam utworów drukować nie będziemy, radzimy autorom patryotycznej muzy, by zaciągnęli się do szeregu armii; ochotniczej. Dwustu pięćdziesięciu poetów to kompania w najpełniejszym składzie. Możnaby ją nawet nazwać szturmową kompanią patryotycznej liryki polskiej”.

W piśmie Ochotnik z 5 sierpnia grzmiano: „Pojedyńczo zginiemy wszyscy – zwartą gromada odeprzemy wroga, więc dalej do szeregu, pod broń”.

I straszono: „Nie pójdziesz na front – front przyjdzie na twój spokojny podwórzec!”. Informując jednocześnie: „Łomża, Lwów. Lublin stają zbrojnie w obronie ziemi polskiej. Ten próg miast granicznych zamienił się dziś w żywą, tętniącą miłością Ojczyzny, siłę narodu. Strażnicze grody nie wpuszczą wroga do serca Rzeczypospolitej. Zajaśnieją one całej Polsce ofiarnością krwi: porwą przykładem bohaterstwa. Powstanie za niemi cały naród. Polska cała stanie się pospolitem ruszeniem!”.

Dla zachęty publikowano listy ochotników, w których można było wyczytać:

Jakem wyjeżdżał, to naprawdę miałem trochę pietra. Ale że teraz już przeszło, więc mi się nie wstyd przyznać. Bolszewiki nie takie straszne jak nam się zdaje w Warszawie, cała rzecz w tem żeby im się nie dostać w ręce. A najłatwiej im się dostać, podobno, jak się ucieka. Wtedy maią taką odwagę, że pędzą, no i jak złapią, to i po człowieku. Ale my tam nie uciekali przed nimi, t. j. nasza kompanja. Aleśmy ich zaatakawali, no i cni czmyhali jak zające. To też mam ich już dwóch na sumieniu. Tfu! przepraszam, gdzieby zacz na sumieniu. Ukatrupionych bolszewików nie karbuje się na swoje katolickie sumienie, ale na psi ogon, żeby doznali zasłużonego honoru, a jak się komu uda sprzątnąć ich komisarza, to wtedy na świński ogon, albo wprost nawet na kawałku słoniny, żeby się chociaż po śmierci strefili. Śmiejemy się tu też z jednego kompana naszego, Wicka, któremu już słoniny na karbowanie nie staje. A świeżej jakoś nie wydają. To też czekamy na tę kiełbasę jaką nam obiecały wysłać te panie z Polskiego Krzyża, co nas odprowadzały na dworzec w Warszawie. Niech kochany Ochotnik im przypomni o naszej kompanji 201 pułku, co to ja, Franek i Stefek tak machaliśmy na odjezdnem czapkami, że Frankowi aż czapka wyleciała z wagonu, no i musiał jechać z gołym łbem, aż dopiero potem wyfasował drugą, choć się sierżant bardzo krzywił. Oj, przepraszam, już muszę kończyć, bo kapral kazał czyścić karabin. Powiada, że jak nie, to nie pozwoli strzelać do bolszewików. Kłaniam się pięknie i nie zapominajcie o nas, a powiedzcie wszystkim, że bolszewicy nie tacy straszni i zawsze tylko tam wybierają, gdzie się mniej strzela, więc jeżeli my gęściej do nich będziemy strzelać z frontu niż te chińczyki z tylu, to na chińczyków swoich zawrócą. W tem cała rzecz. Oj, bo mi kapral nie pozwoli… Jeszcze raz do widzenia. Z szacunkiem Stasiek Jagieł, ochotnik 201 pułku piechoty. P. S. A skąd piszę, to nie wolno o tem pisać, tak powiedział kapral – nasza najbliższa władza. S. J.

W gazetach informowano też, jak pomóc mogą ci, którzy do służby się nie nadają. I tak wspominany już Ochotnik pisał o ofiarności robotników kutnowskich z fabryki A. Yaedtke, którzy zgłosili się do tamtejszego garnizonu „ofiarując w imieniu ogółu trzy godziny pracy dziennie na rzecz armji w działach koszykarskim, kowalskim i giserskim”. Z kolei „Związek syndykatów i stow rolniczych p. f. »Kooperacja rolna« zorganizował pośród swoich członków zbiór ofiar na A. O., który przyniósł 785.000 marek”.

Informował też, że robotnice i robotnicy cywilni wojskowego urzędu gospodarczego w Zegrzu „złożyli kwotę 6.981 marek do dyspozycji jen. Józefa Hallera”. Ofiary składali też prywatni biznesmeni i tak na przykład pan „Bronisław Rydzewski, właściciel domu Handlowego w Warszawie złożył do dyspozycji naczelnika państwa na cele wojskowe czek na miljon marek”.

Ofiarowywano też pomoc innego rodzaju. Na przykład „Lubelskie Towarzystwo Przyjaciół Żołnierza pozakładało na stacjach herbaciarnie, w których dostarcza żołnierzom herbatę i jedzenie, w większości bezpłatnie, oraz zaopatruje ich w gazety. Lubelski oddział Towarzystwa Przyjaciół Żołnierza postanowił wyekwipować, umundurować i ubrać 100 żołnierzy”.

A mieszczanie i okoliczni włościanie gminy Piaseczno na wiecu w dniu 1 sierpnia „zorganizowanym przez sekcję propagandy przy Jeneralnym Inspektorjacie Armii Ochotniczej złożyli około 7.500 marek na potrzeby Armii Ochotniczej oraz opodatkowali się po 10 funtów żyta z morgi i 20 marek od osoby na tenże cel, podając dobrowolnie wyższą cyfrę od tej, która była proponowaną w rezolucjach wiecu”.

Powołaniu Armii Ochotniczej towarzyszyły plakaty. Umieszczone były na placach i ulicach Warszawy. Wołały jak głos sumienia, będąc dziełem młodych warszawskich malarzy z wydziału propagandy.

Niewielu pozostawało na te odezwy obojętnymi, bo nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg. Jakże więc mogliśmy przegrać? Przecież od zawsze wiadomo, że w jedności siła.

Oprac. Małgorzata Karolina Piekarska


Obchody 98. rocznicy „Cudu nad Wisłą”

12 sierpnia (niedziela) godz. 14.00 – Ossów (gmina Wołomin) – rekonstrukcja Bitwy Warszawskiej 1920 r.

15 sierpnia (środa) godz. 17.00 – Cmentarz Żołnierzy Polskich 1920 r. w Radzyminie – główne uroczystości patriotyczne z udziałem przedstawicieli władz centralnych, samorządowych i kościelnych (pod Patronatem Narodowym Prezydenta Andrzeja Dudy w Stulecie Odzyskania Niepodległości).

Tego dnia w Radzyminie odbędzie się m.in. pokaz sztucznych ogni, zlot motocyklowy, koncert zespołu ENEJ, zawody gołębiarskie, półmaraton i wiele innych ciekawych wydarzeń.