Występne noce i radosne dnie Lasku Bródnowskiego

Lasek Bródnowski to wielkie uroczysko Targówka. Ma ponad 134 hektary i dobrą i złą legendę. W tym roku z budżetu obywatelskiego dzielnicy prawie 20 proc. z 4 milionów złotych trafi właśnie tutaj na dwie inwestycje.

Targówczanie kochają Lasek, bo mają tu bogactwo przyrody, znakomite trasy spacerowe, place zabaw, a nawet… ponad 1000-letnie grodzisko, którego pozostałości można podziwiać w trakcie wycieczki. We dnie Lasek tętni życiem wszystkich pokoleń, a w nocy lepiej tu nie przychodzić, bo leśne ostępy sprzyjają występkowi.

Spacer po Lasku…

…to lekcja przyrody, która odbywa się jakby przy okazji. Idziesz i widzisz: sosny, brzozy, klony, lipy, topole, modrzewie, a nawet niezwykle dekoracyjne dęby czerwone. Na uroczysku natomiast rośnie dziki bez, czeremcha, jarzębina, głóg, skupiska malin i jeżyn. Leśne runo zaś to nie tylko mchy i trawy, ale też niecierpek, paproć, pokrzywa i nawłoć. Uważny cichy obserwator, jeśli tylko ma trochę cierpliwości i dobry wzrok, dostrzec może sarnę, dzika, kunę albo lisa. A na pewno wiewiórkę, sójkę lub dzięcioła. Aż się wierzyć nie chce, że to nie mazurskie ostępy, a najprawdziwszy las miejski, ciągnący się wzdłuż ulicy Kondratowicza między Zaciszem, Bródnem a Markami.

Lasek nie jest jednak zupełnie dziki. Ma bogatą infrastrukturę „wypoczynkową”: ławki, stoliki, utwardzone ścieżki, przy nich śmietniczki. A przez ten bogaty drzewostan i niezwykłe runo leśne prowadzi ścieżka dydaktyczna „Nauka poszła w las” z planszami o tematyce przyrodniczej, historycznej, archeologicznej i geograficznej.

I właśnie dla wzbogacenia waloru edukacyjnego tego miejskiego uroczyska mieszkańcy dzielnicy zdecydowali o przeznaczeniu pół miliona złotych z budżetu obywatelskiego na mostek edukacyjny, który już wprawdzie istnieje, ale jest wąski, co uniemożliwia mijanie się na nim większej liczby osób z wózkami czy rowerami. Ma więc być szerszy i bardziej estetyczny. Chodzi też o to, żeby móc się na nim zatrzymać i podziwiać przyrodę bagien, nad którymi prowadzi, oraz wdychać tutejsze powietrze, znakomicie działające na płuca i oskrzela.

Dzieciaki mają poza tym plac zabaw, który zostanie odnowiony i rozbudowany za ćwierć miliona złotych (to ta druga inwestycja wskazana przez obywateli), wzbogacając się o nowe huśtawki, dużą piaskownicę, wysoką zjeżdżalnię, a także 4 stoły i 8 ławek pod dachem. Dzieci będą więc mogły się bawić, a rodzice… biesiadować przy grillu.

Historia i miłość

Pani Genowefa B…ska (proszę wybaczyć, chcę zachować anonimowość!) przychodzi tu, gdzie był kiedyś piastowski gród, niemal codziennie, nawet jeśli deszcz pada. Przysiądzie sobie na pieńku albo na ławeczce nieopodal i wspomina. Tutaj poznała swego męża, pięćdziesiąt lat temu. Przyszła z klasą, której była wychowawczynią. Chciała pokazać dzieciakom pracę archeologów badających teren grodziska. Przyszły mąż był jednym z nich. Zaoferował się jako przewodnik, bo wiedział więcej niż ona. Uczniowie słuchali, a ona wpatrywała się w niego i już wiedziała…

On opowiadał, że na pozostałości grodu trafiono z początkiem XX wieku… Ona zauważała, że on ma takie wyraziste usta… On, że pierwsze ślady sięgają IX wieku… Ona, że ma prostą sportową sylwetkę… On, że gród położony był na wydmie, chroniony z trzech stron bagnami… Ona, że tak pięknie opowiada… On… Ona…

Wspólnie podziwiali później jeszcze nie jeden raz resztki wału obronnego, za którym miejscowa ludność chroniła się przed wrogiem. Wewnątrz grodu nie było żadnych zabudowań, bo służył jedynie jako schronienie dla ludności mieszkającej poza jego obrębem i trudniącej się uprawą ziemi, hodowlą bydła i ptactwa, kowalstwem i tkactwem.

Mąż pani Genowefy zmarł kilka lat temu, ale ona przychodzi tu po wspomnienia. Można ją spotkać na ścieżkach od strony Codziennej lub Głębockiej, bo nimi dochodzi się do resztek wałów obronnych. Chętnie też opowiada o tym miejscu, bo tyle o nim wie od męża…

Występne noce

Pani Genowefa, tak obyta z Laskiem Bródnowskim, odradza jednak spacery po nocy, a nawet wieczorem. Wiele lat temu bowiem, rok po roku (2005, 2006), znaleziono tu zwłoki dwóch kobiet. Były przed śmiercią okrutnie okaleczane i torturowane. Policja wytypowała nawet podejrzanego, o ksywie Fryzjer, bo nosił ze sobą nożyczki, którymi strzygł bezdomnych, takie miał „hobby”. Ale badanie DNA wykluczyło go z kręgu potencjalnych morderców. I śledztwa umorzono; nie dało się znaleźć kogokolwiek, kto by miał podobny kod genetyczny, jak ten z tkanek za paznokciami broniących się ofiar.

Skąd pani Genowefa to wie? Spacerując wokół grodu, spotyka czasami emerytowanego policjanta, który… wraca na miejsce zbrodni, by raz jeszcze, obsesyjnie wręcz, analizować znalezione wówczas ślady. Na razie bezskutecznie.

* * *

I takie są te występne noce i radosne dnie Lasku Bródnowskiego. Te pierwsze, na szczęście, odchodzą w zapomnienie, do czego przyczyniają się częste patrole policji; te drugie, też na szczęście, mają swój coraz ciekawszy wymiar, m.in. dzięki miejscowym obywatelom i ich budżetowi…

Wojciech Marcicki, fot. autora