Z OSTATNIEJ CHWILI

Żaba

– Gorąco!…

– Witam, panie Kaziu. Dziwi się pan? Przecież tak po prawdzie wiosnę mamy tej zimy…

Eustachy Mordziak, kupiec bieliźniany z bazaru Szembeka, nie bardzo rozumiał, co jego kolega i stały towarzysz pogawędek, pan Kazimierz Główka, miał na myśli.

– W polityce gorąco się zrobiło. Gazet pan nie czyta, telewizji nie ogląda?

– Powiem panu, że jak tak człowiek się tu nasiedzi, napilnuje tych majtek i staników, to polityka mu nie za bardzo w głowie. Ale coś tam słyszałem, oczywiście.

– Co na przykład?

– No, że teraz naszym strategicznym partnerem jest najmniejsze państwo Unii Europejskiej – zaraz po Luksemburgu i Malcie, mocarstwo węgierskie. O – i to, że Beata już nie jest premierką, tylko jakiś przystojniak. Mateusz, czy jakoś tak.

– Premierem…

– Kto?

– Pani Szydło.

– Właśnie, że premierką. Teraz tak się mówi. A jak ktoś mówi inaczej, to go feministki natychmiast zaliczają do kategorii „szowinistycznych, męskich świń”.

– Ale to jakieś dziwadło jest.

– Nie wiem, nie wtrącam się, mówię, co słyszałem. A słyszałem na przykład, jak jedna redaktorka w radiu zapowiadała swoich rozmówców i powiedziała, „moją gościną jest także…”.

– „Gościną”-sryną… Przecież to jakiś horror…

– Nie wiem, nie moja sprawa. „Gościna”, to „gościna”, tak samo jak „nauczycielka”, „premierka”, „ministerka”, „profesorka”…

– Tak, tak: „kolejarka”, „ślusarka”, „blacharka”…

– „Szewcowa”.

– „Szewcowa”, to panie Eustachy „żona szewca”. Pańskie feministki szału dostałyby, jakby to usłyszały.

– To jak nazwać panią, które reperuje buty. Teraz przecież butów już się nie zbija, ćwieków się nie używa, ani szydła, tylko, co najwyżej się buty klei, podkleja, skleja. Jeszcze jeden tradycyjnie męski zawód otworzył się frontem do pań. Jak więc nazwać panią, która reperuje buty?

– A co to, ja polonista jestem, czy co?

– Ale sprzyja pan dziwactwu, to niech pan główkuje. Zasłuży się pan paniom.

– Mnie się wydaje, że ja się wystarczająco im zasługuję, pomagając dobierać bieliznę – najpierw co do rozmiaru, a to łatwe nie jest, gdy wyobrażenia zderzają się z rzeczywistością, a potem co do gustu, co jeszcze trudniejsze… Ale mieliśmy o polityce gadać, panie Kaziu.

– Ano, mieliśmy, choć wydaje mi się, że jednak o niej porozmawialiśmy.

– Jak to?

– Bo z polityką jest trochę tak, jak z feminizmem – oprócz spraw ważnych i poważnych, pełno tam dziwactw, uprzedzeń, ogólnie mówiąc – idiotyzmów, które mało mają wspólnego z realnym życiem, za to dużo z pokręconymi emocjonalnie wyznawcami. Czy kiedykolwiek wpadłby pan na to, że Polska znajdzie się w stanie wojny dyplomatycznej z USA w sprawie Izraela?

– W życiu! My? Wojna z Ameryką? To trzeba by się chyba wcześniej głową z pociągiem zderzyć.

– Ano właśnie… Ale stało się i teraz jest pytanie, czy nas stać na zdrowy rozsądek? Bo może nam się wydaje, że Ameryka też nam może naskoczyć.

– Ja uważam, że zdrowy rozsądek to podstawa, panie Kaziu.

– O, i tu się zgadzamy. Człowiek mądry, nawet premier, postępuje tak, jak ten dżentelmen z dowcipu.

– Z jakiego dowcipu?

– Facet w wieku 60+ idzie wieczorem do domu, aż tu nagle widzi na chodniku żabę. Podniósł ją, a ona przemówiła ludzkim głosem:

– Jak mnie pocałujesz, to zamienię się w piękną kobietę.

Zdębiał, ale po chwili, wkładając ją do kieszeni, bo jednak życie chciał jej uratować, mówi:

– W moim wieku wolę mieć gadającą żabę.

Szaser