Daniel z Grochowa

Boże Narodzenie to nie tylko czas świątecznej radości i prezentów. To także czas, kiedy patrząc na puste nakrycie przy stole wspominamy bliskie nam osoby.
Również w naszej redakcji przez te prawie 35 lat jej istnienia mamy wiele osób, których nieobecność nas boli. Najbardziej bolesne było odejście naszego Nadredaktora i założyciela Mieszkańca Wiesława Nowosielskiego. Kiedy po paru latach dostaliśmy kolejny cios, nikt z nas do tej pory nie umie się z tym pogodzić… Informacja która sprawiła, że od tej pory nic już nie jest takie samo brzmiała krótko – Daniel nie żyje. Zginął walcząc na Ukrainie.
I wtedy do nas dotarło, że już nigdy nie zadzwonimy do Daniela marudząc, żeby zamienił fonty na krzywe, że materiał jest do przeróbki, że to, że tamto… Widzieliśmy godziny, o których nam wysyłał materiały do druku, 2-3 w nocy, czyli już nad ranem. Jeśli potrzebowaliśmy jakiś zdjęć na cito lub program komputerowy nas pokonywał, to wystarczyło zadzwonić i Daniel przeważnie znał odpowiedź i potrafił pomóc. Dopiero teraz zastanawiamy się, jak on na to wszystko znajdował czas.
Był przecież maksymalnie zaangażowany w restrukturyzację CH Szembeka, organizował różne wydarzenia, w tym patriotyczne. To Warszawscy Powstańcy mogą wiele powiedzieć o Danielu i mówią, jakim był wielkim patriotą. Mówią też o jego wielkim sercu i o pomocy, której od Niego doświadczyli.
Nie bardzo możemy sobie wyobrazić, jak znajdował jeszcze czas na rozwijanie swoich pasji. A miał ich wiele. Spadochroniarstwo, strzelectwo, kursy dronowe, działalność w Kurkowym Bractwie Strzeleckim – to tylko niektóre z nich. Ale o tym wszystkim dowiadywaliśmy się powoli, etapami.
Musieliśmy oswoić się z sytuacją, że „nasz Daniel” już nie odbierze telefonu, że trzeba długo czekać na Jego powrót do kraju, że Jego pogrzeb był wielką manifestacją patriotyzmu, że pomimo młodego wieku tak wiele dokonał. Najtrudniejsze było jednak dla nas oswojenie się z padającym z każdej strony słowem Bohater.
Dla nas był chłopakiem z Grochowa, miłym, życzliwym i potrafiącym się uśmiechać najpiękniej na świecie…
Jeśli teraz dzwonimy do Jego Taty i słyszymy – Jadę do Daniela – to wiemy, że Mirek jedzie na Powązki, żeby „pogadać” z Synem. Ale i tam Daniel nie ma zbytniego spokoju, bo przy jego grobie spotykają się ludzie z różnych grup wiekowych, środowisk, nawet z różnych krajów – tylko w jednym celu. Spotykają się, aby oddać hołd zwykłemu chłopakowi z Grochowa, który uznał, że broniąc Ukrainy broni Polski.
Barbara Nowosielska-Piszczyk, była Redaktor Naczelna
Anna Morawska, Redaktor Naczelna z Zespołem Redakcyjnym.
Najpierw pojechał z pomocą humanitarną, ewakuował kobiety i dzieci z najbardziej niebezpiecznych terenów, pod obstrzałem, wśród wybuchających pocisków. Przyjeżdżał do domu, aby zebrać trochę rzeczy, odpocząć i ponownie tam wracał. Po kolejnym powrocie zaczął kompletować sprzęt. Kupił samochód z napędem 4×4. Używany, ale sprawny, kupił także hełm, noktowizor i inne wyposażenie.
Nie było szczególnego pożegnania, powiedziałem – trzymaj się Daniel, a on po prostu wyszedł, wsiadł do samochodu i pojechał… Czułem się zblokowany, nie umiałem okazać swoich emocji i wiedziałem, że Daniel tego nie chce – mówi Mirosław Sztyber, ojciec Daniela.
Domyślałem się co planuje, chociaż nic nie mówił. Wiedziałem, że go nie powstrzymam, postanowiłem go zrozumieć i przede wszystkim wspierać. Nie byłem pewien, dokąd dokładnie jedzie i co będzie robił – kontynuuje ojciec.
To był normalny, fajny dzieciak. Dał nam w życiu wiele radości. Lubił naleśniki i zupę pomidorową, nie tolerował złych osób – fałszywych i zakłamanych. Miał intuicję do ludzi, rozwinął ją studiując psychologię kryminalną. Był honorowy i potrafił zachować się z godnością.
Już jako 14-latek spędzał wakacje na obozach organizowanych przez GROM. Szkolili go najlepsi i szybko zaczął dorównywać im umiejętnościami. W dorosłym życiu był instruktorem survivalu i strzelectwa bojowego. Nie chwalił się tym, był skromny, a może właściwsze określenie to dyskretny. Wiedział, że dużo potrafi i może pomóc Ukrainie.
Dla mnie – ojca – był nie tylko synem. Był przyjacielem, współpracownikiem, wiele mnie nauczył, przede wszystkim zrozumienia współczesnego świata. Pracowaliśmy razem ponad 15 lat. Bez niego nie zrestrukturyzowałbym firmy. Ciężko było za nim nadążyć…
Wychowany w kulcie Powstania Warszawskiego, pracował w Radzie Fundacji Pomocy Żołnierzom Armii Krajowej, wspierając kombatantów i organizując wydarzenia upamiętniające Powstanie Warszawskie. Był tolerancyjny i otwarty na różnorodność. Skończył Liceum Ogólnokształcące w Rembertowie, potem kilka kierunków – Kulturoznawstwo, Zarządzanie Nieruchomościami, Stosunki Międzynarodowe, studium z psychologii kryminalnej. Językiem angielskim władał bardzo dobrze, nie były mu obce hiszpański, francuski, po pobycie w Ukrainie, rosyjski czy ukraiński.
Wspinaczka, loty paralotnią na spadochronach, nurkowanie, operowanie dronem – zawsze doskonale przygotowany, zwracający uwagę na szczegóły.
Ukończył kurs radiotelegrafisty przekonany, że alfabet Morse’a trzeba znać…
Doskonale jeździł na motocyklu, był też sternikiem, żeglarzem i ratownikiem drogowym.
Bez mojego syna nie uratowalibyśmy firmy, której byłem prezesem. Razem z Danielem czuliśmy się odpowiedzialni za otoczenie, rodzinę, ludzi, którzy z nim pracowali. To był trudny czas – wspomina Mirosław Sztyber.
Dopiero po Jego śmierci dowiedziałem się, że wyszkolił wielu ukraińskich żołnierzy, że trafił do Legionu Międzynarodowego wraz z żołnierzami z USA, Australii i innych krajów. To była elitarna jednostka zwiadowcza.
Wszystko było tajemnicą. Tylko SMS-y i kontakt wyłącznie na komunikatorze, a i tak nie zawsze była łączność… dodaje.
Powiedział Mamie: Jak ich nie powstrzymamy tam, to przyjdą tutaj, a wtedy już nie będę mógł Ci pomóc.
Daniel odszedł 25 listopada 2022 r. w akcji osłaniając ukraińskiego inżyniera sapera, walczył trzy godziny o życie w warunkach frontowych, bez środków przeciwbólowych i pomocy medycznej. Do końca rozmawiał z żołnierzami, którzy Go nieśli, prosząc by wytrzymali i dziękował im, pytając jak daleko jeszcze do ambulansu. A ambulansu nie było, bo byli pod ostrzałem… Gdy poczuł, że jest coraz gorzej powiedział do żołnierzy – Brońcie tych ludzi i Europy. Na koniec zapytał – Gdzie są moi rodzice? Powiedzcie Im…
Na podstawie artykułu
„Daniel Sztyber – Pamięć o Bohaterze” autorstwa Urszuli Krawczyk opublikowanego w magazynie „Czerwona Szpilka”.
gazeta Mieszkaniec
Warszawski Lokalny Portal Informacyjny Mieszkaniec













